2.10
Okazało się, że nauczenie Serune pływania było trudniejsze, niż Malwa zakładała. Na początku nie było tak źle. Stanęły niedaleko brzegu, po prostu pozwalając wodzie otulić się wokół ich kostek. Malwa kazała dziewczynce zostać na plaży, aby samej sprawdzić, jak głębokie jest jezioro. Dopiero wtedy zawołała Serune. Jednak, gdy dziewczynka tylko poczuła, że nie sięga dna, gwałtownie się zatrzymała. Zmartwiała, wpatrywała się w wodę z założonymi rękami.
Dopiero gdy Malwa ją ochlapała, mina jej się rozchmurzyła.
Chlapały się wodą dość długo. Na tyle, że z misternego upięcia bardki niemal nic już nie zostało, ale nie przejmowała się tym. Odgarnęła po prostu mokre pasma z czoła i wyciągnęła z uśmiechem ręce w stronę Serune.
Dziewczynka znów jednak spuściła wzrok.
‒ Zawołać mamę? ‒ zapytała Malwa łagodnie, podchodząc do niej bliżej. Elfka pokręciła głową. ‒ O co chodzi?
‒ Boję się ‒ wymamrotała Serune cichutko. Bardka zmarszczyła brwi.
‒ Czego?
‒ Że się utopię! ‒ wykrzyknęła piskliwie. Malwa dostrzegła łzy w jej oczach. Jej samej zaczęła się udzielać panika elfki. Zerknęła w stronę brzegu, jednak Irriel nie ruszała się z miejsca. Wyglądało na to, że spokojnie obserwowała sytuację.
Jak to? Nie powinna wstać, zobaczyć co się dzieje z jej dzieckiem?
‒ Po to właśnie tu jestem, aby tak się nie stało ‒ spróbowała Malwa jeszcze raz. Serune jednak nie wyglądała na przekonaną. Westchnęła. Czy ona sama też się bała wejść na głęboką wodę? Pewnie tak, ale… Co jej wtedy pomogło?
Nic nie przychodziło jej do głowy. Pamiętała tylko chłód wody, silny zapach morza i czyjeś ciepłe ręce, pewnie ją obejmujące.
Podeszła bliżej Serune.
‒ To może… Na razie wejdziesz wraz ze mną? ‒ zaproponowała. Dziewczynka przekrzywiła głowę. ‒ Chodź na ręce. I trzymaj mnie mocno za szyję. Co ty na to?
‒ Nie potrzebuję już na… ‒ zaczęła Serune, ale urwała, widząc chyba minę Malwy. Bardka po prostu uśmiechała się do niej ze zrozumieniem. Miała nadzieję, że dziewczynka nie pomyśli, że będzie się z niej naśmiewać. ‒ No… Dobrze.
Serune dość szybko wskoczyła jej na ręce. Malwa ledwo zdołała się ustabilizować. Strach momentalnie się przez nią przebił, ale wzięła się w garść i odnalazła równowagę. Swoje zmieszanie zastąpiła śmiechem, gdy Serune się skrzywiła.
‒ Zimno ‒ poskarżyła się elfka.
‒ Teraz tak. Ale jak posiedzimy tu dłużej, będzie ci cieplej ‒ obiecała Malwa.
Przez chwilę po prostu spacerowała z Serune na rękach, próbując ją oswoić z tym, że nie miała gruntu pod nogami. Raz czy dwa nagle wskakiwała głębiej, wciąż uważając, aby nie zanurzyć głowy dziewczynki. Na jej szczęście, mocny, niemal rozpaczliwy uścisk na jej szyi powoli tracił na sile. Serune zaczynała się śmiać, gdy Malwa wskawiała coraz głębiej.
Raz za razem spoglądała w stronę brzegu, ale Irriel tylko je obserwowała. Z tej odległości, bardka nie widziała wyrazu jej twarzy, ale miała wrażenie, że delikatnie się uśmiecha. W międzyczasie, Lyriana przysiadła się tuż obok medyczki.
‒ I co, taka straszna ta woda? ‒ zapytała Malwa, odwracając się w stronę Serune. Dziewczynka zachichotała, kręcąc głową. ‒ A no, właśnie. Też będziesz tak umieć, obiecuję ‒ powiedziała, odgarniając jej kilka kosmyków. Na gwiazdy. Naprawdę chciałaby, aby uśmiech Elodie wywoływał w niej tyle ciepła, co ten Serune.
Zimno, które przeszyło jej ciało nie miało nic wspólnego z głęboką wodą, w którą właśnie weszła.
Wciąż się uśmiechając, odwróciła głowę, aby móc w pełni spojrzeć na dziewczynkę.
‒ Myślisz, że… Dasz radę się teraz położyć na wodzie?
Serune natychmiast do niej przywarła.
‒ Utonę! ‒ pisnęła.
‒ A ja to co, kłoda? ‒ odparła Malwa, próbując brzmieć tylko na lekko oburzoną. Jednak gdy Serune tylko wzmocniła swój uścisk, westchnęła. ‒ Tylko raz? Będę cię trzymać. ‒ Dziewczynka wciąż milczała. ‒ Jak chcesz, możemy też zawołać mamę…
‒ Nie! Ja sama! ‒ natychmiast zaprzeczyła Serune. Oparła głowę o ramię Malwy i zaczęła bawić się końcówką swojego warkocza. Milczały tak przez chwilę.
Malwa powstrzymała się od kolejnego westchnienia. Nie chciała dodatkowo zmartwić Serune. Nie miała pojęcia, dlaczego dziewczynka tak bardzo bała się utonięcia. Nie brzmiało to jak coś, czego mogła się nabawić przez śmierć Faelara. Może bała się wody już wcześniej?
Z drugiej strony, dziecięce strachy rzadko kiedy miały sens.
Kiedy Serune wciąż się nie odzywała, Malwa poczuła przemożną potrzebę aby zacisnąć palce na nadgarstkach. Czy na pewno się do tego nadawała? Może Lyrianie poszłoby lepiej?
‒ Jeśli naprawdę nie chcesz, nie będę cię zmuszać ‒ powiedziała. Zerknęła do tyłu. Lyriana i Irriel przyglądały jej się uważnie. Malwa pożałowała, że nie znała zaklęcia na szybkie przekazanie wiadomości. Nie chciała przecież krzyczeć przez pół jeziora, że Serune się przestraszyła.
Nagle, Irriel wskazała na nią palcem, a w uchu Malwy rozbrzmiał szept medyczki.
‒ Daj jej chwilę. Nie zniechęcajcie się.
Bardka przygryzła wargę.
‒ W porządku ‒ wyszeptała.
Co na jej miejscu zrobiłby Roy? Lub dziadek? Zazwyczaj byli cierpliwi. Roy rozpraszał ją, często się śmiejąc albo przemieniając strach w wyzwanie. Dziadek… Chyba by jej coś opowiedział. Pamiętała wiele z jego legend, z różnych zakątków Faerunu.
Nagły pomysł wpadł jej do głowy.
‒ Wiesz… Może jeśli uda ci się opaść na wodę, to nauczysz się oddychać pod wodą.
To przykuło uwagę Serune. Dziewczynka westchnęła gwałtownie, wbijając w Malwę spojrzenie.
‒ Oddychać? ‒ powtórzyła. ‒ Jak?
Malwa zrobiła minę, jakby się nad czymś zastanawiała, po czym przyjrzała sie uważnie Serune.
‒ To sekret ‒ powiedziała w końcu poważnie. ‒ Wszyscy w Kelazzan to potrafią. I to dzięki odwadze pewnego wynalazcy. ‒ Uśmiechnęła się, widząc, że Serune już chłonęła każde jej słowo. ‒ Ale… Tradycyjnie opowiada się ją, gdy ktoś leży na wodzie. ‒ Ledwo zdążyła utrzymać Serune, kiedy ta nagle puściła jej szyję. ‒ Ostrożnie! ‒ fuknęła. Dziewczynka wymamrotała krótkie przeprosiny, dając Malwie chwilę aby zebrać myśli.
Irriel jest blisko. Lyriana też. Nic się nie stanie, ale…
Westchnęła.
‒ Spokojnie. ‒ Delikatnie obniżyła dziewczynkę. ‒ Spróbuj teraz się położyć.
Serune posłusznie natychmiast szarpnęła głową do tyłu i tylko refleks Malwy uchronił ją przed zachłyśnięciem się wodą. Widząc przestraszoną minę elfki, bardka zmusiła się do łagodnego uśmiechu.
‒ Powoli. Nie śpieszy się nam ‒ przypomniała jej. Chwyciła ją pod pachy i kolana. ‒ Zobacz. Nie fajnie?
Serune milczała przez chwilę. Malwa czuła, jak bardzo jest spięta. Każda drobna fala, sprawiała, że dziewczynka drżała. W dodatku za nic nie mogła opaść jej w rękach. Bardka miała wrażenie, jakby zamiast dziecka trzymała w rękach kawałek kłody.
‒ Boję się… ‒ wymamrotała w końcu Serune zaciskając powieki. Malwa mogła tylko pokiwać głową ze współczuciem.
‒ Rozumiem. Wiesz kto jeszcze się bał?
Elfka chyba chciała zaprzeczyć, ale gdy na policzku poczuła wodę natychmiast wróciła do poprzedniej pozycji.
‒ N… Nie.
‒ Cedric. ‒ Niemal się zaśmiała, widząc jak Serune marszczy brwi. ‒ Pamiętasz, jak ci opowiadałam, że w Kelazzan mamy mnóstwo statków?
‒ Tak.
‒ A pamiętasz, dlaczego? ‒ Malwa delikatnie poprawiła swój chwyt. Czuła, że słońce praży ją w plecy, ale przynajmniej jej cień padał na Serune, chroniąc ją przed najgorszym ukropem. Poza tym, chłód wody sprawiał, że nie przeszkadzało jej to.
Dziewczynka otworzyła niepewnie oczy.
‒ Bo… Można u was wiele kupić? ‒ Gdy Malwa pokiwała głową i spojrzała na nią zachęcająco, elfka dodała: ‒ I… Dużo sprzedajecie gdzie indziej?
‒ Otóż to. Bardzo dobrze zapamiętałaś ‒ pochwaliła ją bardka. Gdy Serune dumnie uniosła brodę, na twarzy Malwy pojawił się szeroki uśmiech. ‒ I widzisz, od dawien dawna zajmujemy się handlem drogą morską. Nawet gdy na morzu szalały sztormy, wciąż znajdowało się wielu śmiałków, którzy wypływali z portu.
‒ Nie bali się?
‒ Pewnie, że się bali ‒ odparła natychmiast Malwa, kiwając głową z przekonaniem. ‒ Jedną z takich osób był pewien wynalazca. Człowiek, który zwał się Cedric. Woda go przerażała, szczególnie, że on sam kiepsko pływał. Dlatego na morze wybierał się tylko w towarzystwie swoich przyjaciół, elfiego paladyna Arche i półelfiej kleryczki Yllnys.
‒ Oni go ratowali? ‒ zapytała zafascynowana Serune. Pod wodą, Malwa mogła poczuć, że już tak nie spinała szyi, aby za wszelką cenę utrzymać ją na powierzchni. Była na dobrej drodze.
‒ Zazwyczaj nie musieli. Po prostu Cedric zawsze trzymał się ich blisko.
‒ Dlaczego nie podróżowali na nogach? ‒ wymamrotała Serune, marszcząc brwi. ‒ Skoro wiedzieli, że Cedric się bał…
‒ Morzem było szybciej ‒ odparła prosto Malwa, wzruszając ramionami. ‒ A Cedric zawsze obawiał się, że jego wynalazki mogą ulec zniszczeniu, jeśli przewoziliby je na mułach. Jego przyjaciele szanowali to i zawsze wybierali się z nim na morze, gdy Cedric chciał odwiedzić inne kraje. Cedric również szanował ich. Chociaż jego największą miłością były machiny, nigdy nie wtrącał się w magię i oddanie swoich przyjaciół ich bogom. Podobno nawet zdarzało się, że eksperymentował z ich magią w swoich wynalazkach. To wzajemne zrozumienie sprawiło, że byli ze sobą bardzo blisko. ‒ Malwa nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Serune wyglądała na zupełnie oczarowaną, a bardka czuła jak powolutku coraz pewniej opada jej w ramionach. W trakcie opowiadania zaczęła delikatnie wysuwać jedną dłoń, kręcąc pod wodą kółka, aby toń wokół nich lekko zafalowała. Serune zdawała się tego nie zauważać.
‒ Pewnego dnia, jak zwykle wypłynęli w morze. Rozmawiali ze sobą w kajucie, gdy nagle wpadł do nich zdenerwowany marynarz. Kocioł parowy zaczął szwankować, a nie zdążyliby zawrócić do portu, żeby go naprawić.
‒ Cedric pomógł? ‒ zapytała Serune. Malwa pokiwała głową. Zaczęła mocniej zataczać okręgi pod wodą, korzystając z tego, że dziewczynka była już niemal zupełnie spokojna.
‒ Bardzo sprawnie poradził sobie z usterką. Jednak, podczas pomocy iskra poleciała mu na włosy. Jako, że często się to działo, gdy pracował w warsztacie, tylko przyklepał przydymiony kosmyk i niewiele myśląc, ściął go. ‒ Malwa zrobiła pauzę, wpatrując się gdzieś w dal. ‒ I to był błąd.
Dopiero, gdy usłyszała westchnienie Serune i jej ciche:
‒ Jak to?
Spojrzała na nią ponownie. Zaczęła nią kołysać, uważając, aby w żadnej chwili nie miała szansy aby zachłysnąć się wodą.
‒ Słyszałaś o Umberlee, Królowej Fal?
‒ Nie ‒ odparła od razu dziewczynka. Ku zdziwieniu, ale i uldze Malwy, w jej głosie nie było nawet cienia wstydu. Zwyczajne zaciekawienie. To dobrze.
‒ Umberlee jest morską boginią. Cedric słyszał o niej, ponieważ wielu żeglarzy modliło się do niej, gdy wypływali, prosząc ją o to, aby fale były dla nich łagodne. Jednak nigdy nie wnikał w to głębiej i… Nie wiedział, że bogini strasznie się denerwowała, gdy ktoś na statku obcinał sobie włosy lub paznokcie. Uważała, że w ten sposób składał ofiarę innej bogini, Sune.
‒ Tą znam! Lyriana ją uwielbia! ‒ wykrzyknęła dumnie Serune. Malwa odnotowała to sobie w głowie na później. Zaśmiała się, gdy dziewczynka się skrzywiła. ‒ Ale fuj, paznokcie…
‒ Fuj, zgadzam się ‒ przyznała Malwa. ‒ Su… ‒ Ugryzła się w język. Nie wszystkie tytuły morskiej bogini nadawały się do uszu dziecka. ‒ Królowa Głębin bardzo się oburzyła. A, że z natury jest próżna i małostkowa, nie zamierzała puścić tego płazem. Dlatego, gdy wypłynęli w głębsze morze, niebo nagle pociemniało, zupełnie zasłaniając księżyc. ‒ Malwa na powrót zaczęła kołysać Serune. Teraz trzymała ją tylko delikatnie a dziewczynka, zupełnie tego nie zauważając niemal sama utrzymywała się na wodzie. ‒ Fale wezbrały, a wiatr zaczął wiać, coraz to silniej i silniej. Cedric, Arche i Yllnys wypadli na pokład, gdzie marynarze starali się wypłynąć ze sztormu. Nagle, wszyscy usłyszeli zimny chichot. ‒ Malwa pochyliła się nad Serune szepcząc o wiele wyższym tonem. ‒ Jak śmialiście, śmiertelnicy? Obrażać mnie w mojej własnej domenie? Zginiecie tu i teraz, taka jest moja wola! ‒ Serune zadrżała i niemal przewróciła się na brzuch. Malwa zdołała ją szybko objąć i przewróciła ją tak, aby dziewczynka teraz trzymała się jej biodra, ale nie miała gruntu pod nogami. Trzymając ją jedną ręką, drugą zaczęła przesuwać po tafli jeziora, tworząc małe fale. Serune wpatrywała się w nie, zafascynowana. ‒ Cedric był przerażony. Chociaż nie była to jego pierwsza podróż, dopiero wtedy spotkał się ze sztormem, nie mówiąc już o gniewie bogini. I choć nie mógł wiedzieć, dlaczego Królowa Fal zapragnęła ich śmierci, bardzo się o to obwiniał. Schował twarz w ręce i zaczął płakać.
‒ Ojej ‒ wyrwało się smutno Serune. Malwa na moment przestała robić fale wokół nich, aby pogłaskać ją po głowie. ‒ Ale to nie była jego wina…
‒ Tak, nie wiedział. To samo powiedział mu Arche. Złapał Cedrica za ramiona i kazał mu się nie obwiniać. Wierzył, że zdoła ich uratować. ‒ Malwa chlapnęła wodą, a w rozbryźgniętych kropelkach zatańczyły tęczowe przebłyski. ‒ Arche był paladynem Selune. Pomodlił się więc do swojej bogini, prosząc ją o ratunek. I chociaż Umberlee zasłoniła księżyc chmurami, Srebrna Pani usłyszała go. Zmartwił ją los jej wyznawcy, także posłała do nich księżycowe iskierki, aby wskazały im drogę na bezpieczniejsze wody. Arche kazał kapitanowi za nimi podążać. Jednak ani on, ani Selune nie spodziewali się, jak zawistna jest Pani Głębin. ‒ Malwa zaczęła krążyć ręką pod wodą, naśladując ruch pływającej ryby. Zacisnęła usta, by ukryć swój uśmiech widząc, jak Serune bezwiednie zaczęła robić to samo. ‒ Yllnys dostrzegła ogromnego rekina, zmierzającego w stronę iskierek. Krzyknęła do reszty, przywołując również zaklęcie. To sprawiło, że Cedric się otrząsnął. Chwycił za jeden ze swoich magicznych wynalazków i zaatakował równocześnie z Yllnys. Nie udało im się jednak ubiec stwora. Pożarł iskierki. ‒ Malwa nagle chwyciła Serune za rękę. Dziewczynka pisnęła przeciągle, wtulając się w bardkę. Zamarły. Kobieta przez chwilę uważnie się przyglądała elfce. Czy nie przesadziła? Jednak gdy Serune po chwili zaczęła się wpatrywać w nią wyczekująco, ciągnęła opowieść: ‒ Selune była zrozpaczona. Nieważne, ile iskierek posyłała, potwory pożerały je szybciej, niż nasza drużyna nadążyła je pokonać. W statek uderzało coraz więcej fal i stworów. A okrutna Umberlee tylko się śmiała. Selune nie mogła się z tym pogodzić. W tym czasie, Yllnys również gorliwie się modliła. Jej bogini, Tymora, uchodziła za troskliwą panią. Dlatego też Selune zwróciła się do niej. “Pomóżmy im”, powiedziała. “Nie zasługują na tak okrutną śmierć. Nie z rąk… Pani Głębin.”
Wiatr zatańczył w ich włosach. Serune wzdrygnęła się.
‒ Idź sobie, Pani Głębin! ‒ krzyknęła w przestrzeń, rozeźlona. Malwa musiała przygryźć wargę aby się nie zaśmiać. Ciekawe, co w tym momencie przeszło przez głowy Lyriany i Irriel.
Część niej miała nadzieję, że łowczyni jej słucha.
Szybko złapała dziewczynkę, aby ta nie zorientowała się, że przez chwilę dryfowała sama. Przyłożyła palec do ust.
‒ Cii. Jeszcze nas usłyszy. ‒ Serune pokiwała głową. ‒ Tymora zgodziła się z Selune. Im obu było żal zarówno swoich wyznawców, jak i załogi. Jednak, nic nie mogło być za darmo. Wiedziały, kto rozgniewał Umberlee i chciały, aby Cedric wyniósł z tego jakąś naukę. Dlatego też, gdy Yllnys się modliła, nagle wśród wichru sztormu i ryku fal, usłyszała tuż przy swoim uchu głos swojej bogini. ‒ Malwa nachyliła się do Serune. ‒ “Skaczcie. Ja was ochronię.”
‒ Ale Cedric bał się wody! ‒ wykrzyknęła elfka.
‒ Tak. I gdy Yllnys przekazała słowa Tymory reszcie załogi, stanął jak słup soli. Z potworami mógł się mierzyć. Ale gdy widział otchłań morskich fal, kolana mu miękły. Na nic zdawały się słowa jego przyjaciół, a gdy Arche po prostu chciał go wrzucić siłą, przeszkadzały mu w tym księżycowe iskry. Przyjaciele byli zrozpaczeni. Jeden po drugim, pasażerowie i załoga wskakiwali do wody. Nim się obejrzeli, na pokładzie została tylko garstka osób, a statek już kierował się na skały. Yllnys i Archemu kończył się czas. Cedric wiedział, że musi to zrobić. Ale… Tak okropnie się bał. Gdy nagle… Dostrzegł kształt tuż przy burcie. ‒ Malwa pogłaskała Serune po włosach. Chwyciła ją na ręce i bez ostrzeżenia podskoczyła. Uklęknęła na dnie, tak, że teraz ona była zanurzona do piersi, a Serune do ramion. Chociaż pisk dziewczynki boleśnie zabrzmiał jej w uszach, tym razem już wiedziała po jej spojrzeniu, że się nie boi. ‒ Mała… Elfia dziewczynka rozpaczliwe trzymała się burty i płakała. To sprawiło, że Cedric otrzeźwiał. Pobiegł do dziewczynki. “Musisz skoczyć”, powiedział jej. Ona tylko rozpłakała się bardziej. “Boję się” wyszeptała. A Cedricowi zrobiło się jej żal. W jej oczach ujrzał to samo przerażenie, które rozdziarało również go. Oboje spojrzeli w mroczną toń. Skały były coraz bliżej. Cedric wiedział, że jeśli nie skoczą, to zginą. Wziął więc głęboki wdech. ‒ Malwa również go wzieła, a Serune powtórzyła wraz za nią. ‒ I chwycił dziewczynkę za ramiona. “Nie bój się. Skoczę wraz z tobą.” obiecał jej. Elfka nie wyglądała na przekonaną, więc Cedric otarł jej łzy, chociaż jego własne serce również ściskał strach. “Nie puszczę cię. Poradzimy sobie.” Dziewczynka zgodziła się, a Cedric z sercem na gardle podszedł na skraj burty. Spojrzał na swoich przyjaciół i na znak Yllnys skoczyli. ‒ Malwa uważnie spojrzała na Serune. Na jej ciche odliczanie, obie na pół sekund zanurzyły głowy w jeziorze. ‒ Cedric poczuł zimno wody. Trzymał jednak dziewczynkę mocno, tak jak jej obiecał. Płynął na oślep, bojąc się, że sól morska uszkodzi mu wzrok. Wierzgał nogami… Spróbuj. ‒ Malwa chwyciła Serune za ręce. Pokazała jej aby trzymała głowę w górę. Dziewczynka nawet się nie zastanawiała. Po prostu zaczęła chlapać wodą na prawo i lewo. Na usta Malwy wypłynął ciepły uśmiech. ‒ Właśnie tak. Zaczęło brakować mu powietrza w płucach. Bał się. Ale mimo to, próbował płynąć do góry, kiedy powstrzymała go dłoń na jego koszuli. Był w takim szoku, że otworzył oczy i… Ujrzał swoich przyjaciół. Załogę. Z ich ust wypływały bąbelki, a jednak nie dusili się. Zaskoczony Cedric również wypuścił powietrze i odkrył, że… Oddychał pod wodą równie łatwo, co i ponad nią. Tymora ochroniła swoich wyznawców.
Z ust Serune natomiast wyrwało się westchnienie.
‒ Ale super… ‒ powiedziała przestając machać nogami. Malwa pokiwała głową.
‒ Umberlee była wściekła. Wysyłała na nich swoje stwory, ale Arche oślepił je mocą Selune. Ujrzeli wśród fal drogę do domu. Niestety, pływanie też wymaga siły, a oni chociaż nie byli daleko od portu, powoli nie dawali rady. Mrok ogarniał ich wszystkich, jednak wierzyli, że im się uda. Cedric również. Dlatego, gdy zamknął oczy, nie obawiał się, czując, jak coś łapie go pod boki.
‒ Łapie?
‒ Dopiero kilka dni później, gdy się obudził, dowiedział się, co się stało. Widzisz, Serune… Boginie wiedziały, że załoga nie da rady dopłynąć do portu o własnych siłach. Nocą, Tymora ukazała się na niebie Kelazzan, pod postacią srebrengo trójkątu, jaśniejąc tak bardzo, że zbudziła mieszkańców portu. “Wejdźcie do wody. Zanurkujcie głęboko i nie obawiajcie się. Wasi przyjaciele potrzebują pomocy” powiedziała. A lud jej usłuchał. Odnaleźli załogę i odkryli, że oni również mogą oddychać pod wodą. A dar ten… Utrzymuje się po dziś dzień ‒ powiedziała cicho Malwa, puszczając ręce Serune. Dziewczynka, zasłuchana, nawet nie zauważyła, że dryfuje sama, instynktownie delikatnie machając rękami i nogami. ‒ Dzięki odwadze jednego wynalazcy, Kelazzańczycy oddychają pod wodą. Wystarczyło tylko pokonać swój strach… Tak jak ty to zrobiłaś.
Serune zamarła. Spojrzała w dół. Potem na Malwę. Potem znów w dół.
‒ Ja… Pływam? ‒ zapytała niepewnie. Kiedy bardka ucieszona pokiwała głową, dziewczynka spróbowała odwrócić się w stronę brzegu. Jej głowa momentalnie zniknęła pod taflą jeziora, ale nim Malwa zdążyła zareagować, elfka już wypłynęła na górę. Rozkaszlała się, ale tym razem nie zamarła. ‒ MAMO! JA PŁYWAM!
Po tafli jeziora rozległ się dźwięk oklasków. Irriel wstała i krzyknęła:
‒ Brawo, kochanie!
‒ Ja pływam! Pływam! ‒ powtarzała uradowana Serune. Ciepło rozlało się po piersi Malwy. Miała wrażenie, że policzki zaczną ją zaraz boleć od uśmiechania się.
Tęskniła za tym uczuciem. Ale…
Szkoda, że nigdy już nie nauczy tego Elodie.
Stanowczo odepchnęła tę myśl od siebie. Nie. Nie dzisiaj. Nie będzie dziś rozmyślać o swojej siostrze.
Zamiast tego, skupiła się ponownie na roześmianej Serune. Mocno ją przytuliła.
‒ Widzisz? Nie było się czego bać ‒ powiedziała radośnie. Instynktownie przyłożyła jej czoło do swojego. Serune zachichotała. ‒ Jestem z ciebie dumna ‒ wyszeptała, może trochę czulej niż się po sobie spodziewała.
Radość wypełniała ją od czubka głowy aż po palce u stóp. Ku własnemu zaskoczeniu, miała ochotę płakać, ale po raz pierwszy w życiu nie z powodu ojca, lecz... Po prostu dlatego, że była szczęśliwa.
Nigdy nie sądziła, że będzie w stanie kogoś nauczyć... Czegokolwiek. W dodatku, osiągnęła to dzięki prostej opowieści.
Roześmiała się łzawo. Dziwne. Ale tak bardzo satysfakcjonujące.
Serune uśmiechnęła się do niej.
‒ Pokażesz mi?
Malwa przekrzywiła głowę.
‒ Co takiego?
‒ No… Jak oddychasz pod wodą! Proszę? ‒ Serune zatrzepotała rzęsami. Wyglądała tak śmiesznie uroczo, że Malwa nie mogła się nie zgodzić.
‒ Niech będzie. Ale ty najpierw wróć na brzeg, dobrze? Nie chcę, żebyś była tak głęboko beze mnie. ‒ Widząc, jak elfka robi zawiedzioną minę, pokręciła głową, pstrykając delikatnie dziewczynkę w czoło. ‒ Cedric też zaufał swoim przyjaciołom, prawda? A oni chcieli, żeby był bezpieczny.
‒ No dobra… ‒ wymamrotała marudnie Serune. Przy asyście Malwy, przepłynęła do momentu aż mogła stanąć bezpiecznie na dnie. Niemal natychmiast pognała w stronę matki i Lyriany. Malwa zaśmiała się, widząc, jak dziewczynka wyciera się o obie kobiety.
‒ Serune! ‒ wykrzyknęła łowczyni, krzywiąc się. Jednak gdy Serune tylko wystawiła jej język, przewróciła oczami, a uśmiech wciąż tańczył jej na ustach. I tak nie była tak mokra, jak Irriel, która porwała córkę w ramiona, mocno ją ściskając.
‒ Wiedziałam, że ci się uda! Jestem z ciebie bardzo dumna! ‒ wykrzyknęła medyczka, całując ją w czoło.
Malwa zacisnęła palce na ten widok, a jej uśmiech zbladł. Tak jak poprzednio, tak i teraz poczuła się jak intruz.
Kiedy ona ostatnio usłyszała takie słowa od matki?
Nieważne. Powinna się skupić na swojej obietnicy.
‒ Mamo! Ty będziesz teraz… Arche! A… A Lyriana Yllnys! ‒ powiedziała Serune, podczas gdy Irriel wycierała jej włosy. ‒ A Malwa pokaże mi super sekretną moc!
Wzrok obu kobiet skierował się w stronę bardki, która uniosła kącik ust nieśmiało.
‒ Idę ponukrować. I nie obawiajcie się, jeśli długo nie będę się wynurzać. Serune wszystko wam opowie ‒ odparła. Lyriana zmarszczyła brwi, patrząc na nią pytająco, ale Malwa tylko mrugnęła do niej i odwróciła się w stronę jeziora. Po kilku chwilach była już pod wodą.
Wody Sember okazały się być chłodniejsze od tych ze Złotych Wód. Malwy jednak to nie zraziło. Gdy zanurzyła się w przyjemnej, pustej toni jeziora, poczuła jak ramiona jej opadają.
Odkąd nauczyła się pływać, uwielbiała nurkować. Wszechogarniająca, panująca pod wodą cisza sprawiała, że momentalnie się relaksowała. I chociaż tu nie było fal, pod które mogła wpływać i wypływać wraz z nimi, wciąż mogła się tu uspokoić.
Historia, którą opowiedziała Serune nie była fałszywa, ale… Nie była też w pełni prawdziwa. Od tego w końcu są bardowie. Aby przeplatać w opowieściach kłamstwo i rzeczywistość.
Malwa, tak jak reszta Kelazzańczyków, nie potrafiła oddychać pod wodą. Jednak, należąc do ludu żeglarskiego potrafiła wstrzymywać go dłużej niż inni. Był to jeden z niewielu aspektów jej kultury, który ojciec wpoił jej od małego.
Była to też jedna z niewielu umiejętności, za które była mu wdzięczna.
Wypuściła nieco oddechu, pozwalając, aby jej ciało opadło bliżej dna. Sember nie było tak głębokie jak Złote Wody, więc nie miała czego się obawiać. Zwyczajnie rozkoszowała się stanem nieważkości. Cisza. Spokój. I tylko ona.
Wraz z jej myślami.
Przesunęła bezwiednie ręką.
Kiedy po raz pierwszy opowiedziała historię, aby wybrnąć z jakiejś sytuacji?
Jej palce natrafiły na jeden z zimniejszych, głębszych prądów. Dreszcz przeszedł przez całe jej ciało.
No tak.
Teraz wpatrywała się w dość ciemne dno jeziora, rozświetalne jedynie promieniami słońca, które tańczyły na piasku tuż pod nią. Jeśli dobrze pamiętała, gdy wtedy otworzyła oczy, pierwsze promienie również dopiero zaczęły oświetlać powierzchnię morza.
Pamiętała, że patrzyła na nie przez długi czas. Dlaczego wtedy wstała z łóżka? Na pewno przez jakiś koszmar, ale… Co tak ją przestraszyło, że postanowiła opuścić swój pokój? I kogo szukała?
Teraz już tego nie pamiętała. A już na pewno, nie wiedziała tego i wcześniej.
Jej dłoń natrafiła na rozmokłą trzcinę. Oplątała się wokół niej, delikatnie ciągnąc.
Tak, jak dłoń Roya. Pamiętała, jak natychmiast się odwróciła, napotykając jego przerażone spojrzenie. Nic wtedy nie rozumiała. Tym bardziej, gdy nagle mocno przytulił ją do siebie. O mało nie spadła wtedy z parapetu.
‒ Dzięki gwiazdom. Znalazłem cię ‒ wyszeptał. Gdy się odsunął, Delfina mogła lepiej przyjrzeć się jego twarzy.
Na dnie jeziora zatańczyły iskierki. Malwa wolno przesunęła palcami po piasku, patrząc jak promienie światła zalśniły na jej dłoniach.
Tak, jak wtedy łzy Roya. Pamiętała, że odruchowo zaczęła je wycierać, zanim brat pomimo paniki, delikatnie odsunął od siebie jej dłonie.
Te łzy przeraziły ją jeszcze bardziej, niż ton brata.
‒ Roy? Co się dzieje? ‒ zapytała, czując, że sama zaraz się rozpłacze. Chłopiec zamiast odpowiedzieć, zaczął ją uważnie oglądać.
‒ Nic ci nie jest? ‒ zapytał. Jego głos był dziwny. Ulga, ale wymieszana ze strachem. Jakby w głębi duszy miał nadzieję, że coś się jej jednak mogło stać. Gdy Delfina tylko pokręciła głową, zupełnie nic nie rozumiejąc, Roy wziął kilka głębokich wdechów. ‒ Delia. Porwij koszulę. Chociaż trochę, błagam cię.
Chyba tylko panika brata sprawiła, że poszła za jego poleceniem. W innym wypadku kłóciłaby się z nim, że to brak szacunku dla pracy nadwornej krawcowej. Ale…
Dłonie Malwy zacisnęły się na piasku.
Roy wyglądał, jakby był na skraju rozpaczy.
‒ Dobrze… Delia. ‒ Gdy uniosła na niego spojrzenie, jego wyraz twarzy złagodniał, chociaż w oczach wciąż widziała desperację. ‒ Wszyscy cię szukają. Strażnik nie znalazł cię nad ranem w łóżku. Ojciec postawił cały pałac na nogi. ‒ Chwycił ją za ramiona. Był wtedy taki młody. Ile mogli mieć lat? Dziesięć i sześć? Dziewięć i pięć? ‒ Proszę. ‒ Ścisnął ją mocniej. ‒ Proszę, jeśli ojciec zapyta, skłam.
‒ Nie wolno kłamać ‒ powiedziała cicho. Tata będzie wściekły, jeśli się wyda. A gdy tata jest zły… Dlaczego Roy prosił ją o coś takiego?
Jej też zaczęły napływać łzy do oczu, a oddech uwiązł jej w gardle.
Kilka bąbelków uleciało ku powierzchni.
‒ Wiem. Ale proszę, zrób to dla mnie. ‒ Roy nagle odwrócił od niej wzrok. Ciemna grzywka zasłoniła mu oczy, gdy wyszeptał, wyraźnie ściśniętym głosem. ‒ Nie chcę… Aby cię ukarał.
Delfina zmartwiała.
W Malwa wezbrała się wściekłość.
Za coś takiego. Za pomyłkę, która powstała nie z jej winy. Nawet za coś takiego, nie mógłby jej odpuścić.
Pamiętała, że gdy wolno skinęła głową, Roy porwał ją na ręce i zaczął biec przez pałacowe korytarze. Wcisnęła mu twarz w ramię, zamykając oczy. Nie miała pojęcia, kiedy zaczęła płakać.
Włosy na wodzie kołysały się przyjemnie. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdy Roy niezgrabnie przyciskał ją do siebie, niechcący wbijając jej palce w tył głowy. Po drodze gdzieś przystanęli. Utytłali jej twarz i koszulę w ziemi.
‒ Ojcze! Znalazłem ją!
Głos Roya sprawił, że trójka dorosłych natychmiast spojrzała w ich stronę. Kapitan straży wyglądał, jakby odchodził od zmysłów. Jeśli Malwa dobrze pamiętała, wtedy był to jeszcze młody, jak na królewskie standardy, półelf.
Delfina również to wiedziała. I na widok ulgi wymalowanej w jego fioletowych oczach, momentalnie zaczęło ją gryźć sumienie. Jak mogła tak go zmartwić?
Nie miała odwagi spojrzeć na ojca, ale czuła ciężar jego spojrzenia.
Malwa zacisnęła usta. Nawet w takiej sytuacji zachowywał spokój. A przynajmniej, takie sprawiał wrażenie.
‒ Nic mi nie jest ‒ wyszeptała. Tylko tyle wystarczyło, aby jej matka z płaczem porwała ją w swoje objęcia.
Delfina nie wiedziała jak się zachować. Zwyczajnie poddała się frenetycznym pocałunkom matki. Jej łzy moczyły jej włosy, twarz. Nie była tak blisko matki od… Nawet nie wiedziała kiedy. Marzyła, aby mama ją tak mocno przytulała, ale wtedy… Nie mogła odgonić myśli, że dostawała uwagę ze złych powodów.
‒ Delfino. Co się stało?
Głos ojca przebił się przez szlochy matki. Dziewczynka odważyła się unieść na niego spojrzenie.
Jego oczy były tak samo czarne, jak Roya. Jednak, gdy w oczach brata często lśniły ciepłe iskierki, źrenice barona były zimne jak morska toń. I tak samo… Puste.
Oprócz narzuconego, bogato haftowanego szlafroka, nic nie zdradzało, że wyrwano go z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Krótkie, czarne włosy i dokładnie przystrzyżona broda, jeszcze nie poprzetykane pasmami siwizny, były idealnie zaczesane. Być może tylko podkrążone oczy go zdradzały.
‒ J… ja… ‒ zaczęła cichutko.
Malwa zadrżała, czując zimniejszy prąd na swoim ciele. Nieświadomie wypuściła nieco oddechu.
W ramionach matki, trzęsła się jak osika.
‒ Nie wiem… ‒ wymamrotała w końcu. Niemal odskoczyła, gdy ojciec podszedł do niej bliżej. Gdy położył jej ciężką rękę na ramieniu, o mało się nie wzdrygnęła.
‒ Jak to nie wiesz? ‒ zapytał spokojnym tonem. Niebezpiecznie spokojnym.
‒ Bo… Bo ja… ‒ Dlaczego nie mogła powiedzieć prawdy? Dlaczego ojciec miałby się zdenerwować?
Wtedy nie wiedziała. Ale Malwa miała już dość blizn na rękach, by poznać prawdę.
‒ Nie widziałam ich dokładnie ‒ wyszeptała w końcu. Każde słowo ściskało ją za gardło bardziej, niż gdyby traciła powietrze. Napełniało ją obrzydzeniem. Nie powinna kłamać. Jednak Roy twierdził, że jeśli tego nie zrobi, będzie gorzej. ‒ Po prostu… mnie złapali. Nie mogłam… Nie zdążyłam… Krzyknąć.
Skąd w ogóle wzięła taką historię? Czy to z książek, które czytał jej Roy? A może usłyszała, jak jakaś hrabina opowiadała o porwaniu innej osoby?
‒ Złapali mnie i… I…
‒ Jak udało im się ominąć strażników?
Wciąż spokojny ton. A to sprawiało, że drżała jeszcze bardziej.
– Nie wiem. Zasłonili mi oczy i… I zabrali mnie…
– To jak uciekłaś?
Powiedziała pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy.
– Ugryzłam ich.
– Ugryzłaś ich?!
Gdyby nie była tak przerażona, mogłaby się roześmiać na widok brwi ojca, które powędrowały niemal komicznie w górę. Kapitan również miał trudności z opanowaniem się. Poza spojrzeniami rodziców, Roy się wzdrygnął.
Wiedziała, że nawaliła.
Jej oddech zbliżał się do końca.
– Jak, do dziewięciu piekieł…
– Edmund! – Nagle wtrąciła się baronowa. – Uspokój się! Nie widzisz, że jest roztrzęsiona? – Kiedy delikatna dłoń spoczęła na jej policzku, Delfina po prostu nie mogła dłużej się powstrzymywać. Wybuchnęła płaczem. Kłamstwo ją oburzało, ale strach był po prostu nie do zniesienia. Po raz pierwszy od dawna schroniła się w ramionach matki.
Wierząc, że ta ochroni ją przed nim.
I tym razem...
Jej uścisk był tak ciepły jak słońce tańczące na skórze Malwy.
…udało jej się ochronić córkę przed gniewem ojca.
Wypłynęła na powierzchnię, po raz pierwszy od dłuższego czasu biorąc prawdziwy oddech. Wspomnienie, chociaż tak żywe jeszcze kilka sekund temu, rozpłynęło się. Ciężar w jej piersi zniknął, jak krople spadające z jej włosów prosto do jeziora.
– O ja! Ale to było super!
Wciąż nieco skołowana, uśmiechnęła się od siebie, słysząc okrzyk Serune. Gdy uniosła spojrzenie w stronę brzegu, zobaczyła jak dziewczynka wpatruje się w nią z rozdziawionymi ustami. Na twarzy Irriel malował się pełen uznania uśmiech.
Lyriana…
Malwa musiała powstrzymać się od zmarszczenia brwi.
Łowczyni wpatrywała się w nią z dziwnym wyrazem twarzy. Bardka wiedziała, że pewnie teraz bardzo przyciągała wzrok, z mokrymi, długimi włosami przylegającymi jej do ciała. Lecz w spojrzeniu Lyriany nie było ani krzty pożądania. Raczej… Zaskoczenia?
Łowczyni zamrugała szybko i gdyby Malwa tak bardzo jej się nie przypatrywała, nie zauważyłaby jak mina na moment jej zrzedła a ramiona lekko opadły. Przegarnęła włosy, wyciskając z nich trochę wody.
To nie do końca była smutna mina. Bardziej… Melancholijna.
O co mogło chodzić?
Kusiło ją, aby o to zapytać, ale coś już sobie obiecały. Dość trudnych tematów jak na jeden dzień. Jednak, gdy Lyriana skupiła się tylko na leżącym obok niej koszu, Malwę przepełniło współczucie. Chciała, żeby łowczyni przynajmniej na powrót się zrelaksowała. Żeby uśmiech wypłynął na jej usta.
Pstryknęła palcem nad wodą, rozbryzgując ją na wszystkie strony. Chichot Serune rozległ się po jeziorze.
Nagła myśl wpadła jej do głowy.
– Serune! Podejdź do mnie! – Nie musiała długo czekać. Po chwili, dziewczynka stała tuż przed nią. Bardka uklękła i wyszeptała jej do ucha: – Spójrz na Lyrianę. Jak myślisz, jak się teraz czuje? – Elfka odwróciła głowę. Malwa nie mogła powstrzymać współczującego uśmiechu, gdy mina Serune zrzedła.
– Wygląda na smutną.
– To prawda. Chyba wcześniej taka nie była?
– Masz rację! – Wykrzyknęła cicho dziewczynka. Jednak gdy Malwa ją uciszyła, Serune dodała już ciszej: – Jeszcze przed chwilą rozmawiała z mamą.
– Chyba wiem, co się stało. – Malwa mrugnęła. – Sądzę… Że Umberlee ją przeklęła.
Westchnienie Serune było tak uroczo szczere, że bardka aż musiała przygryźć wargę, żeby się nie roześmiać.
– Niemożliwe!
Mogła tylko poważnie skinąć głową.
– Musisz ją uratować! Może… Ochlap ją porządnie wodą? W ten sposób, klątwa zniknie.
Serune zmarszczyła brwi. Teraz Malwa czuła na sobie podejrzliwy wzrok Lyriany, ale nawet nie podniosła głowy. Koniec końców, chciała potem z czystym sumieniem wszystkiemu zaprzeczyć.
– Ale… Co jeśli zacznie mnie gonić?
– Ochlap ją jeszcze bardziej! Ja nie powinnam. Moje serce nie jest dostatecznie czyste, ale twoje owszem. Chyba nie chcesz, aby Lyriana przemieniła się w morską wiedźmę? – Serune pokiwała głową i posłała w stronę łowczyni zdecydowane spojrzenie. Na wszelki wypadek, Malwa już zaczęła się od niej odsuwać. – Idź i ją uratuj!
– Lyriana jest morską wiedźmą! – Serune wrzasnęła i tak mocno uderzyła o taflę wody, że zaskoczony okrzyk Lyriany zupełnie utonął pod siłą fali.
– Serune! – Wykrzyknęła łowczyni. Spojrzała oskarżycielskim wzrokiem na Malwę, ale nawet nie zdążyła otworzyć ust, gdy uderzyła w nią kolejna fala. – Już ja ci pokażę, ty mały meficie! – Krzyknęła, wbiegając do wody
– Lyriana naprawde jest wiedźmą! Księżycowa Panno, ratuj!
– Żadna Księżycowa Panna ci nie pomoże, wiwerno!
Wykorzystując to zamieszanie, Malwa po cichu zajęła miejsce Lyriany, napawając się stworzonym przez siebie chaosem. Elfki zaczęły się gonić, rozbryzgując wodę i ochlapując się nawzajem coraz bardziej. Jednak Malwa dostrzegła, że za każdym okrzykiem, uśmiech łowczyni powoli się poszerzał. Może i nie było to najdelikatniejsze posunięcie z jej strony, ale… Malwa cieszyła się, że udało się odpędzić od niej ponure myśli. W ten czy inny sposób.
Serce zabiło jej szybciej, gdy Serune ochlapała Lyrianę, wyrywając śmiech z jej piersi, tuż po mściwych okrzykach, którym odpowiedział tylko zachwycony chichot. Sama Malwa nie mogła powstrzymać się od uśmiechu.
Śmiech elfek bardzo się od siebie różnił. Ten Serune brzmiał ciepło, bez żadnych ograniczeń. Przypomniał promienie słońca, topiące nawet najtwardsze serca. Tymczasem, śmiech Lyriany brzmiał bardziej jak wietrzne dzwonki. Był to dźwięk wysoki i delikatny. Sprawiał, że ten kto go usłyszał chciał zachować go w sercu jak najdłużej, jako, że… Brzmiał on jak najrzadszy, najbardziej rozkoszny dźwięk na świecie.
Malwa przekrzywiła głowę. Zastanawiała się, jak śmiech Lyriany wyglądałby zapisany w nutach. Była pewna, że utworzyłby przepiękna melodię.
Bezwiednie sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła kawałek pergaminu i pióro. Odruchowo odrysowała pięciolinię, ale ręka zawisła jej już na samym początku. Klucz wiolinowy czy basowy byłby bardziej odpowiedni?
– Nie sądziłam, że jest z ciebie taka psotnica – usłyszała obok luźny ton Irriel. Gdy uniosła wzrok, kobieta wpatrywała się w córkę i przyjaciółkę.
– Serune chyba wpłynęła na mnie bardziej, niż się spodziewałam – wymamrotała, podczas gdy policzki jej zapłonęły. Medyczka odwróciła się w jej stronę.
– Cieszę się – odparła prosto, chociaż Malwa wyczuła ciężar w jej tonie. Odwróciła na moment głowę, wzdychając. Skąd to nagłe, przytłaczające uczucie w jej piersi? Duże. Lecz nie sprawiało jej bólu. – Dość miałyśmy już smutków na dziś, prawda?
Malwa westchnęła.
– Masz rację – odparła cicho.
Teraz, jak się nad tym zastanowiła… Czy to nie po tej sytuacji ojciec podarował jej sztylet? Gdyby go nie znała, mogłaby uwierzyć, że naprawdę się zmartwił, nawet pomimo jej kiepskiego kłamstwa.
Zacisnęła mocniej palce na piórze. Co z tego? Pewnie po prostu nie chciał, aby odebrano mu jego najcenniejszy towar…
Niemal prychnęła, ale pomna obecności Irriel, po prostu głęboko odetchnęła.
– Jeszcze raz, dziękuję ci, skarbie, za poranek – powiedziała nagle medyczka. Malwa natychmiast na nią spojrzała. W brązowych oczach kobiety nie tańczył już smutek, jak poprzednio, a uśmiech nie wydawał się wymuszony. Ku zaskoczeniu bardki, Irriel wyglądała na spokojną.
– Naprawdę nie ma za co – odparła szczerze, pomimo zmieszania. Postukała piórem w pergamin. – Nie chciałam, żeby Serune było smutno. I wiesz… Myślę, że on także by tego nie chciał.
Chichot Serune rozległ się echem po tafli jeziora, wraz z chyba najgłośniejszym pluskiem, jaki do tej pory usłyszały.
– Z pewnością. Faelar uwielbiał ją rozpieszczać… Nawet pomimo moich uwag. Ale… Sama też jestem chyba temu winna.
Malwa nieśmiało przysunęła się do Irriel.
– Jaki on był? Faelar? – Kiedy kobieta milczała, bardka natychmiast spuściła wzrok, bawiąc się piórem. – To znaczy… Przepraszam, może to za ciężki temat na dziś.
– Tylko zbierałam myśli, skarbie – wtrąciła się medyczka. Oparła się wygodniej na ramionach, wystawiając twarz w stronę słońca. Srebrny kosmyk niemal zalśnił. – Kiedyś byłyby to dla mnie bolesne wspomnienia, ale… Teraz już jest lepiej – przyznała. – A jaki był? Cóż… Wytrwały. – Zaśmiała się nagle, kręcąc głową. – Chociaż lepiej byłoby to nazwać oślim uporem. Gdy się poznaliśmy, był na skraju śmierci, a i tak nie mógł przestać ze mną flirtować.
Malwa zmarszczyła brwi.
– Fuj – wyrwało jej się. Irriel zmierzyła ją spojrzeniem, unosząc brew. Bardka odchrząknęła. – To znaczy…
– Wierz mi lub nie, ale było to całkiem czarujące. Chociaż, przyznaję, zgodziłam się na randkę tylko dlatego, że obiecał się zamknąć. – Medyczka pokręciła głową, jakby w niedowierzaniu. – Nie sądziłam, że dwa dni po wyleczeniu stawi się z kwiatami. Tak samo zaskoczył Lyrię. – Obie spojrzały w stronę jeziora. Lyriana właśnie obracała w powietrzu roześmianą Serune. Usta Malwy zadrżały w uśmiechu. Chyba w końcu przestała się obawiać o swoje włosy, sądząc po tym, jak bardzo była teraz mokra.
Skąd ta myśl?
Nie zdążyła się nawet nad tym głębiej zastanowić, ponieważ Irriel ciągnęła dalej: – Nie żartowałam wczoraj, mówiąc, że latami zapraszał ją do nas na herbatę. Myślę, że pękła tylko dlatego, że nie dawał jej z tym spokoju. – Irriel westchnęła. – Acz upór to tylko początek jego zalet.
Ręka Malwy trzymająca pióro drgnęła. Mimowolnie nadstawiła ucha. Uwielbiała słuchać o miłości innych. Z jakiegoś powodu… Przyciągało ją to. Sprawiało, że czuła spokój.
– To znaczy?
– Uporem zaczął, ale… Przekonał mnie do siebie swoją wrażliwością – powiedziała Irriel. Ku zaskoczeniu Malwy, na jej policzki wypłynął rumieniec. Nieśmiała Irriel. To z pewnością było coś nowego.
Czy ona sama widziała kiedyś, aby jakikolwiek dorosły tak się zachowywał, gdy mówił o swojej drugiej połówce? Może babcia… Lub dziadek…
– Był łowcą, tak jak Lyriana, jednak szanował zwierzynę niczym druid. Nie zabijał, jeśli nie musiał. Poza tym… Miał naprawdę niezwykły dar do zjednywania sobie ludzi. Nawet ja nie byłabym w stanie ugryźć się w język tak, jak on to potrafił.
– Brzmi jak… Ktoś niemal idealny – wymamrotała Malwa z powątpiewaniem. – Aż trudno uwierzyć, że ktoś taki mógłby istnieć.
Irriel zaśmiała się, kręcąc głową.
– Gdy kogoś kochasz, to opowiadając o nim, często pomijasz jego wady – odparła. – Ale nie, Fae nie był idealny.
– Skrzywdził cię?
– Gdyby tak było, odszedłby z tego świata wcześniej. – Spojrzenie kobiety spoważniało. – Coś ty taka cięta na mężczyzn jesteś, Malwo?
Bardka natychmiast odwróciła głowę. Lekki wiaterek na jej plecach sprawił, że zadrżała.
Szum fal.
– Nie bądź śmieszna – odburknęła. Gdy usłyszała ciężkie westchnięcie, niemal skuliła się w sobie, chociaż w głosie Irriel nie było ani cienia złości. Jedynie rezygnacja.
– Nie, skarbie. Chociaż zdarzały nam się kłótnie, wiedziałam, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Ale… Często nie uważał na siebie tak, jak powinien. O to najczęściej się spieraliśmy. Oraz moje… Metody lecznicze. W dodatku… Ten jego ośli upór… Nie mówiąc o tym, jak rzadko mówił o tym, co go martwiło, przekonany, że musi sobie z tym poradzić sam.
Malwa zmarszczyła brwi.
– Brzmi okropnie.
Miała przeczucie, że Irriel wpatrywała się w nią znacząco. Postanowiła to zignorować.
– Tak, co nie zmienia faktu, że kocham go ponad życie. Ilmater pozwoli, zobaczymy się w zaświatach – odparła spokojnie medyczka. I może właśnie to sprawiło, że Malwa odwróciła się w jej stronę.
Elfka wpatrywała się w niebo, a na jej ustach malował się rozrzewniony uśmiech. W przeciwieństwie do poranka, teraz… Wyglądała młodziej. Jej twarz, rozświetlona słońcem, promieniała, a na siwe pasmo padał cień, przez co wydawał się tak ciemny, jak reszta jej włosów. Ku zaskoczeniu Malwy, kobieta, chociaż wyraźnie wzruszona, wydawała się być… Zadowolona.
Po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co powiedzieć.
Gdzieś, z tyłu jej umysłu pojawił się smutek. Chciałaby, aby ktoś o niej mówił w taki sposób. Pełen ciepła, rozbawienia i… Miłości. Z pewną dozą melancholii, ale bez smutku, a z nadzieją.
Przełknęła ślinę. Cóż. Jej pozostaje tylko rola świadka takich historii. Przecież może się tym zadowolić.
– Jednak dość o tym. Zaraz zupełnie się rozkleję – Irriel odwróciła się w stronę bardki. – Jak tam przygotowania do koncertu? Już zaczęłaś?
– Skąd o tym wiesz?
– Cała wioska huczy. Poza tym… Ktoś nie może się tego doczekać – Irriel spojrzała znacząco w stronę Lyriany. – Mam wrażenie, że Lyria od dawna czekała, aż ktoś utrze Daelynowi nosa.
Malwa uniosła brwi.
– Jest aż tak…
– Nie. Ale odrobina pokory dobrze mu zrobi – odparła pewnie medyczka. – Nie zrozum mnie źle. To naprawde dobry chłopak, ale... Chyba zapomina, że świat nie kończy się na Ferrengrove. Uwielbia być w centrum uwagi, ale wydaje mi się, że boi się jej utraty, nawet na chwilę. Także… Jeśli tutaj się potknie, być może będzie mu łatwiej w przyszłości.
Malwa przekrzywiła głowę. W jej piersi zapłonęła drżąca nadzieja, ale jej głos pozostał żartobliwy:
– Nie miałam pojęcia, że tak bardzo we mnie wierzysz.
Drżenie przerodziło się w płomień, gdy Irriel nagle potargała jej włosy. Wbrew sobie zachichotała, podobnie jak Serune.
– Jestem pewna, że wieś cię pokocha. Nie pozwól, żeby Naifelria cię przekonała, że wszyscy są tacy, jak ona. – Medyczka westchnęła, zadumana. – Prawdę mówiąc jej też przyda się trochę pokory.
– Świetnie. Bez presji… – próbowała zażartować Malwa. Oczywiście, kłamała, ale zanim stres zdążył nią zawładnąć, Irriel objęła ją ramieniem.
– To twoje przedstawienie, kochanie. Moje nadzieje nie powinny mieć tu żadnego znaczenia. Potraktuj to jako… moje małe niesnaski z radą… Albo chociażby Naifelrią.
Malwa uniosła brwi. Mimo żartobliwego tonu, w głosie Irriel czaiło się coś cięższego, szczególnie przy ostatnich słowach. Czy to, że kobieta ją uczyła… Mogło jej jakoś zaszkodzić?
Nie podobała jej się ta myśl, ale… Nie odpędziła jej. Koniec końców, Irriel ostatnio narzekała na brak pacjentów, szczególnie gdy chodziło o ćwieczenia. Czy… To przez Malwę nikt nie przychodził?
Coś ścisnęło jej się w żołądku. Miała nadzieję, że nie, ale…
Gdy wypowiedziała swoje myśli na głos, Irriel zwyczajnie pokręciła głową.
– Sama zajmę się swoimi problemami. Wątpię, żeby Naifelria była tak małostkowa, a nawet gdyby była, nigdy nie podjęłaby działań, które aktywnie zagrażałyby Ferrengrove. Wierz mi, Malwo. Chciałabym tylko odrobinkę jej… Jak to wy mówcie? Dopiec? – Jej żart uspokoił bardkę. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech a Irriel po prostu się do niej uśmiechnęła. – Poza tym przydałaby nam się zmiana repertuaru.
To sprawiło, że Malwa wybuchnęła śmiechem.
– Obiecuję, że się postaram – Zasalutowała żartobliwie. Pewność w głosie Irriel ją zaskoczyła.
– Wiem, moja droga.
Coś... Bardzo wrażliwego w sercu Malwy poruszyło się. Coś miękkiego, kruchego. Prawie jak szklana statuetka. Sprawiło, że ścisnęło ją w gardle, pomimo ciepła migoczącego w jej piersi. Pomimo bólu uśmiechnęła się nieśmiało do siebie.
Po raz kolejny pomyślała o swojej matce. Zapragnęła nagle usłyszeć jej głos. Może... Może tym razem... Przynajmniej powie jej, że tęskni za nią, lub, że…
Serce ścisnęło jej się boleśnie.
Nie. Niemożliwe.
Ale czy to źle, że miała w sobie nadzieję?
– Irriel? – Kiedy odpowiedziało jej mruknięcie, dodała: – Mogę cię o coś zapytać?
– Oczywiście. – Prawdopodobnie czując, jak Malwa stężała, medyczka przysunęła się bliżej. – O co chodzi?
– Czy… Rozmawiasz ze swoimi rodzicami?
Spodziewała się, że Irriel zapyta, skąd nagle ten temat, więc zdziwiła się, gdy elfka skinęła tylko głową.
– Czasami. Nie dlatego, że jesteśmy skłóceni, oczywiście. Po prostu Mussum jest daleko stąd. Staramy się jednak utrzymywać kontakt i raz na dziesięć lat spotykamy się u rodziny Faelara.
Malwa westchnęła. Niepewność zaczęła ją dręczyć, więc potarła ramiona.
– Czy... tęsknisz za nimi? Albo… Czy oni tęsknią za tobą?
– Oczywiście, że tęsknię. I wiem, że oni też za mną tęsknią. – Dopiero teraz Irriel spojrzała na Malwę. – Dlaczego pytasz?
– Po prostu... zastanawiam się... – Tak łatwo byłoby zrzucić to na karb… Poetyckich rozmyślań. Malwa ścisnęła nadgarstki. Otwórz się… – Czy… Ktoś… Mi bliski za mną tęskni, a jeśli tak… Co by powiedział widząc mnie teraz? – wymamrotała. Chciała powiedzieć coś więcej, ale ryzykowała, że zdradzi zbyt wiele. Ścisnęła nadgarstki. – Nie chcę, żeby… ta osoba płakała. Po prostu... nie wiem.
– Co chcesz od niej usłyszeć?
– Że jest ze mnie dumna? – Jej głos był teraz ledwie słyszalnym szeptem, a ścisk w gardle sprawiał, że prawie nie mogła mówić. – Albo przynajmniej, że nie ma do mnie żalu...
Irriel przez chwilę milczała. Jej palce pocieszająco pogłaskały ramię Malwy. Bardka nie potrafiła nazwać uczuć, które pojawiły się na jej twarzy. Wyglądała na głęboko zamyśloną, ale... W jej spojrzeniu było coś ostrego. Mimo to, kiedy otworzyła usta, jej głos był łagodny:
– Cóż, nie mogę się wypowiedzieć za tę osobę. Poza tym… Mam wrażenie, że czegokolwiek nie powiem, trudno ci będzie to usłyszeć. – Malwa mogła tylko uśmiechnąć się ze wstydem. – Ale… Skarbie, mam nadzieję, że wiesz, że za każdą osobę, o której marzysz by za tobą tęskniła… Gdzieś indziej ktoś naprawdę za tobą tęskni. I dobrze cię wspomina.
Malwa spuściła wzrok.
– Ja po prostu chcę, żeby mnie… – Kochała, pomyślała. Jednak nie mogła wydusić tych słów z siebie. – Zobaczyła.
– W takim razie, powiedz jej to. Lecz… – Irriel ścisnęła ją za ramię. – Pamiętaj, że istnieje szansa, że cię nie dostrzeże. I nie będzie to twoją winą, kochanie. Po prostu… Musimy zaakceptować, że nie każdy będzie nas kochał takim, jakimi jesteśmy. Nawet bliskie osoby. I chociaż to będzie trudne… Musimy się z tym pogodzić i ruszyć dalej, być może już bez tych osób w naszym życiu. Inaczej zatrują nas kompletnie. Nieważne, co, najważniejsze, to czuć się dobrze ze sobą. To twoje ciało, twoja dusza. Ty w niej mieszkasz i to ty powinnaś się czuć w niej dobrze. Nie inni. A jeśli ktoś ma z tym problem… Nawet najbliższa osoba… Cóż. Trzeba się zastanowić, czy warto jest ich mieć przy sobie.
Malwa miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze. A bardzo nie chciała, żeby tak się stało.
Słowa Irriel miały sens. Ale…
Tak bardzo pragnęła aby ją zrozumiała. Tak boleśnie mocno, że nie potrafiła wypuścić tego życzenia. Jeszcze nie.
Gdy Roy zapyta… Chyba się zgodzi.
– Pomyślę o tym – szepnęła z ciężkim sercem.
– Mam nadzieję. Odezwij się, jeśli chcesz, ale… Niczego nie oczekuj. Powiedz, co ci leży na sercu i tyle.
To... Powinna być w stanie zrobić.
Gdy później leżała pod Drzewem Spokoju, ta myśl była o wiele prostsza do przyswojenia. Szczególnie, gdy niespodziewanie, Lyriana położyła się na jej kolanach, moszcząc się wygodnie. Na uniesione brwi Malwy, jedynie wzruszyła ramionami, choć bardka dostrzegła róż na końcach jej uszu. Z jakiegoś powodu, odwrotnie niż rano, łatwiej było jej zaakceptować tę niespodziewaną bliskość. Stężała tylko na krótką chwilę, a gdy oparła głowę o Drzewo, uczucie to uleciało, rozpuszczając się pod wpływem powoli znajomego już ciepła.
Serune spała obok nich, wtulona w ramiona Irriel. Wcześniej rozmawiały o wszystkim i niczym. I… Było to naprawdę niespodziewanie miłe. Malwa nawet nie czuła zbytniego zażenowania, gdy na westchnienie Lyriany, że nie będzie chyba mogła już parzyć herbaty rzuciła, że przecież ona ją wypije. Śmiech i rozczulone spojrzenie elfki były warte rumieńca.
Oparła się o pień, przymykając na chwilę oczy. Słońce zachodziło, a przez błękitne liście drzewa przeświecały złote promienie. Usta jej zadrżały, słysząc znajomą melodię kołysanki.
Było jej tak… lekko.
Kiedy ostatnio miała okazję po prostu z kimś pogawędzić? Wcześniej, chyba tylko z Royem. Tylko on sprawiał, że nie czuła się głupio, nawet gdy nie wszystkie zdania wychodzące z jej ust kryły za sobą mądrość. Po prostu… Nie musiała się przy nim pilnować.
Malwa nachyliła się nad Lyrianą, niepewnie wkładając ręce w jej włosy. Koniec końców, musiała je w końcu rozpuścić, aby porządnie wyschły.
Kiedy poczuła znajomą już miękkość odetchnęła. Czuła, jak Lyriana się uśmiecha delikatnie. Zadowolenie powolutku rozprzestrzeniało się po jej ciele.
A teraz… Czyżby znalazła kogoś, przy kim również nie musiała uważać na słowa… Aż tak bardzo?
– Odpoczęłaś dzisiaj? – zapytała. Nie musiała szeptać. Serune nie obudziłaby nawet armata, ale nie chciała niszczyć spokojnej atmosfery wokół nich. Lyriana spojrzała na nią. W jej brązowych oczach kryła się… Czułość?
Serce Malwy zadrżało.
Zbyt blisko. Ale…
– Tak. A ty? Poświętowałaś?
Uniosła kąciki ust.
– O dziwo, tak.
– Co pisałaś na pergaminie?
Bardka mimowolnie zerknęła w stronę swojej torby. Chytry uśmieszek przemknął jej przez usta.
– Tajemnica. – Zapisała jednak nuty jakie słyszała w śmiechu Lyriany. Powoli kształtowała się wokół nich melodia, podobna do tej, o której myślała już wcześniej tego dnia, ale… Nie była jeszcze gotowa. Wyciągnęła dłoń przed twarz łowczyni. – Ach, i spójrz. Nic mi nie jest.
Powinna była się wzdrygnąć pod uważnym spojrzeniem Lyriany, ale wzrok łowczyni ani razu nie spoczął na jej nadgarstkach. Brew Malwy drgnęła, gdy elfka odetchnęła ciężko, jakby z jej ramion spadł jakiś ciężar.
– Cie… Ała! – Podskoczyła nagle. Malwa od razu złapała ją za rękę i zmarszczyła brwi. Z palca Lyriany ciekła krew. – Głupia gałązka.
– Głupia czy nie, trzeba to opatrzyć – wtrąciła się Irriel. Spojrzała znacząco na Malwę, która zamrugała. Chyba tylko dzięki mocy Drzewa nie zaczęła panikować.
– Nie powinnam…
– Lepiej, żeby nie traciła sił…
– Przecież nie urwiesz jej ręki. Poza tym… Lyria, wiesz, że Malwa powinna ćwiczyć – Irriel skarciła je obie. Lyriana i Malwa wymieniły się spojrzeniami. Bardka zmarszczyła brwi, podczas gdy elfka wzruszyła ramionami.
– Irriel ma rację – wymamrotała. Malwa przełknęła uwagę, że nie jest tego taka pewna i tylko westchnęła zamykając oczy. Powinna się skupić.
Zacisnęła dłonie wokół palca elfki i wymamrotała inkantację. Momentalnie poczuła dym wypływający spod jej rąk. Pomyślała o sali balowej. Śmiechu. Pstryknięciu w czoło.
Poczuciu bezpieczeństwa.
– Gotowe – usłyszała głos Lyriany. Zamrugała, kompletnie zaskoczona. Tak szybko? Nawet nie poczuła tej… Drugiej magii!
– To było… Niespodziewanie szybkie – wydusiła. Śmiech Irriel rozbrzmiał po polanie.
– Mówiłam ci, że tak będzie. Podstawy są proste, a potem robi się już tylko lepiej. Jestem z ciebie dumna, skarbie. – Malwa nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który wypłynął na jej usta. Dumna? Zacisnęła palce na ziemi, próbując zachować w sobie to uczucie w pamięci, zaskoczona, że mimo wszystko nie pojawiła się w niej ani odrobina wstydu. Czy matka też jej to powie? – Tylko uważajcie mi na te gałęzie.
– Niczego nie obiecuję – wymamrotała Lyriana, wtulając się ponownie w kolana Malwy. Serce bardki zatrzepotało, zwłaszcza gdy elfka ponownie spojrzała na nią, mrużąc oczy. Zauważyła, że jej wzrok błądził po jej twarzy, tak, jakby... liczyła jej piegi?
– O co chodzi? – Gdy łowczyni nie odpowiedziała, Malwa delikatnie ją szturchnęła. Tak, jakby to zrobiła z Royem. – Jeszcze jedno takie spojrzenie, a zacznę wierzyć, że próbujesz sporządzić mój portret pamięciowy.
– Przypominasz mi kogoś – szepnęła Lyriana. Jej głos był… Dziwnie zamyślony. Malwa uniosła brwi. To wzbudziło jej ciekawość. Ale... Kiedy Lyriana nagle odwróciła wzrok, jakby zawstydzona, Malwa szybko zdusiła w sobie to uczucie. Obietnica. Złożyły obietnicę. – Zaśpiewasz coś? Tak na zakończenie dnia.
Usta zadrżały jej w uśmiechu.
– Niech będzie… Chociaż to zazwyczaj oznaczałoby dodatkowe opłaty.
Lyriana tylko zrobiła do niej minę.
Uroczo, pomyślała. Serce zadrżało jej jeszcze bardziej, gdy elfka skrzywiła się, gdy promienie słońca padły na jej powieki i ku rozżaleniu Malwy zacisnęła je, chowając przy tym złote plamki w swoich źrenicach.
Przerzuciła włosy przez ramię, zasłaniając przy tym słońce. Teraz w jego blasku lśniły tylko jej rude loki, ale… Brąz również błyszczał.
Czy była tego warta?
Otwórz się, poprosił ją Roy. To jemu ufała bardziej w takich sytuacjach niż sobie, bo… Koniec końców, zazwyczaj miał rację.
I teraz, patrząc w ciepłe oczy Lyriany, zastanawiając się nad piosenką, mając obok siebie śpiącą Serune i zrelaksowaną Irriel, Malwie przemknęła przez głowę jedna myśl.
Chyba… Mogę spróbować?
W opowieści, dzięki odwadze Cedrica uratowała się cała załoga, pomimo jego błędu. Czy podobny los czekałby ją, jeśli by tylko się odważyła i… Wyciągnęła dłoń? Ufając, że jeśli… Wszystkim będzie im na sobie zależeć, znajdą rozwiązanie?
Lyriana tyle przeszła. Czy Malwa miała prawo jeszcze jej dokładać?
Zamiast paniki, w jej głowie pojawiło się coś innego. Jakby jakaś niewidzialna siła podsuwała jej obrazy. Pomyślała o rozmowie przy czesaniu. Pod drzewem. Nad jeziorem. Wyglądało na to, że nie tylko ona chciała się otworzyć i zaryzykować.
Być może to przez magię Drzewa. To jak otuliło ją kojącym szelestem liści, ale…
Pozwoliła sobie na nadzieję.
Przyłożyła czoło do czoła Lyriany i wyszeptała cichą modlitwę. Tym razem jednak, wybrała język leśny.
Gwiazdy biorę na świadków
Niech rozniecą we mnie ogień,
Ugaście ból, żebyśmy mogły doznać radości
Miała wrażenie, jakby liście wokół niej zaszumiały głośniej. Nikt nie zauważył nikłego blasku tuż przy korzeniach.


Komentarze
Prześlij komentarz