1.4
Sceny +18!
Napięcie towarzyszyło Malwie od chwili, w której wyszła z Lyrianą z karczmy. Elfka wciąż trzymała ją za dłoń, prowadząc między budynkami. Raz po raz Malwa czuła, jak przesuwa kciukiem po skórze, rzucając przy tym spojrzenia, które sprawiały, że robiło jej się ciepło. Nawet chłód późnowiosennej nocy nie mógł tego zniwelować.
Sama zaś zerkała na nią, kilka razy nieświadomie przygryzając wargę. Wciąż czuła na nich słodycz ust Lyriany. Malwa wręcz drżała, nie mogąc doczekać się, by smakować ich dłużej.
Nie była w stanie tego wyjaśnić, ale... Lyriana sprawiała, że czuła się przy niej dobrze. Bezpiecznie. I właśnie dlatego ufnie dała się zaprowadzić do jej domu.
Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Malwa natychmiast do niej przylgnęła. Momentalnie wyciągnęła dłoń, by ochronić tył głowy Lyriany przed uderzeniem o drewno. Stanęła na palcach i wpiła się w jej usta, nie zważając na lekki okrzyk zaskoczenia. Poza tym, nie wyglądało na to, że jej entuzjazm przeszkadzał Lyrianie. Poczuła jak łowczyni ujmuje jej twarz, błądząc po niej palcami, pozwalając na przyparcie do drzwi. Malwa zamknęła oczy.
Tak łatwo było jej się zatracić w urywanych oddechach, cichych dźwiękach i, na razie wciąż delikatnych, badawczych dotykach. Lyriana była ostrożna. Jej dłonie trzymały się tylko twarzy i włosów. I chociaż to Malwa zainicjowała pocałunek, powoli poddawała się pod naciskiem łowczyni.
Jej dłoń powędrowała w dół, chwytając elfkę pod kolano i przyciągając ją bliżej. Obie jęknęły, odrywając się na chwilę od siebie. Na widok kokieteryjnego uśmieszku Lyriany, Malwa mogła odpowiedzieć tylko uniesieniem brwi.
‒ Myślałam, że tylko do amfisben jesteś taka śmiała, skarbie ‒ Łowczyni przejechała palcem po jej ustach. Malwa niemal jęknęła, słysząc jej pełen zmysłowości głos.
‒ Jakoś nie narzekasz ‒ odparła równie cicho, całując ją w kącik ust. Powoli zaczęła schodzić niżej, obsypując pocałunkami jej szyję. Uśmiechnęła się, słysząc jęk Lyriany i czując jak przekręca głowę w bok. Palce wplecione w jej włosy zacisnęły się mocniej, wyraźnie nad czymś pracując i po chwili Malwa poczuła, jak pasemka wyślizgują się z koka i opadają na twarz.
Ręce zaczęły błądzić po ciele kobiety, badając. To było takie… Proste. Zatracić się w czyjejś rozkoszy. Wsłuchać się w pragnienia i zwyczajnie na nie odpowiedzieć. Dla Malwy było to tak cudowne uczucie, że niemal zakręciło jej się w głowie.
Pozwoliła, by Lyriana zaczęła nią kierować, przytrzymując jej głowę w konkretnych miejscach: przy ramionach, linii obojczyka…
Poczuła dotyk na swoich plecach.
Zareagowała natychmiast.
Złapała elfkę w talii i gwałtownie odwróciła ich pozycje, uderzając boleśnie o framugę. Nawet nie zmarszczyła brwi. Spróbowała znów wrócić do szyi Lyriany, ale elfka delikatnie się odsunęła. Zamiast tego, Malwa poczuła jak dwa palce unoszą jej podbródek, a oczy napotykają spojrzenie kobiety.
‒ Wszystko dobrze?
Na jej twarzy błąkał się pobłażliwy uśmiech, ale Malwa czuła ciężar pytania. Ramiona jej się spięły. Coś zimnego ścisnęło się w żołądku. Chciała odwrócić wzrok, ale nie była w stanie tego zrobić.
‒ Tak.
Lyriana zmarszczyła brwi. Gdy czule pogładziła wierzchem dłoni jej twarz, Malwa przylgnęła do niej, rozkoszując się tym uczuciem. Oddech jej zadrżał, gdy kobieta przejechała palcem tuż pod jej okiem. I mimo, że Malwa wciąż chciała uciec od tego spojrzenia, skłamałaby mówiąc, że ta… troska… ją odrzucała.
‒ Wiesz, że nie musimy nic robić, jeśli nie chcesz, prawda?
Bogowie. Dlaczego jej ton był tak czuły? Dlaczego nieznajoma kobieta tak dbała o to, czy wszystko było dobrze? To zwykle była rola Malwy, by mówić takie rzeczy. Fakt, że ktoś inny teraz próbował się o nią zatroszczyć…
‒ Wiem ‒ wymamrotała, łapiąc delikatnie dłoń łowczyni i całując ją po wewnętrznej części nadgarstka. Słysząc, jak Lyrianie zadrżał oddech, tylko uśmiechnęła się zalotnie. ‒ Ale chcę. Mam nadzieję, że ty również?
Zmarszczki wygładziły się. Gdy Malwa poczuła na swoich ustach usta Lyriany, przylgnęła do niej całym ciałem. Próbowała ponownie rozbudzić w nich tę samą pasję co przed chwilą, ale kobieta na to nie pozwalała. Za każdym razem gdy bardka chciała pogłębić pocałunki, łowczyni odsuwała się, łagodząc je. Kiedy Malwa w końcu fuknęła we frustracji, zaśmiała się lekko.
‒ Chcę ‒ wyszeptała. Gdy bardka nachyliła się, by pocałować ją ponownie, powstrzymał ją palec na ustach. Zmarszczyła brwi, nadąsana. Zastanawiała się, czy z czystej przekory jej nie ugryźć, ale następne słowa Lyriany sprawiły, że zupełnie zapomniała o swojej irytacji: ‒ Tylko może najpierw powiedz, czego mi nie wolno.
Malwa mimowolnie otworzyła szerzej oczy. Niemal zakręciło jej się w głowie, ale natychmiast przywołała się do porządku. Bogowie. Co z tą kobietą było nie tak? Dlaczego chciała o nią zadbać? To ona zawsze pytała o takie sprawy, a gdy chodziło o nią samą… To było nieważne.
Zaśmiała się nerwowo. Wtuliła się w dłoń Lyriany, która wciąż pozostawała na jej policzku, gorączkowo myśląc.
Takie proste pytanie nie powinno wywoływać w niej tylu emocji naraz. Strachu. Dezorientacji. Poczucia… ufności. Niemalże… radości? Jednak tak niepewnej, że dziewczyna nawet nie wiedziała, czy to było do końca to.
Nie znaczyło to jednak, że Malwa nie znała swoich granic.
Nie zachodź mnie od tyłu.
Nie przytrzymuj mi rąk.
Nie dotykaj pleców, gdy nie mam oparcia.
Finalnie jednak powiedziała tylko:
‒ Nie zdejmuj mi rękawiczek ‒ i by w końcu uwolnić się od spojrzenia Lyriany, przymknęła oczy, ponownie całując jej dłoń. ‒ Proszę.
‒ A plecy?
Czemu zgodziła się na seks z kimś aż tak spostrzegawczym? Zdezorientowanie niemal ustąpiło frustracji, ale Malwa wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Zamiast tego uniosła wzrok i uśmiechnęła się do kobiety. Zignorowała uścisk w żołądku, dostrzegając jej zatroskane spojrzenie. Na gwiazdy. Jeśli tak dalej pójdzie, rozpłacze się i nawet nie będzie wiedziała dlaczego.
‒ Jeśli… Będę o coś oparta… To w porządku ‒ wykrztusiła w końcu. Nie podobało jej się, że Lyriana jeszcze przez dłuższą chwilę przyglądała jej się uważnie. Musiała jakoś zbić ją z tropu, rozproszyć jej uwagę, zanim otworzy się przed nią całkowcie. Więc zrobiła to, co było dla niej znajome.
Ostrożnie nachyliła się, by znów ją pocałować i niemal odetchnęła z ulgą czując, że elfka pozwoliła jej na namiętność. Nie obchodziło jej, że mogło to wyglądać desperacko. Zwyczajnie bardzo chciała, by temat zszedł już z niej.
Jednak sama również miała pytania. Gdy znów wróciła do szyi, oparła się nagle o ramię Lyriany i spojrzała w górę.
‒ A ty? ‒ odruchowo pocałowała skórę tuż pod swoimi ustami, rozpoznając już miejsce, które sprawiało, że Lyriana przyciągała ją do siebie bliżej. ‒ Co powinnam wiedzieć?
Widziała jak elfka kręci głową, jakby rozbawiona. Serce Malwy zatrzepotało, gdy odgarnęła jej włosy z czoła i wymamrotała:
‒ Nie ciągnij mnie za włosy. To wszystko.
Nagle Malwa poczuła jak dwie silne ręce unoszą ją w górę. Krzyknęła cicho, zaskoczona. Odruchowo oplotła nogi wokół talii Lyriany, obejmując ją szybko za szyję. Poczuła jak robi jej się gorąco, a uczucie to tylko przybrało na sile, gdy dostrzegła pewny siebie uśmieszek łowczyni. Natychmiast nachyliła się, by go zetrzeć.
Teraz Malwa mogła przynajmniej zająć się tym, na czym znała się najlepiej. Jej dłonie zaczęły błądzić wszędzie, gdzie tylko mogła dosięgnąć, a gdy Lyriana delikatnie położyła ją na łóżku, kontynuowała tę drogę, odsłaniając po trochu każdy kawałek jej ciała. Elfka nie pozostawała jej dłużna. Zręczne palce natychmiast odnalazły odpowiednie sprzączki i wiązania, a po dłuższej chwili obie kobiety siedziały przed sobą, podziwiając siebie nawzajem.
‒ Bogowie ‒ wyszeptała Malwa. Nie miała pojęcia, na czym skupić wzrok. Na twarzy Lyriany, na jej smukłej szyi, czy na delikatnie zarysowanych mięśniach, powstałych zapewne od napinania cięciwy łuku, a może na linii piersi albo wyraźnie silnych udach… ‒ Jesteś taka… Piękna. Aż brak mi słów. ‒ dodała zapartym tchem. Lyriana zaśmiała się cicho. Malwa czuła jej spojrzenie na sobie, jak przyglądała się i niemal zadrżała z pożądania. Kobieta wpatrywała się w nią z takim uwielbieniem…
‒ Myślałam, że bardom zwykle nie brakuje słów? ‒ wymamrotała w końcu Lyriana, unosząc brwi. Na usta Malwy wypłynął szelmowski uśmieszek. Nachyliła się, zmuszając kobietę by położyła się na poduszkach. Trąciła nosem jej policzek i wyszeptała w skórę:
‒ Czasami słowa zastępujemy czynami.
I pozwoliła sobie zupełnie zatopić się w Lyrianie. Podobnie jak w karczmie, przy każdym pocałunku nasłuchiwała jej oddechu, orientując się, kiedy daje jej najwięcej rozkoszy. Błądziła już po całym ciele. Najpierw dłońmi a później podążała za nimi ustami, powoli zatracając się w cichych westchnieniach i okrzykach kochanki. To było takie proste. Takie uwalniające, mieć tylko jedno zadanie: dać komuś przyjemność. A Malwa planowała wywiązać się z tego jak najlepiej.
Nie umykało jej nic. Żadne spięcie, żaden przyspieszony oddech czy westchnienie. Gdy tylko Lyriana zdawała się reagować na któreś miejsce żywiej, mocniej zaciskała palce na włosach bardki. Wtedy Malwa natychmiast wracała do tego miejsca z większą uwagą i intensywnością, by zaraz opuścić je i drocząc się przejść w mniej wrażliwe rejony. Podobało jej się to, szczególnie gdy po pewnym czasie takich zabaw Lyriana mocniej i bardziej stanowczo zaczęła nią kierować.
Czas przestał dla niej istnieć. W tym momencie najważniejsza była dla niej tylko elfka. Jej rozkosz. Malwa była otoczona jej zapachem, odurzona nim do reszty. Niemal miała ochotę go z niej zlizać.
A gdy Lyriana w końcu poprowadziła ją w miejsce, w którym pragnęła jej najmocniej, nie zawiodła jej. Wsłuchiwała się tylko w jej okrzyki, niemal nie odrywając się z miejsca. Kiedy jej imię padało z ust kochanki, czuła jak przebiega ją przyjemny dreszcz. Gdy Lyriana w ekstazie przyciągała ją bliżej, szarpiąc za włosy, Malwa tylko czuła jak jeszcze bardziej odrywa się od rzeczywistości. Dawać innym rozkosz. Tylko tyle. Słuchać ich śpiewów. Czuć dotyk innej osoby. Bogowie. Jakie to było przyjemne, proste, jak bardzo ją cieszyło…
Jej własne ciało zupełnie jej nie obchodziło. Gdzieś, w oddali, czuła że i na nią ma to wszystko wpływ. Chwilami nawet chciała ulżyć naciskowi między swoimi nogami, ale kompletnie się tym nie przejmowała. Najważniejsza była Lyriana.
Więc gdy kobieta szarpnęła się i z głośnym okrzykiem osiągnęła spełnienie, Malwie nawet nie przyszło na myśl by ruszyć się z miejsca. Jak zamroczona, wycałowała wszystko co mogła, a potem tylko przesunęła się w stronę wewnętrznej części uda, korzystając z tego, że Lyriana poluźniła swój uchwyt na jej włosach, pozwalając jej złapać oddech.
Gdy po dłuższej chwili poczuła dłoń na swoim policzku, zdezorientowana pozwoliła na uniesienie głowy. Lyriana uśmiechała się do niej leniwie, patrząc na nią spod półprzymkniętych powiek. Był to zdecydowanie najczulszy uśmiech, jaki Malwa u niej widziała. Coś w niej zapłonęło, widząc tę minę.
Natomiast Lyriana przejechała palcami po jej policzku, by później delikatnie otrzeć jej usta. Malwa zamrugała, zagubiona, gdy ta chwyciła ją nagle, acz łagodnie, za tył głowy.
‒ Chodź tutaj ‒ wyszeptała.
Jak mogła jej odmówić?
Pocałunek również był powolny, jakby Lyriana chciała posmakować siebie na ustach Malwy. Jednak gdy się odsunęły a Malwa już nachylała się, by pocałować ją w pierś, elfka przytrzymała jej twarz i wyszeptała:
‒ Chyba nie myślisz, że zostawię cię bez opieki, co?
Zamrugała. Co? Co miała na…
Jeden ruch bioder i Malwa natychmiast uderzyła plecami o materac. Lyriana leżała teraz nad nią, uśmiechając się szelmowsko. Bardka czuła dotyk jej ud na swoich. Spojrzała na nią, zupełnie skołowana.
W odpowiedzi Lyriana pocałowała ją w czoło.
‒ Byłaś dla mnie taka dobra ‒ wyszeptała, a po chwili Malwa poczuła jej usta na swoich. Nie zdążyła jednak oddać pocałunku. Lyriana przeniosła się na szyję, lekko całując ją jeszcze kilka razy. ‒ Nie sądzisz, że zasłużyłaś na nagrodę?
Nieświadomie poruszyła nogami, będąc teraz dwa razy bardziej świadoma swoich potrzeb. Ale… Przecież…
‒ J… Ja… ‒ wyjąkała, ale nie była w stanie się skupić, gdy Lyriana ugryzła ją delikatnie w szyję. Krzyknęła cicho, odrzucając głowę w tył, jednocześnie wyginając plecy w łuk, by poczuć ją bliżej siebie. Cichy śmiech łowczyni nagle zabrzmiał przy jej uchu.
‒ Grzeczna dziewczyna.
Nawet samą Malwę zdziwił głośny jęk, który wydobył się z jej ust. Poczuła, jak policzki natychmiast pokrywają jej się rumieńcem, ale Lyriany to nie zraziło. Pogładziła ją czule po twarzy, zmuszając by napotkała jej spojrzenie. Malwie zatrzepotało serce, widząc delikatny uśmiech i ciepłe spojrzenie, rozświetlające twarz kobiety. Ciemne włosy opadały jej przez ramię, łaskocząc bardkę w pierś. Zadrżała.
‒ Zajmę się tobą. Ty tylko… Zrelaksuj się, skarbie.
Bardka nawet nie miała chwili by zastanowić się, jak powinna zareagować. Po tych słowach, Lyriana zwyczajnie przeniosła całą uwagę na ciało Malwy. Miała wrażenie, że czuła jej dotyk wszędzie. Na piersiach, talii, brzuchu… Każdy pocałunek, każdy delikatny i każdy mocniejszy chwyt sprawiały, że pragnęła więcej. Oddech jej przyspieszył, a gdy Lyriana raz po raz szeptała w jej skórę słowa zachęty, nie mogła się powstrzymać przed małymi okrzykami i coraz głośniejszymi jęknięciami.
Czuła się tak… dziwnie. To nie tak, że jej poprzedni partnerzy zostawiali ją zawsze samą sobie, ale… Nie była do tego przyzwyczajona. To zwykle ona miała dawać. Zająć się ich rozkoszą, być przydatną… A teraz?
Miała wrażenie, że umarłaby, gdyby tylko Lyriana przestała ją pieścić. Łaknęła jej dotyku, przywierając do niego, pragnąc by trwał jak najdłużej, nieważne czy silny czy delikatny. Nie potrafiła się już na niczym skupić. Nawet nie była świadoma własnych błagań i próśb. Ledwo słyszała słowa pochwały Lyriany, a każde z nich tylko rozpalało ją bardziej.
W jej głowie jeszcze na początku krążyło mnóstwo emocji. Zdezorientowanie. Szczęście. Zawstydzenie. Ale pod wpływem czynów łowczyni, to wszystko ustąpiło jednej emocji: pożądaniu.
Czuła się tak dobrze, że już nic jej nie obchodziło. A gdy Lyriana nareszcie dotknęła jej tam, gdzie pragnęła najmocniej, z jej ust wydobył się tak głośny jęk, że gdyby była świadoma swoich czynów, zapewne spaliłaby się ze wstydu. A tak, po prostu poddała się kobiecie, pozwalając jej tłumić kolejne dźwięki pocałunkami, które raz po raz stawały się coraz bardziej niedbałe. Przylgnęła do niej, chowając wreszcie twarz w jej szyi i zupełnie zatracając się w zapachu lawendy i cynamonu.
Jej własny orgazm wziął ją z zaskoczenia. Ledwo udało jej się powstrzymać krzyk, zatapiając zęby w szyi Lyriany. Świat na chwilę zupełnie zniknął. Istniała tylko wszechogarniająca rozkosz, spokój. Nie wiedziała jak długo błogość była jedyną rzeczą, którą czuła. Wiedziała tylko, że gdy rozwarła powieki, Lyriana leżała tuż obok, przypatrując się jej uważnie. Gdy Malwa uniosła dłoń, by założyć jej włosy za ucho, nie mogła powstrzymać się od uśmiechu.
‒ Dziękuję ‒ wyrwało jej się. Oblała się rumieńcem słysząc szczerość wymieszaną z niedowierzaniem, ale Lyriana jedynie ucałowała jej policzek.
‒ Ależ nie ma za co. O tak piękne bardki trzeba dbać.
Zachichotała.
‒ O piękne łowczynie również.
Lyriana przewróciła oczami. Płynnym ruchem podniosła się i przeciągnęła. Pogładziła jeszcze Malwę po policzku i… odwróciła się w stronę krańca łóżka.
Błogość została zastąpiona paraliżującym strachem. Malwa poczuła jak mięśnie spinają się jej boleśnie, gdy elfka powoli wstała, masując sobie szyję. Nie. Nie zostawiaj mnie, proszę…
Natychmiast sama się podniosła, przykuwając tym samym uwagę Lyriany. Co zrobić? Jak ją przekonać? Nie może okazać swojego strachu, nie… Nie powinna…
Zmysłowym ruchem uniosła się, pozwalając by włosy opadły jej na piersi i część twarzy. Przeniosła ciężar ciała na jedną rękę, przechylając głowę, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy z Lyrianą. Uśmiechnęła się kusząco.
‒ Już chcesz mnie opuszczać? ‒ wymamrotała najbardziej zmysłowym głosem na jaki było ją stać. Próbowała ukryć drżenie mięśni. Tak bardzo się starała!
Zrobiło jej się zimno, gdy Lyriana pokręciła głową, a gdy nachyliła się, by ją pocałować, Malwa zamrugała, zdezorientowana, gdy skończyło się tylko na muśnięciu ust.
‒ Muszę się chociaż obmyć ‒ wymamrotała. ‒ Ty leż spokojnie, odpocznij. Zaraz do ciebie wrócę.
‒ Obiecujesz? ‒ Nie miała pojęcia czy udało jej się ukryć desperację pod cienką warstwą przekory. Szczególnie gdy Lyriana spojrzała na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
‒ Obiecuję.
I wyszła. Malwa za to opadła z powrotem na łóżko, wpatrując się w wejście. Co… Co tu się wydarzyło?
Od dawna nie czuła takiego spełnienia. A już w ogóle była zupełnie odzwyczajona od poczucia takiej… wzajemności podczas seksu. Zazwyczaj gdy ktoś już się jej odwdzięczał, Malwa miała wrażenie, że chciał coś sobie udowodnić, nie do końca skupiając się na jej przyjemności. Nie przeszkadzało jej to. Tak długo, jak czuła się dobrze i się na to zgadzała, mogła zupełnie to zignorować.
Ale tu? Bogowie…
Będzie za tym tęsknić.
Ta myśl przeszyła ją na wskroś, niemalże sprawiając ból. Przecież… To była tylko przygoda na jedną noc. Nieoczekiwanie przyjemna, ale to tyle. Jutro wyjedzie. Lyriana wróci do swoich obowiązków. Być może czasem o sobie pomyślą gdy poczują się samotnie. Nie było potrzeby robić z tego czegoś więcej, niż to, czym ta noc była w rzeczywistości.
Poza tym… Tak było łatwiej.
Przejechała sobie ręką po włosach, śmiejąc się z siebie cicho. Na gwiazdy. Kto by pomyślał, że w takiej cichej wiosce spotka tak ciekawą osobę?
Po dłuższej chwili wróciła Lyriana. Malwa zmarszczyła brwi, widząc, że niesie ze sobą balię z wodą i czystą ścierkę.
‒ Chodź tu. Ciebie też trzeba obmyć ‒ powiedziała elfka w odpowiedzi na jej zdziwione spojrzenie. Serce Malwy ścisnęło się, ale nakazała sobie spokój. To był tylko miły gest.
Pozwoliła łowczyni obmyć sobie ciało oraz wytrzeć. Wciąż lgnęła do jej dotyku, ale już nie tak zachłannie jak wcześniej. Poza tym, pocieszało ją to, że Lyrianie widocznie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Kilka razy przyłapała ją na delikatnym uśmiechu, który chyba nie był przeznaczony dla jej oczu.
Podczas tych czynności, jedna rzecz kołatała się Malwie w głowie.
‒ W zasadzie… jakich ty używasz perfum? ‒ zapytała, zakładając ręce na piersiach. Nawet po seksie i kąpieli, wyraźnie czuła lawendę i cynamon.
Lyriana zaśmiała się pod nosem, zerkając na Malwę z ukosa.
‒ To tajemnica ‒ odparła, mrugając. Malwa fuknęła, nadąsana, ale nie drążyła tematu. Skoro Lyriana szanowała jej sekrety, ona powinna zrobić to samo. Poza tym, pocałunek w policzek nieco ją udobruchał.
Gdy balia z wodą trafiła w drugi kąt pokoju, Lyriana przysiadła na skraju łóżka. Wpatrywała się przez dłuższy czas w Malwę. Na jej twarzy wciąż malował się spokój, ale po wydętych lekko ustach, bardka rozpoznała, że łowczyni nad czymś się zastanawia.
Wyciągnęła więc dłoń i delikatnie złapała ją za palce.
‒ O co chodzi?
Kącik ust uniósł się.
‒ Tak sobie myślę… Że nie odebrałam jeszcze drugiej części swojej zapłaty.
Malwa potrzebowała kilku chwil, żeby sobie przypomnieć o co mogło chodzić. Gdy w końcu to do niej dotarło, zaśmiała się cicho.
‒ Czyżbym nie śpiewała dla ciebie wystarczająco długo?
Zdziwiło ją drżenie ręki Lyriany. Spojrzała na nią, zmartwiona, widząc, że kręci głową.
‒ Tak, ale… Wolałabym usłyszeć coś co jeszcze ma jakąś melodię.
W jej oczach błysnęły figlarne ogniki, ale Malwa wciąż czuła jakieś napięcie. Westchnęła, uśmiechając się do niej czule i pociągnęła ją w dół. Nie pozwoliła, by Lyriana uderzyła o materac. Zamiast tego zamknęła ją w uścisku, przyciągając jej głowę do swojej piersi.
‒ Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem ‒ wyszeptała jej do ucha. Aż się wyprostowała, widząc jak końcówki uszu Lyriany zaczerwieniły się. Sama jedynie cieszyła się, że mogła jeszcze jej się jakoś przysłużyć. ‒ Jakieś specjalne życzenia?
‒ Hm… ‒ Lyriana jedną ręką objęła ją w talii, a drugą zaczęła gładzić jej ramię. Malwa poczuła jak tworzy się jej tam gęsia skórka. ‒ Może kołysanka?
Zamrugała. Jedyne, co przychodziło jej na myśl, to kołysanka mamy, ale… To było zdecydowanie zbyt intymne. Nieważne, jak ciepłe uczucia żywiła teraz do Lyriany, to… o wiele za dużo.
Ale nie mogła odmówić! Już obiecała, także…
‒ Niech będzie.
Zaczęła przez chwilę coś nucić bez ładu i składu. Wpatrywała się w Lyrianę, szukając słów, aż w końcu melodia wyrównała się i popłynęła. Cichym, spokojnym tonem zaśpiewała jej o różach, dzielnie broniących małych myszek mających swój dom wśród nich. Zafascynowana obserwowała, jak w miarę trwania kołysanki, Lyriana wyraźnie się relaksowała. Przymknęła powieki a jej dotyk na ramieniu Malwy słabnął. Parę razy wzdychała, jakby o czymś myślała, ale w końcu oddech jej się wyrównał. Zasnęła.
Malwa po chwili również przymknęła oczy. Potarła nadgarstki, wciąż schowane w rękawiczkach i pozwoliła sobie na delikatny, czuły uśmiech.
Kto by pomyślał… że w tak zapomnianej wsi będzie mogła nareszcie zasnąć, czując się całkowicie bezpiecznie?



Komentarze
Prześlij komentarz