1.5
Ptaki już dawno świergotały za oknem, gdy Malwa w końcu się przebudziła. Tym razem zupełnie nie przeszkadzały jej promienie słońca, delikatnie oświetlające jej twarz. Zamiast się skrzywić, pogłaskała tylko ciepłą skórę tuż pod swoimi palcami. Zaśmiała się cicho, słysząc niezadowolony pomruk Lyriany.
‒ Nie lubisz wczesnych poranków, łowczyni? ‒ zapytała, sama nie otwierając oczu. Chciała jeszcze chwilę dłużej cieszyć się ciepłem jej ciała, zapachem. Wiedziała, że przez następne dwa dekadni raczej nie będzie miała szansy poczuć podobnej bliskości.
W odpowiedzi poczuła lekkie uderzenie w pierś. To sprawiło, że w końcu otworzyła powieki.
Lyriana leżała wciąż wtulona w jej ramiona. Ze swojego miejsca, Malwa widziała jedynie czubek jej głowy, ale była w stanie zgadnąć, że kobieta lekko się uśmiechała.
‒ Zazwyczaj lubię. Ale… ‒ uścisk wokół talii bardki stał się mocniejszy. Pisnęła, czując nagły pocałunek na brzuchu, ale nie odskoczyła. ‒ Nie, gdy mam u siebie gości.
Mruknęła znacząco nad nią, opierając podbródek o jej głowę. Wzrok błądził jej po pokoju, w którym się znajdowały. Wczorajszej nocy nie miała czasu mu się przyjrzeć, ale teraz, nie mając nic innego do roboty, mogła się na tym skupić.
Najbardziej dziwiło i cieszyło ją to, jak jasno było w pomieszczeniu. Przez duże, okrągłe okna wpadało tu wiele światła. Przeważały neutralne barwy. Łóżko, na którym leżały, stało w małej wnęce na podwyższeniu. Ze swojego miejsca, Malwa widziała zebrane kotary z lekkiego, jasnozielonego materiału. Zadrżała, czując jak chłodny powiew z rozusniętego okna musnął jej plecy. To zwróciło uwagę Lyriany.
‒ Zimno ci?
Pokręciła głową, kłamiąc:
‒ Niebardzo.
Ale to nie pomogło. Lyriana powoli wyślizgnęła się z jej objęć, nic sobie nie robiąc z niezadowolonego jęku Malwy. Pocałowała ją jedynie w policzek, uśmiechając się.
‒ Nie mogę pozwolić, by mój gość zamarzł.
‒ Zawsze możesz tu zostać i mnie ogrzać… Ała! ‒ skrzywiła się gdy elfka dźgnęła ją palcem w bok.
‒ Zaraz wracam.
Malwa jeszcze dłuższą chwilę patrzyła za Lyrianą, uśmiechając się do siebie. Nie mając co ze sobą zrobić, przysiadła na klęczkach i powoli zaplatając sobie włosy, rozglądała się dalej.
Usta jej drgnęły, gdy zobaczyła niski stolik usytuowany przed łóżkiem. Gdyby Lyriana jej nie przeniosła, wczoraj niechybnie by się o niego potknęła. Podobnie jak i o płaskie, miękkie poduszki.
Wychylając się, dostrzegła więcej rzeczy. Po lewej stronie pokoju stała toaletka, ale Malwa nie zauważyła na niej żadnych kosmetyków. Były tam również szafki i komody, a na nich kilka wazonów z kwiatami i różnej maści bibeloty, co sprawiło, że uniosła brew. Sądząc po profesji Lyriany, nie spodziewała się, że mogła przywiązywać wagę do tak drobnych rzeczy.
Po prawej stał drewniany, jasnozielony, parawan z wymalowanymi na nim o ton ciemniejszą farbą kwiatami. Tam też dojrzała kawałek kolejnego niskiego stolika i półki z książkami. Nie zauważyła jednak nic bardziej osobistego. Czy to był więc pokój Lyriany, czy gościnny?
‒ Czego tak szukasz?
Zwróciła uwagę ku wejściu. Wydęła przekornie usta, widząc, że Lyriana narzuciła na siebie lekką, biało-zieloną szatę, z szerokimi rękawami. Zmarszczyła brwi, zauważając, że w rękach niosła coś z podobnego materiału, tylko biało-niebieskiego.
‒ Tego lustra, w którym miałyśmy się przejrzeć ‒ odparła przekornie. ‒ I jakoś go nie widzę.
‒ No patrz. Zaprowadziłam cię do złego pokoju ‒ Lyriana z zadziornym uśmiechem podała jej materiał, który po rozłożeniu, okazał się być taką samą szatką. Malwa w podzięce wyprostowała się by cmoknąć ją w policzek, próbując zignorować ciepło rozlewające jej się w piersi na ten miły gest. Powoli wsunęła szatę na ramiona, świadoma tego, że łowczyni śledziła każdy jej ruch. Nie peszyło jej to, wręcz przeciwnie. Spojrzała na nią przeciągle, przerzucając luźno spleciony warkocz do przodu.
Lyriana z pewnością była najczulszą z jej kochanek. Naprawdę będzie za nią tęsknić.
Żeby odgonić od siebie przykre myśli, położyła dłoń na szyi elfki, głaszcząc ją. Wydęła smutno usta, widząc wyraźny ślad po ugryzieniu.
‒ Boli? ‒ zapytała troskliwie, ostrożnie przejeżdżając palcami tuż przy miejscu w którym zaczął robić się siniak. Przygryzła wargę, widząc, że elfka się wzdrygnęła.
‒ Niekoniecznie.
Malwa prychnęła słysząc kłamstwo. Poczekała, aż Lyriana na nią spojrzy i dopiero wtedy odparła, poważniejąc:
‒ Nie musisz kłamać. Zajęłaś się mną wczoraj… ‒ delikatnie przejechała palcami po jej ramieniu ‒ …pozwól mi odwdzięczyć się dzisiaj.
Zmrużyła powieki, widząc, że Lyriana uciekła wzrokiem, jakby speszona.
‒ Zawzięta jesteś, wiesz?
Prychnęła pod nosem, ale uśmiech wciąż pozostawał troskliwy.
‒ Podobnie jak i ty. Więc? ‒ ponownie pogłaskała Lyrianę po szyi, nie zważając na westchnienie elfki. ‒ Mam maść na takie rzeczy.
‒ Niech ci będzie.
Uradowana, Malwa pocałowała ją w policzek i wyślizgnęła się z łóżka. Dotarcie do swojej torby zajęło jej chwilę; koniec końców została rzucona gdzieś przy wejściu do domu. Nasłuchiwała, czy elfka zwróci jej na coś uwagę, ale nie. Wyglądało na to, że cierpliwie czekała, aż bardka znajdzie to, czego szukała.
Kiedy do niej wróciła, prócz maści zebrała jeszcze swoje ubrania. Uśmiechnęła się nieśmiało do Lyriany, gdy ta to zauważyła.
Przysiadła przed nią na skraju łóżka i przez chwilę ogrzewała maść między palcami, tak jak zrobiła to Irriel, po czym delikatnie zaczęła rozsmarowywać ją po szyi Lyriany. Czuła, że Lyriana jej się przygląda, ale była zbyt skupiona na pracy, by się tym przejmować.
‒ Co to jest za maść?
‒ Ogólnie przeciwbólowa ‒ odparła, marszcząc brwi. Powiodła wzrokiem po ciele elfki, szukając miejsc, które jeszcze wymagałyby opieki. ‒ Podróżując, często natykam się na dziwne wypadki, więc się przydaje.
Poczuła pod palcami, jak Lyriana stężała. W dziwny sposób wywołało to u niej uśmiech.
‒ Kiedy zamierzasz stąd wyjechać?
Cieszyła się, że łowczyni nie widziała jej twarzy. Dzięki temu elfka nie mogła dostrzec, jak nagle zrzedła jej mina. Ścisnęło ją w żołądku. O co jej chodziło? Czy naprawdę odrobina troski wystarczyła, by tak szybko się… może nie przywiązała, ale… Ale co właściwie?
‒ Po tym, jak wyjdę od Irriel.
Uniosła głowę. Zmarszczyła brwi widząc na twarzy Lyriany kombinację… zaskoczenia, zmartwienia i… jeszcze czegoś. Czyżby strachu?
‒ Kazała ci się stawić u siebie rano? ‒ Malwa powoli skinęła. Teraz wyraźniej to widziała; Lyriana rzeczywiście wyglądała na spanikowaną. ‒ Dała ci jakieś przykazania przed tym?
‒ Nie pić alkoholu… I piłam wodę ‒ odparła, unosząc brew. Lyriana odetchnęła z ulgą. ‒ Irriel jest taka straszna?
Kobieta parsknęła cicho. Jej głowa nagle opadła na ramię Malwy, sprawiając, że dziewczyna lekko przechyliła się na bok. Zaskoczona, zdołała je ustabilizować, wplatając przy tym palce we włosy Lyriany. Cieszyło ją, że jeszcze ich nie związała. Poza tym… każda wymówka była dobra, by ją dotknąć.
‒ Nawet nie masz pojęcia, jak ‒ wymamrotała łowczyni. Westchnęła, śmiejąc się cicho. ‒ Jest w stanie pogonić nawet starszych. Szczególnie Ruemara.
‒ A ciebie? ‒ zapytała z przekorą. Udało jej się uskoczyć przed dźgnięciem w bok.
‒ Powiedzmy, że również. ‒ Lyriana wyprostowała się. Na jej ustach wciąż błąkał się uśmiech, ale spojrzenie miała poważne. ‒ Coś jeszcze? Próbowałam wczoraj zadbać o twój bandaż, skoro ty wyraźnie byłaś gdzie indziej…
Malwa przewróciła oczami, ale słowa Lyriany poruszyły w niej czułą strunę. Przez chwilę przemknęło jej przez głowę, że może powinna kiedyś tu wrócić, ale… Nie. Nie teraz. To było zupełnie bez sensu.
‒ No… Miałam się nie nadwyrężać.
Elfka stężała. Spojrzała wymownie na Malwę. Potem na siebie.
‒ No, to mamy przejebane.
– Czy ja nie wyraziłam się dostatecznie jasno na temat nie nadwyrężania się? – westchnęła ciężko Irriel, odwiązując bandaż z uda Malwy. Dziewczyna spłonęła rumieńcem, słysząc jej ton, a gdy spostrzegła, że medyczka prychnęła pod nosem widząc kolejne malinki na jej nogach, spojrzała w stronę czającej się w progu Lyriany. Elfka wyglądała na niemniej zażenowaną niż ona.
– W zasadzie, to nie ona wykonywała wczoraj najwięcej pracy – wymamrotała, odwracając wzrok, jak dziecko przyłapane na nieposłuszeństwie. Malwa parsknęła cicho, ale śmiech zamarł jej na ustach, gdy zobaczyła groźne spojrzenie Irriel.
– No tego, moje drogie, nie musiałam wiedzieć – rzuciła, wracając do pracy. Bardka odchrząknęła, zawstydzona. – Mam chociaż nadzieję, że byłyście ostrożne. – I zanim Malwa zdążyła się odezwać, kobieta dodała: – Lyriana, nie przewracaj oczami.
Zerknęła na łowczynię. Elfka z podejrzanie kamienną miną zamknęła oczy. Nikogo to nie oszukało. W tej chwili różniła się od kokietki, jaką Malwa poznała w karczmie. Teraz bardziej przypominała nadąsane dziecko; najwyraźniej była blisko z Irriel. Co ciekawe, dla bardki wciąż było to... Urocze?
– Nie śmiałabym skrzywdzić naszej wybawicielki – odparła łowczyni i zerknęła znacząco w stronę Malwy. Bardka mrugnęła do niej zadziornie.
– Widzę. Sądząc po twojej szyi, wybawicielka broniłaby się dzielnie – Malwie wydawało się, że dostrzegła, jak cień uśmiechu przemyka przez twarz Irriel, ale zniknął tak szybko, jak się pojawił. Za to rumieniec, jaki wypłynął na policzki Lyriany z pewnością długo jeszcze nie zniknie.
– Malwa już mnie opatrzyła! – odparła nieco defensywnie. Chcąc ją wesprzeć, bardka pokiwała głową.
– Najlepiej, jak mogłam!
Irriel przez chwilę patrzyła to na jedną, to na drugą, unosząc brwi, by w końcu z rezygnacją westchnąć. Wróciła do sprawdzania rany, a tymczasem Malwa poczuła ciężar obok siebie. Wyciągnęła bezwiednie dłoń, ściskając Lyrianę za palce i uśmiechnęła się, gdy elfka odpowiedziała jej tym samym.
Między nimi zapadła cisza. Ptaki śpiewały za oknem, budząc wieś do życia. Irriel spokojnie pracowała dalej, kilka razy mamrocząc coś pod nosem, co tylko Lyriana zdawała się wychwytywać, bo raz po raz albo przewracała oczami, albo cicho prychała. Malwa jednak nie prosiła o powtórzenie słów. Nie chciała… Przeszkadzać. Mimo, że niby to ona była w centrum uwagi, miała wrażenie, że nie powinno jej tu być. Między Lyrianą a Irriel panowała taka… zażyłość, że Malwa nie wiedziała gdzie oczy podziać. Czuła się jak intruz.
Ale gdy Irriel powiedziała w końcu:
– No! Skończone! – nie poczuła się lepiej. Wręcz przeciwnie. Coś zimnego ścisnęło się w jej żołądku, ale spróbowała to zignorować. Musiała iść dalej.
Próbując zamaskować żal, wstała i uśmiechnęła się promiennie.
– Cóż, w takim razie…
– Mamo!
Do pokoju wpadł nagle wir pełen energii. Odbił się od ściany, kanapy, aż w końcu wylądował w ramionach Irriel. Dopiero wtedy Malwa zauważyła, że była to Serune. Dziewczynka zaśmiała się radośnie, gdy medyczka ścisnęła ją tylko mocno, stawiając w miejscu.
– Serune! Ile razy ci mówiłam, że nie możesz tak wpadać, gdy pracuję? – głos Irriel stał się równie surowy jak gdy zbeształa Malwę. Gdzieś w środku, bardka stężała, zerkając na obie elfki. Zdziwiło ją, że pomimo tonu, spojrzenie medyczki pozostawało łagodne. Serune też nie wyglądała jakby się bała.
– Przepraszam! Po prostu chciałam zdążyć! – odparła. Brzmiała na rzeczywiście zawstydzoną, ale wyraźnie czymś była podekscytowana.
– Na co? – zapytała z kanapy Lyriana. To zwróciło uwagę dziewczynki. Odwróciła się na pięcie, a jej wzrok z elfki powędrował w stronę Malwy.
– No bo… Ty dziś wyjeżdżasz, prawda?
Kiwnęła głową, kucając. Jej długa spódnica omiotła przy tym podłogę. Cieszyła się, że Serune w końcu przestała do niej mówić na pani. Poprzedniego wieczoru długo ją przekonywała, by zwracała się do niej po imieniu.
– Tak.
– A daleko? – Malwa przekrzywiła w zaciekawieniu głowę. O co mogło jej chodzić?
– Całkiem. A co?
Zamrugała, gdy dziewczynka nagle złapała ją za rękę. Nad sobą usłyszała niezadowolone sapnięcie Irriel i cichy śmiech Lyriany.
– A chcesz zobaczyć coś fajnego?
Malwa ściągnęła brwi. Serune wyglądała na tak podekscytowaną, że aż żal było jej odmówić. Z drugiej strony… Już dość czasu straciła. Powinna była ruszyć z samego rana, ale ociągała się u Lyriany, więc teraz każda minuta się liczyła. Aczkolwiek…
Zerknęła na Irriel, chcąc niemo dowiedzieć się, o co mogło chodzić, ale kobieta nie patrzyła na nią a na Lyrianę. Miała zmarszczone brwi. Nie chcąc zerkać do tyłu by się nie zdradzić, Malwa odczekała chwilę, a gdy mina kobiety wyraźnie się zrelaksowała, spojrzała ponownie na Serune. Ciekawe…
– A… Jak długo to zajmie?
– Niedługo!
Uśmiechnęła się. Wyprostowała się poprawiając uścisk na dłoni dziewczynki.
– W takim razie, prowadź.
Nawet się nie zdziwiła, gdy Lyriana również wstała.
– Serune, pozwolisz, że pójdę z wami?
Gdy stanęła obok Malwy, bardka zerknęła na nią z ukosa. Łowczyni była dziwnie wyprostowana, bardziej skupiona. Czyżby Serune chciała ją zaprowadzić w jakieś tajne miejsce? Ale czy w takim razie któraś z kobiet nie powinna interweniować? Może to była tylko jakaś kryjówka w środku lasu i kobiety nie chciały, by dziewczynka znów wpadła w kłopoty?
Jej obserwacja zdawała się zupełnie umknąć Serune. Podskoczyła tylko, zadowolona i skinęła głową.
– Jasne! To chodźcie!
I już ciągnęła Malwę w stronę wyjścia. Bardka zdążyła tylko wykrzyknąć słowa podziękowania w stronę Irriel. Po chwili była już za drzwiami.
Droga rzeczywiście nie była długa. Serune przeprowadziła je przez centrum wioski, kierując się w stronę lasu. Na zagadnienia Malwy odpowiadała tylko tajemniczo, że sama zobaczy. Najwyraźniej była bardzo dumna z tego, co chciała jej pokazać.
Próbując więc wyłapać jakiekolwiek wskazówki, bardka próbowała coś wyczytać z zachowania Lyriany, ale to również było na nic. Kobieta szła spokojnie obok, ale jej sztywna postawa budziła w Malwie niepokój.
– Coś nie tak? – zapytała cicho, gdy weszły w gęstwinę. Elfka zamrugała.
– Nie – rzuciła krótko. Po chwili, jakby łapiąc się na swoim tonie, westchnęła, kręcąc głową. – To znaczy… Powiedzmy, że… Musisz mi coś obiecać.
To sprawiło, że Malwa uniosła brew. Serune już pobiegła do przodu, nie zwracając na nie kompletnie uwagi, ale wciąż pozostawała na horyzoncie.
– Co takiego? – odparła bardka, zakładając ręce na piersi, mimowolnie się prostując. Nie podobało jej się to. Lyriana wyglądała na równie poważną co i w pewien sposób… zażenowaną? Zawstydzoną?
– Serune chce cię zaprowadzić w naprawdę specjalne miejsce. I nie jest ono tajne, ale… Obiecaj mi, że jeśli będziesz chciała… Nie wiem, układać o nim ballady czy coś, nie wspominaj gdzie ono jest.
To sprawiło, że Malwa uniosła sceptycznie brwi. Prychnęła cicho pod nosem, nawet lekko oburzona.
– Niech będzie.
Nagła dłoń na jej nadgarstku przestraszyła ją. Odskoczyła, wyrywając się odruchowo. Spojrzała ze złością na Lyrianę, która nawet mimo cienia skruszenia, wciąż pozostawała poważna.
– Obiecaj.
Milczała przez chwilę, uważnie przyglądając się elfce. Co takiego mogło być równocześnie tajemnicą i czymś dostępnym? Czemu łowczyni aż tak bardzo naciskała? Wyglądała na spiętą, ale czy w takim wypadku nie lepiej by było aby w ogóle nie szła w to miejsce?
– Dobrze. Obiecuję – nie wyrzucała sobie zirytowanej nuty w swoim tonie. – Tylko nie łap mnie tak nagle.
Tym razem skrucha była bardziej widoczna.
– Przepraszam.
Malwa westchnęła, przejeżdżając sobie ręką po twarzy. Już otwierała usta by coś powiedzieć, ale wtedy obie usłyszały krzyk Serune:
– Hej! No chodźcie!
– Już! Poczekaj na nas! – odkrzyknęła bardka po czym zwróciła się w stronę Lyriany. – Ty pierwsza.
Po uniesionych brwiach i lekko zaciśniętych ustach, Malwa widziała, że chyba nieco ją zraniła swoją postawą, ale… Po prostu nie lubiła takich zachowań. Zdobyła się tylko na już lżej powiedziane: – Proszę. – i gdy łowczyni ruszyła do przodu, zwyczajnie podążyła za nią. Może jeszcze zanim się rozstaną, jakoś jej to wynagrodzi. Na razie musiało z niej zejść spięcie.
Las przerzedził się, ustępując polanie. Malwa akurat patrzyła w dół, uważając by nie potknąć się o korzeń, więc gdy uniosła wzrok, zaparło jej dech w piersiach.
Gdzie tylko okiem sięgnąć, widziała kwiaty. Całe dywany złożone z kolorowych płatków roślin, większości z których dziewczyna nawet nie potrafiłaby nazwać. Mieniły się w słońcu, a gdyby się im przyjrzeć, można było dostrzec wręcz nienaturalny, delikatny poblask.
Ale to nie kwiaty sprawiły, że Malwa wydała z siebie zduszony okrzyk. Na samym środku polany rosło potężne, sękate drzewo. Jego pień był gruby, a korona rozpościerała się tak wysoko, że gdy kobiety podeszły bliżej przysłaniała prawie całe niebo. Dziwnie turkusowe liście szumiały na wietrze, ale nie brzmiały tak, jak powinny brzmieć liście. Coś w ich szumie było o wiele bardziej… melodyjnego. Jakby wyśpiewywały swoją własną pieśń, zupełnie niezgodną z melodiami lasu lub kwiatów.
Coś w Malwie poruszyło się, gdy tylko jej wzrok padł na drzewo. Jakieś dawno zapomniane uczucie powoli się w niej budziło. Było to coś… ciepłego. Spokojnego i tak silnego, że natychmiast rozproszyło jej spięcie. Nieświadomie przyspieszyła kroku, wyprzedzając Lyrianę.
– Fajne, prawda? – usłyszała gdzieś obok głos Serune. Nieprzytomnie pokiwała głową, wciąż nie mogąc oderwać oczu od drzewa.
Nie umiała tego wyjaśnić, ale… Coś ją tam przyciągało. Ten spokój, ciepło… Śpiew liści… Miała wrażenie, że to wszystko wołało ją do siebie. Każdy nerw jej ciała pragnął by chociaż lekko musnęła pień, poczuła jego fakturę…
Gdy tylko jej palce natrafiły na korę, wybiło jej oddech z płuc. Spokój. Bezpieczeństwo. I… konkretna sygnatura magiczna. Jaśmin. Cichy śmiech. Ramiona ją otaczające. Pomarańcz. Błysk złotych oprawek. Przyjemny, łagodny głos pocieszający ją.
Kochamy cię. Taką, jaka jesteś.
– Malwa?
Zamrugała. Zaskoczona, poczuła jak coś ciepłego spływa jej po policzku i gdy uniosła dłoń zdziwiona otarła łzę. Odwróciła się w stronę Lyriany i Serune. Dziewczynka przyglądała jej się uśmiechnięta, najwyraźniej dumna z tego, że tajemnica wywołała u niej aż takie emocje. Tego samego nie można było jednak powiedzieć o Lyrianie. Łowczyni wpatrywała się w nią ze zmarszczonymi brwiami. Jej dłoń zawisła w powietrzu, jakby chciała dotknąć bardki, ale się powstrzymała.
– Wszystko dobrze?
Malwa szybko otarła jeszcze jedną łzę.
– T-tak – odparła. Uśmiechnęła się, ale po minie elfki widać było, że nie wyglądała przekonująco. – To… Naprawdę cudowne miejsce.
Tylko co to było za miejsce? Dlaczego sprawiało, że tak się czuła? Czemu tak nagle przywołało jej na myśl dziadka?
Na samo wspomnienie mężczyzny, Malwa zacisnęła usta, walcząc z żalem, który ścisnął jej za serce. Nieświadomie przesunęła palcami po rękojeści miecza. Drzewo z pewnością było magiczne. Czy zwyczajnie wywoływało w ludziach poczucie bezpieczeństwa? W takim wypadku… Skąd ta sygnatura?
– Nazywamy je Drzewem Spokoju – odezwała się Lyriana, jakby słysząc jej myśli. Kątem oka, Malwa zauważyła, jak łowczyni niepewnie do niej podchodzi.
– Tak! Przychodzimy tu, gdy mamy za dużo na głowie i wtedy… Jest już lepiej! – dodała z tyłu Serune. – Super, prawda?
– Tak – odparła Malwa, wciąż próbując zrozumieć, co właściwie się działo. Nie czuła przecież tylko spokoju. Ta magia… – I zwyczajnie się uspokajacie? Czy na przykład… To Drzewo Spokoju… Przywołuje wam na myśl kogoś bliskiego?
Nie odwracała się. Starała się skupić na melodii liści. Czy miała omamy, czy brzmiała ona znajomo?
– Uspokajamy. Mnie na przykład zwyczajnie wycisza.
– A ja czuję się przy nim bezpiecznie! – nagle Serune pojawiła się tuż przed Malwą. Bardka naprawdę musiała się postarać, by odruchowo nie odskoczyć. – A ty? Jak się czujesz?
– Ja… – przygryzła wargę. Coś ciągnęło ją bliżej. Wiedziona jakimś dziwnym instynktem zaczęła błądzić palcami po korze. – Czuję się i spokojnie, i bezpiecznie. – Zaśmiała się cicho, kręcąc głową. – Jest to po prostu… bardzo intensywne. – Zamarła nagle, czując pod palcami zarys… czegoś. Oderwała dłoń, ale nic nie zobaczyła. Ostrożnie więc zaczęła badać kształt. Zawijas tu… Kreska tutaj… Okrąg…
Rozwarła szeroko oczy. Gdy oderwała dłoń, usłyszała za sobą uradowany okrzyk Serune.
– Tu coś jest!
I rzeczywiście, na ciemnej korze drzewa delikatnie odznaczał się kształt. Pięć płatków kwiatu, a wokół niego fantazyjna ramka, przypominająca gałęzie i liście. Kwiat w założeniu miał być malwą, ale dla niewprawnego oka nie było to widoczne. Był to tylko zarys, charakterystyczny dla…
Malwie zakręciło się w głowie. Natychmiast poczuła na ramionach dłonie Lyriany. Serune pisnęła i to dopiero sprawiło, że bardka odzyskała głos:
– To… – zamrugała. – Wiem, że to zabrzmi nieprawdopodobnie – dodała szybko, patrząc w górę na twarz łowczyni. Miała zmarszczone brwi, a spojrzenie poważne. Na szczęście dla Malwy, nie było tam jednak podejrzliwości. Jedynie szczere zdezorientowanie. – Ale to herb mojego dziadka. Lorillisa Hollyhocka.
Lyriana zamrugała.
– Nie słyszałam o kimś takim.
Malwa natychmiast obróciła się w jej ramionach. Nieświadomie chwyciła ją za rękę.
– A czy jest ktoś, kto mógł? – widząc jeszcze większe zdziwienie Lyriany, dodała. – Lyriana, błagam. To jest dla mnie naprawdę ważne. To… To nie może być przypadek.
Kobieta przyglądała jej się uważnie, ale tym razem, Malwa nie winiła jej za to. Zdawała sobie sprawę, że brzmi jak kompletna wariatka. Kto normalny wygaduje takie rzeczy o jakimś losowym drzewie?
– Proszę. Ja… Szukam go od dawna. Spójrz. – Wyjęła miecz z pochwy. Obróciła go rękojeścią w stronę łowczyni, wskazując na jeden ze znaków wygrawerowanych na zbroczu, przedstawiający prostszą wersję tego samego herbu. – Przysięgam, że nie kłamię.
– Widzę. Ale… – Lyriana potrząsnęła głową. Wyglądało na to, że biła się z myślami. Wzrok biegł jej od miecza do pnia drzewa, aż w końcu spoczął na Malwie. Bardka przygryzła wargę, widząc jej niepewną minę. – Naprawdę nic nie wiem. Mamy archiwa, ale…
Malwa niemal podskoczyła. To już coś! Może udałoby się znaleźć jakąkolwiek podpowiedź o dziadku, historię, cokolwiek co pomogłoby go znaleźć.
Jednak ton Lyriany sprawił, że na razie powstrzymywała się od pytań.
– …ale musisz uzyskać pozwolenie rady starszych by z nich skorzystać. Całej. A tak się składa, że Ruemar wyjechał w interesach i nie wróci aż do przesilenia…
– Mogę poczekać! – wykrzyknęła. Lyriana zamrugała. – Naprawdę, nieważne jak długo, ja…
– Naprawdę ci na tym zależy, co?
Coś… Ciężkiego pojawiło się w tonie Lyriany. Malwa nie wiedziała, jak to zinterpretować, ale w tym momencie zupełnie nie miała do tego głowy.
– Tak. O ile… – Zerknęła do tyłu. Przygryzła wargę, przypominając sobie zachowanie łowczyni sprzed kilku chwil. – O ile mogę. Zostać.
Teraz kobeta wyglądała na zupełnie zaszokowaną. Zamrugała kilkakrotnie, wpatrując się w Malwę z niedowierzaniem.
– Przecież nie mam jak ci tego zabronić – wydusiła w końcu.
– Na gwiazdy! – niesiona emocjami, bardka mocno pocałowała ją w policzek. – Dziękuję! – podbiegła do Serune i nachyliła się by pocałować ją w czubek głowy. – A tobie dziękuję za pokazanie mi tego!
Dziewczynka zachichotała.
– Czyli zostajesz?
Pokiwała głową.
– Tak, do przesilenia letniego.
– A gdzie będziesz spać?
Na to, Malwa tylko machnęła lekceważąco ręką. Jeśli o nią chodziło, mogła spać nawet na gołej ziemi, byleby tylko czegokolwiek się dowiedzieć.
– Pewnie w karczmie.
– Kolvar się ucieszy – mruknęła sucho Lyriana. Malwa obróciła się na pięcie. Jej uśmiech przygasł, gdy dostrzegła jak jakiś cień przemknął po twarzy elfki. Chciała już coś powiedzieć, gdy łowczyni potrząsnęła głową. – To co, wracamy?
Malwa zmarszczyła brwi, ale skinęła głową. Później się z nią rozmówi. Teraz miała ważniejsze sprawy do załatwienia.



Komentarze
Prześlij komentarz