2.2
Gdy wróciła do domu Lyriany, zdziwił ją fakt, że łowczyni jeszcze nie wróciła. Co prawda, noc jeszcze nie zapadła, ale Malwie wydawało się, że elfka zwykła wracać z patrolu wieczorami. Przynajmniej tak jej mówiła rano, zanim się rozstały. Może coś się przedłużyło?
Westchnęła cicho, wchodząc do pokoju gościnnego. Ciekawe, co ją zatrzymało? Miała nadzieję, że łowczyni nie musiała cały dzień znosić niewybrednych uwag na swój temat.
Na samą myśl o słowach Naifelrii, Malwa czuła, jak się w niej gotuje. Tak, udało jej się chyba przemówić kobiecie do rozsądku, ale takie słowa nie powinny w ogóle paść! Jeśli już ktoś miał jakieś uwagi, powinien kierować je w stronę bardki, nie Lyriany!
Przygryzła wargę. Może w takim razie powinna zrobić coś miłego dla łowczyni? Jeśli miała gorszy dzień, to poprawi jej humor, a jeśli nie… Cóż. Zwyczajnie miło spędzą czas.
Z tą myślą skierowała się w stronę kuchni.
Było to dość małe pomieszczenie, zawalone różnymi przedmiotami, pękami ziół i tym podobnymi. Malwa przez dłuższą chwilę myszkowała po szafkach, próbując znaleźć potrzebne jej przybory i składniki. Nigdy nie nazwałaby się dobrą kucharką; bądź co bądź wychowała się na dworze i nikt nie nauczył jej sztuki gotowania. Znała co prawda kilka przepisów, ale dopiero w trakcie drogi miała szansę je wypróbować i sprawdzić, czy wyjdą jej tak dobrze, jak te z pałacowej kuchni. Pierwsze próby oczywiście okazały się być porażką. Dziewczyna kompletnie nie była w stanie wyczuć kiedy powinna coś włożyć na ogień i w którym momencie ma to zdjąć. Między innymi dlatego szczególnie pieczenie szło jej okropnie. Ale Malwa się tym nie zrażała. Gotować nauczyła się na tyle, by być w stanie przeżyć podczas podróży i czasem zdarzało się, że prosiła karczmarki o wskazówki. Także kilka potraw była w stanie zrobić bez obawy, że kogoś otruje.
Dlatego też pewnie krzątała się po kuchni Lyriany, wzdychając, gdy sprawdzała jakie ma ona zioła. Jedyne, co przeszkadzało jej w tej części Faerunu, było upodobanie mieszkańców Cormanthyru do używania małej ilości przypraw. Kelazzan prócz tekstyliów zajmowało się również własnie przyprawami i Malwa była przyzwyczajona do wyrazistych smaków. Tu jednak trudno było o takie dania, więc dziewczyna tylko z westchnieniem sięgnęła do torby i wyciągnęła swój awaryjny słoiczek. Nawet nie patrzyła, ile wsypuje do potrawy.
W pewnym momencie, usłyszała głosy za oknem.
‒ Chyba pierwszy raz ci tak spieszno do domu, Kraino Zagadek.
Zmarszczyła brwi. Kraino Zagadek? Kto tak się zwracał do jakiejkolwiek istoty?
Zaciekawiona wyjrzała przez okno. W panującym półmroku dostrzegła sylwetkę Lyriany, raźno zmierzającej w stronę ganku. Ktoś jej towarzyszył, ale Malwa nie była w stanie dojrzeć żadnych cech postaci.
‒ Przymknij się, Zaine ‒ odparła na to Lyriana. W jej głosie pobrzmiewało poirytowanie pomieszane z rozbawieniem. Malwa zacisnęła palce na drewnianej łyżce. ‒ Nie mówiłaś mi, że jakoś lepiej wyglądam?
‒ Bo wyglądasz ‒ bardka usłyszała śpiewny głos Zaine. Dogoniła Lyrianę i obie teraz stały już na ganku, także Malwa mogła jej się lepiej przyjrzeć. Była niższa i bardziej zaokrąglona niż Lyriana. Długie, wiśniowe włosy miała spięte podobnie co łowczyni. Sądząc po zbroi nieznajomej, takiej samej jak Lyriany, musiała to być jakaś przyjaciółka elfki z patrolu. ‒ Ale wciąż trochę mnie to bawi. Dwa dni a ty pierwszy raz ledwo jesteś w stanie ustać na odprawie Saili. Ta twoja obca musi być naprawdę ciekawa.
Malwa prychnęła, mieszając curry nieco mocniej niż zamierzała. Spodziewała się, że może stać się tematem plotek, szczególnie w tak małej społeczności, ale już bez przesady. Mimo to, jakaś ciepła struna poruszyła się w jej sercu, słysząc, że Lyriana chciała wrócić jak najszybciej do domu.
Tymczasem rozmowa na ganku trwała. Zaine nagle uniosła głowę, wyraźnie wdychając powietrze.
‒ No proszę, ktoś chyba robi ci jedzenie. Naprawdę nieźle trafiłaś. Warto było ją przyprowadzić do Drzewa. Ta bardka nie ma może jakichś koleżanek?
Lyriana zaśmiała się i uderzyła Zaine w pierś.
‒ Przymknij się, dobrze ci radzę ‒ rzuciła. Malwa tego nie widziała, ale mogłaby przysiąc, że na jej twarzy zagościł zadziorny uśmieszek. ‒ Na razie się przyjaźnimy, nic poza tym.
‒ No dobrze, już dobrze. ‒ Zaine uniosła ręce w pojednawczym geście. Zerknęła w stronę okna kuchni i chyba dostrzegła przyglądającą im się Malwę. Teraz bardka mogła dostrzec jej usianą piegami, okrągła twarz. Spłoniła się, będąc przyłapana na podsłuchiwaniu, ale zdobyła się na uśmiech i pomachała w stronę elfki. ‒ Ty jesteś Malwa?
Bardka odsunęła okno i wychyliła się.
‒ A ty Zaine?
Odpowiedział jej śmiech. Obie kobiety podeszły w jej stronę. Zaine ledwo sięgała do ramy okna, ale to nie przeszkadzało jej podać Malwie ręki, którą ta natychmiast uścisnęła.
‒ Do usług. ‒ Elfka spojrzała do tyłu na Lyrianę, posyłając jej wymowne spojrzenie. ‒ No, to ja was zostawię. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, Malwo. Trzeba będzie trochę poobgadywać tę tutaj ‒ Szturchnęła lekko stojącą obok niej łowczynię. ‒ Bo jeszcze uznasz ją za wzór cnót wszelkich.
Cudem uniknęła dźgnięcia w bok od Lyriany. Malwa pomachała jej na pożegnanie.
‒ Do zobaczenia! ‒ krzyknęła jeszcze za nią, po czym spojrzała w stronę Lyriany. Obie niemal natychmiast uśmiechnęły się do siebie. Malwa wychyliła się nieco, opierając dłoń na policzku. ‒ Coś ty jej o mnie naopowiadała, co?
‒ Nic takiego ‒ odparła z przekorą elfka. ‒ Ale wiesz, jak to jest. To mała wieś, wieści rozchodzą się błyskawicznie i każdy ma już jakąś opinię o tobie. ‒ Przez pogodny ton przebiła się nutka irytacji. Malwa spięła się nieco i próbując nieco odciągnąć od siebie niewesołe myśli, zamieszała w garnku. Całe szczęście, że podczas podsłuchiwania nic się nie przypaliło. ‒ Także trochę je naprostowałam.
Bardka uśmiechnęła się krzywo.
‒ Tak, już to dziś odczułam.
‒ Słyszałam. ‒ Ostry ton Lyriany sprawił, że Malwa uniosła głowę. Kobieta miała ściągnięte brwi a ręce założyła na piersi. ‒ Widziałaś się z Naifelrią, prawda?
Skinęła. Lyriana westchnęła. Podeszła bliżej okna i wyciągnęła rękę, łapiąc Malwę za palce.
‒ Podobno… Nie wyrażała się o tobie zbyt pochlebnie.
Malwa prychnęła. Mieszała potrawę teraz z taką furią, że o mało co część sosu nie wylała się poza garnek.
‒ Pal sześć co mówiła o mnie! ‒ warknęła. Nie mogąc znieść zdumionego spojrzenia Lyriany, wpatrywała się w dół. ‒ Ale to, jak nagle zaczęła oceniać ciebie! Że stać cię na więcej, że nie powinnaś mi ufać! Ja wiem, że ma prawo na razie mnie nie lubić, ale żeby jeszcze wciągać w to ciebie! I Irriel! No naprawdę! ‒ W złości machnęła łyżką. ‒ Jak ona śmiała twierdzić, że nie wiesz, jak wykonywać swoją pracę! ‒ fuknęła, zakładając ręce na piersiach.
Jej wściekłość rozbił dopiero cichy śmiech Lyriany. Gdy skierowała wciąż poirytowane spojrzenie na nią, z zaskoczeniem stwierdziła, że na twarzy elfki błąkał się uśmiech, ale… W jej oczach było coś innego. Łowczyni wciąż miała założone ręce, jednak tym razem zamiast wyglądać na pewną siebie, sprawiała wrażenie… onieśmielonej.
‒ Wiesz, że nie musiałaś mnie bronić, prawda? Szczególnie u jednej z radnych. W końcu jej głos będzie ci potrzebny. ‒ Ton elfki brzmiał zadziornie, ale wciąż pobrzmiewała w nim dziwna nuta niepewności. Złość Malwy natychmiast wyparowała.
‒ Po pierwsze wiem. Ale chciałam to zrobić ‒ odparła pewnie. Widząc jej zaskoczoną minę nachyliła się, by odgarnąć jakiś zabłąkany kosmyk z jej czoła. ‒ Nie lubię, gdy ktoś mówi nieprawdę o moich nowych… Przyjaciołach. ‒ Lyriana parsknęła cicho, podczas gdy Malwa się wyprostowała i wzruszyła ramionami. ‒ Po drugie, nawet nie wiedziałam, że idę do radnej. Irriel słowem się nie zająknęła.
Łowczyni westchnęła ciężko, kiwając w zrozumieniu głową.
‒ No tak, typowa Irriel. I wiesz… Jeśli cię to pocieszy, nie każdy miał taką reakcję, jak Naifelria. Saila, nasza dowódczyni, na przykład stwierdziła, że nie rozumie czemu ci pozwoliłam podejść do Drzewa, ale ufa mojemu osądowi. Także przynajmniej jedną z radnych masz z głowy.
Malwa zdjęła w końcu garnek z ognia. Jeszcze chwila a kompletnie spaliłaby danie.
‒ Ile ich właściwie jest? Tych waszych radnych? ‒ Zadrżała, czując chłodny powiew wiatru. ‒ I może zanim mi odpowiesz, to wejdź do środka, co? Jeszcze zmarzniesz.
Kącik ust Lyriany powędrował do góry.
‒ Odsuń się.
Bardka zamrugała, zaskoczona, ale posłusznie odeszła kilka kroków od okna. Lyriana oparła rękę na parapecie i mocno podskoczyła, po chwili wsuwając się do kuchni. Mimowolnie, Malwa poczuła jak policzki robią jej się gorące. Kobieta zrobiła to z tak niewymuszoną gracją, że…
Widząc jak przy okazji łowczyni posłała jej zadziorny uśmieszek, bardka szybko odwróciła się w stronę garnka. Udała, że nie słyszy cichego śmiechu Lyriany.
‒ Jest ich czterech. Ruemar, który wyjechał, zajmuje się dyplomacją i najczęściej to jego głos bywa najważniejszy. Naifelrię już poznałaś. Jest jeszcze Saila, moja dowódczyni i Kolvar, którego też już znasz. To wszyscy.
Malwa zamrugała. W takim wypadku dobrze, że zdecydowała się praktykować u Irriel. Dowódczyni patrolów raczej spodoba się taka profesja. A Kolvar… Przy ich rozmowie w karczmie wydawał się być miły. Powinna na spokojnie przekonać go do siebie.
Kątem oka dostrzegła, jak Lyriana do niej podchodzi, zaglądając jej przez ramię.
‒ A co tam dla nas przygotowałaś?
‒ Curry. Typowa potrawa z Kelazzan ‒ odparła. Zerknęła jeszcze na chwilę na łowczynię, zakładając pasmo włosów za ucho. Uciekła wzrokiem w bok, czując, że się rumieni. ‒ Ja… Trochę się martwiłam słowami Naifelri i chciałam coś dla ciebie zrobić…
Lyriana przez chwilę milczała. Gdy Malwa w końcu odważyła się na nią spojrzeć, na jej twarzy dostrzegła mieszankę szczerego zdumienia oraz niezrozumienia.
‒ Wiesz, że nie mu…
‒ Wiem! ‒ wykrzyknęła. Westchnęła, widząc jak łowczyni wpatruje się w nią, zupełnie zdezorientowana. ‒ Obiecuję ci, że to nie była forma… No. Tego mojego wymieniania się i w ogóle. Po prostu… Chciałam, żeby było ci miło. ‒ Czuła, że końcówki uszu jej się czerwienią, ale nie spuszczała wzroku z elfki. Wyciągnęła nieśmiało ręce i poczekała, aż Lyriana pozwoli je złapać. ‒ Nie mogłam znieść myśli, że przez cały dzień by ci dokuczano z mojego powodu i… Zwyczajnie jakoś tak… Samo wyszło.
Teraz już obie się rumieniły. Lyriana wpatrywała się w nią w niemym niedowierzaniu. Tymczasem Malwa była w szoku, że udało jej się coś takiego powiedzieć. Zwykle pozwalała sobie na taką otwartość tylko przy Royu, ale… Widząc reakcję łowczyni, zwyczajnie nie mogła się powstrzymać.
W końcu Lyriana nachyliła się i delikatnie pocałowała ją w policzek.
‒ Dziękuję ‒ wyszeptała. Malwa nie skomentowała jakiejś rozrzewnionej nuty w jej tonie. Wiedziała lepiej, niż ktokolwiek inny, że czasem warto było zachować niektóre przemyślenia dla siebie. ‒ To co? Jemy?
‒ Może najpierw się przebierzesz? ‒ wymamrotała. Widząc rozbawione spojrzenie elfki dodała szybko: ‒ Bo ta zbroja nie wydaje się najwygodniejsza i…
Lyriana parsknęła śmiechem. Pogładziła jeszcze Malwę po palcach zanim w końcu ją puściła.
‒ Dobrze, dobrze. A ty może mi pokażesz co udało ci się zdobyć u Naifelrii, co?
Malwa mogła tylko skinąć radośnie głową.
Po krótkiej chwili Malwa, jako że przebrała się pierwsza, przyniosła garnek do pokoju gościnnego. Zaczęła właśnie rozlewać sos do małych miseczek, gdy usłyszała Lyrianę:
‒ Naprawdę ładnie wyglądasz.
Uniosła głowę. Uśmiechnęła się zadziornie, widząc jak łowczyni przygląda jej się uważnie z progu. Okręciła się powoli, dając jej pełen widok.
Pomimo charakteru Naifelrii, strój wyszedł jej naprawdę porządnie. Uszyła jej wiązaną bluzkę, podobną do tej turkusowej, którą Malwa już miała. Była ona jednak z o wiele bardziej miękkiego i przewiewnego materiału. Żeby tak bardzo nie kolidowała z wielokolorową spódnicą, miała ona barwę przygaszonej zieleni. Całości dopełnił krótki, brązowy gorset z wyhaftowanymi po obu stronach kwiatami. Na rękach miała parę swoich własnych rękawiczek bez palców. Zmieniła również fryzurę; zamiast zebranych u nasady w kok włosów, teraz tuż przy głowie splotła dwa warkocze, jak zawsze zostawiając przy twarzy dwa pasma, a resztę włosów puściła wolno.
‒ Rozumiem, że ci się podoba? ‒ zapytała. Lyriana pokiwała głową, podchodząc do niej. Malwie zatrzepotało serce, widząc, jak na nią patrzyła. Była przyzwyczajona do tego, że przyciągała wzrok. Na dworze i teraz na drodze, wiedziała, jak wielkim atutem była jej uroda. Schlebiał jej więc i wzrok pełen pożądania, i ten pełen ciekawości. Ale to, jak w tej chwili patrzyła na nią Lyriana sprawiało, że niemal się rumieniła. Było tam i uznanie dla jej piękna, i pożądanie, ale… Łowczyni wpatrywała się w nią z jakąś nutą, na którą Malwa nie miała jeszcze nazwy. Coś łagodnego, ale też i pełnego zachwytu. O dziwo, nie zaborczego, do czego bardka była przyzwyczajona. Przebrała niepewnie palcami, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.
‒ Tak jak mówiłam, bardzo ładnie wyglądasz. Ale… Czegoś mi tu brakuje ‒ wymamrotała cicho Lyriana. To mówiąc, wyminęła Malwę i ruszyła w stronę łóżka. Zaskoczona bardka powiodła za nią wzrokiem. Zmarszczyła brwi, widząc że elfka rozsuwa okno i wychyla się. W końcu zobaczyła, że Lyriana zerwała kwiat malwy. Podeszła bliżej niej.
‒ Mogę?
‒ Tak. Ale nie sądzisz że to trochę oklepane? Mieć na imię Malwa i nosić kwiat malwy we włosach? ‒ zapytała z przekornym uśmiechem. Łowczyni wzruszyła ramionami, delikatnie wsuwając łodygę na miejsce.
‒ Może. ‒ Zrobiła krok do tyłu. ‒ Co nie znaczy, że w tym ci nie do twarzy.
Malwa pokręciła głową, wzdychając, ale bez cienia irytacji. Próbowała zignorować ciepło rozchodzące się jej po ciele, ale zwyczajnie nie mogła. Cmoknęła tylko Lyrianę w policzek.
‒ Dziękuję. Zapewne dzięki temu zdobędę jeszcze więcej serc w tej wsi.
Łowczyni zaśmiała się, chociaż ku zaskoczeniu Malwy, jej wzrok powędrował gdzieś w bok.
‒ Mam nadzieję. ‒ Bardka uniosła brew, słysząc jakąś melancholijną nutę w jej tonie, ale nim zdążyła o to zapytać, Lyriana ruszyła w stronę stołu i zaczęła sobie nakładać jedzenie. Przygryzła wargę.
‒ Ciekawe, jak ty będziesz z nim wyglądać ‒ powiedziała bardka, nachylając się by również zerwać kwiat. Kątem oka widziała jak elfka uśmiechnęła się do siebie i zaczęła jeść. ‒ Swoją drogą… Zaine nazwała cię tak jakoś dziwnie… Krainą Zagadek czy jakoś tak? O co chodziło?
Usłyszała śmiech Lyriany.
‒ Nie Krainą Zagadek. Eyllistlarn. To moje nazwisko.
Malwa cieszyła się, że łowczyni nie widziała jej twarzy, bo poczerwieniała ze wstydu. Zawsze miała problemy z rozróżnieniem nazwisk w obcych językach, bo nigdy nie była pewna, czy dobrze rozumie, czy może jednak te słowa miały mieć dosłowne znaczenie. Już miała otworzyć usta by przeprosić, gdy usłyszała nagłe kaszlnięcie. Natychmiast się odwróciła.
‒ Nie smakuje ci? ‒ zapytała Malwa, zatroskana. Czyżby jednak trzymała curry za długo na ogniu?
‒ Nie, nie ‒ odparła szybko Lyriana. Kaszlnęła jeszcze raz, po czym przełknęła głośno. ‒ Ale… może zamiast kwiatu, przyniesiesz mi nieco wody?
.png)


Komentarze
Prześlij komentarz