2.5

 

‒ Na zdrowie!

Dźwięk czterech kufli uderzających o siebie zniknął w gwarze karczmy. Malwie jednak udało się wyłapać uporczywe stękanie tuż przy swoim uchu. Szybko zniżyła swój kufel i stuknęła się nim z siedzącą obok niej Serune. Twarz dziewczynki natychmiast pojaśniała. Z dumną miną w końcu się napiła, a bardka poszła zaraz za nią. Chłodny, słodki napój chociaż na chwilę ukoił jej skołatane nerwy.

Tak jak się spodziewała, magia Drzewa szybko przeminęła. Dlatego też, mimo że Irriel i Lyrianie udało się w miarę do niej dotrzeć, niepokój ponownie wkradł się w jej serce, gdy tylko odeszły od polany. Próbowała nie dawać tego po sobie poznać. Koniec końców, gdy nie bolała jej głowa, łatwiej było jej ukrywać swoje uczucia. Mimo to, jedno spojrzenie na Irriel wystarczyło, żeby stwierdzić, że nie ma sensu udawać.

Możliwość postawienia wszystkim zamieszanym napoju w Błędnym Ogniku trochę jednak pomogło jej pogodzić się z pomyłką. Szczególnie, że Lyriana zaciągnęła ze sobą również Zaine, także Malwa mogła ją przeprosić osobiście. Nawet, jeśli jej przeprosiny od pewnego momentu zaczęły się powtarzać.

‒ Jesteście pewne, że wszystko w porządku? ‒ zapytała. Siedząca po drugiej stronie stołu Zaine przewróciła oczami.

‒ Po raz czwarty, Malwo. Tak. Wszystko w porządku ‒ odparła, opierając brodę na dłoni. Malwa przygryzła wargę i już chciała się odezwać, gdy Lyriana postanowiła się wtrącić.

‒ Uwierz nam. Koniec końców, na tym polega nasza praca ‒ rzuciła, opierając się o tył ławy. Założyła nogę na nogę, a na jej ustach zatańczył przewrotny uśmieszek. ‒ Nawet Serune nigdy by za coś takiego nie przeprosiła.

Malwa prychnęła pod nosem, czując, jak czerwienią jej się policzki. Tymczasem dziewczynka oderwała się na chwilę od swojego napoju, aby rezolutnie przytaknąć.

‒ Tak! ‒ wykrzyknęła. Uniosła wzrok na bardkę i dodała pewnym siebie tonem: ‒ Tata zawsze mi to tłumaczył! Łowczy są po to, żeby pomóc, bo potem jak się czegoś nie zgłosi, może stać się innym krzywda!

Przez stolik przetoczył się śmiech. Irriel pogłaskała Serune po włosach, a Malwa szybko odwróciła spojrzenie. Naprawdę, żeby nawet dziecko udowadniało jej, że nie miała czym się przejmować!

Sęk w tym, że na logikę, Malwa wiedziała, że nie miała powodu do wstydu. To, co teraz powiedziała Serune, było czymś, co Roy wbijał jej do głowy od dzieciństwa. Jeśli coś się dzieje, a ty masz zaufanie do rządzących, zgłaszaj to strażnikom. Tylko w wypadku, gdy mieli prawo sądzić, że obecny system niekoniecznie miał na względzie dobro swoich obywateli, mogła kombinować. A w Ferrengrove? Nie miała powodu do takich podejrzeń.

Westchnęła, próbując odrzucić od siebie kolejną falę poczucia winy. Koniec końców, czy w ten sposób nie pokazała Lyrianie, jak niewiele jej ufa? Będzie musiała to jakoś naprawić.

Przeniosła spojrzenie na resztę karczmy. Szczerze mówiąc, nieco dziwiło ją to, ile elfów przychodziło tu co wieczór. W większych miastach oczywiście wielu było stałych bywalców karczm, tawern czy innych miejsc, w których można było albo dobrze zjeść, albo się zabawić. Jednak nieczęsto zdarzało się, aby było to wręcz całe społeczeństwo.

Z drugiej strony… Już wcześniej zauważyła, że mieszkańcy Ferrengrove zdawali się być ze sobą blisko. Taka karczma to mogło być jedno z niewielu miejsc w których można było się zrelaksować i spędzić ze sobą czas. Inaczej pozostawałyby tylko ich własne domy, jezioro i Drzewo Spokoju. Niewielki wybór.

Malwa zerknęła na Kolvara, w tym momencie rozmawiającego z Naifelrią. Kontrast między nimi sprawiał, że dziewczynie uniósł się kącik ust. Naifelria już miała założone ręce na piersiach, ale przynajmniej kołysała się w rytm muzyki. Na jej twarzy malowało się jednak znajome Malwie niezadowolenie. Tymczasem za ladą, Kolvar wydawał śmiać się z uwag, jakie posyłała w jego stronę radna. Gdy się ich obserwowało, zdawać by się mogło, że patrzyło się na słońce próbujące stopić potężną górę lodową.

‒ Czy w radzie często zdarzają się kłótnie? ‒ zapytała zaciekawiona. Lyriana i Zaine na moment zmarszczyły brwi, ale kiedy ich wzrok powędrował w stronę Malwy, Zaine wzruszyła ramionami.

‒ Jak wszędzie. A przynajmniej tak mi się zdaje ‒ odparła. ‒ Naifelria lubi stawiać na swoim, Kolvar szuka rozwiązań, które raczej zadowalają innych…

‒ Saila z kolei stara się ignorować Naifelrię ‒ dodała Lyriana. Coś figlarnego błysnęło w jej oczach. Malwa zerknęła na nią, dając jej znak, żeby kontynuowała, ale elfka tylko machnęła ręką. ‒ Powiedzmy, że podczas gdy Kolvar stara się je obie zmiękczyć, a Saila zazwyczaj jest… Łagodnie stanowcza, potrafią się pokłócić. Od tego jest Ruemar, żeby ich wszystkich w miarę godzić ze sobą.

Irriel kaszlnęła, co brzmiało jak nieudolnie ukryty chichot. Gdy dostrzegła, że wszystkie kobiety się w nią wpatrują, pokręciła głową, zagarniając za ucho siwe pasmo włosów.

‒ Bardzo lubicie się opierać na Ruemarze. A prawdą jest, że jest tak samo uparty, co Naifelria. ‒ Lyriana już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale medyczka nie dała jej się wtrącić. ‒ To prawda, że bywa najrozsądniejszy, ale przy naszej drogiej krawcowej, nawet rozgniewana mantykora wydaje się być ostoją mądrości.

Malwa i Zaine parsknęły cichym śmiechem. Natomiast Lyriana wciąż wyglądała na oburzoną. Założyła ręce i mruknęła cicho:

‒ Jego decyzje rzadko kiedy okazują się błędne.

Irriel wyciągnęła rękę, aby poklepać ją po ramieniu.

‒ Zgadza się, Lyria. Co nie znaczy, że jest nieomylny. Czasami on też potrafi głupio się zachować. Na przykład zapominając o swoich lekach.

Malwa zamrugała. Kusiło ją żeby zapytać, co to za leki, ale ugryzła się w język. Nie sądziła, że takie pytanie byłoby na miejscu. Co innego wypytywać po karczmach czy król lub księżniczka są obłożnie chorzy, a co innego pytać małe społeczeństwo o zdrowie ich najważniejszego radnego. Nie wyobrażała sobie, żeby w ten sposób zyskała czyjąkolwiek przychylność. Dlatego, ignorując palące spojrzenie Naifelrii na swoich plecach, postanowiła nieco zmienić temat:

‒ Skoro takie mocne z nich charaktery, nie przydałby się im ktoś jeszcze? Macie właściwie jakiś system wybierania radnych?

To pytanie przynajmniej sprawiło, że Lyriana się rozchmurzyła.

‒ A co, planujesz do nich dołączyć?

Malwa zaśmiała się.

‒ Wydaje mi się, że jestem chyba odrobinkę za młoda, nie sądzisz? ‒ Chciała dodać jeszcze jedną, bardziej odważną uwagę, ale przypomniała sobie o przysłuchującej się im Serune. Poprzestała więc tylko na przeciągłym spojrzeniu. Przewrotny uśmieszek Lyriany i tak utwierdził ją w przekonaniu, że wyłapała aluzję.

‒ Możliwe, że tak ‒ przyznała. Tymczasem Zaine głośno westchnęła.

‒ Naprawdę zamierzamy rozmawiać o takich sprawach o tej porze? Jesteśmy w karczmie, Malwo. To czas na odpoczynek, nie pracę!

‒ Wybacz. ‒ Bardka przerzuciła włosy na plecy. Igiełka wstydu ukłuła ją w serce, ale natychmiast się rozpłynęła. ‒ Po prostu próbuję to zrozumieć. Macie inny ustrój od… Cóż, prawie całego Faerunu. Nigdy się z czymś takim nie spotkałam.

Zaine uniosła powątpiewająco brew.

‒ Aż takie masz doświadczenie? ‒ Zlustrowała ją uważniej spojrzeniem. ‒ Bez urazy, ale… Na ile się na tym znasz? Wiem, że bardowie dość sporo podróżują, ale…

Malwa odsunęła się na krześle, przez chwilę patrząc w sufit, jakby szukając tam dobrej odpowiedzi. W końcu westchnęła.

‒ Powiedzmy, że jako baronówna musiałam się wyuczyć naprawdę wielu różnych ustrojów. ‒ Przechyliła głowę do boku. ‒ W sumie… Jak teraz sobie myślę, to rady starszych, czy po prostu rady się zdarzają, ale chyba każde państwo ma jakieś swoje innowacje. ‒ Oparła brodę na dłoni. Roy zazwyczaj szybciej orientował się w takich sprawach, niż ona. ‒ Po prostu chcę uczynić waszą pracę łatwiejszą. ‒ Dodała, spoglądając z powrotem na Zaine. Przygryzła wargę, żeby powstrzymać się od chichotu.

Nie miała pojęcia, kto miał bardziej zszokowaną minę: Zaine, czy Serune. Obie wpatrywały się w nią, jakby właśnie powiedziała im, że księżyc wpadł pod wodę. Jednak podczas gdy wydawało się, że dziewczynka była po prostu bardzo podekscytowana i niemal podskakiwała w miejscu, Zaine wyglądała, jakby ktoś uderzył ją w twarz. Za nimi Lyriana i Irriel tylko cicho się zaśmiały.

‒ Jesteś baronówną? ‒ wykrzyknęły równocześnie.

‒ Sza! ‒ Malwa szybko przysunęła się bliżej nich. ‒ Jestem, jestem. ‒ Tu uniosła rękę, na której nosiła sygnet. ‒ Ale to tajemnica ‒ dodała ciszej, patrząc głównie na Serune. 

Mina dziewczynki spoważniała. Pokiwała głową i wyprostowała się. W jej oczach wciąż błyszczała ekscytacja. Coś w bardce ścisnęło się, widząc tę reakcję. Dla Serune pewnie taka rola to było coś fascynującego. Coś, co znała tylko z baśni i opowiadań. Ciemne strony takiej roli zapewne były przed nią ukrywane. A Malwa… Niekoniecznie chciała niszczyć to dziecięce wyobrażenie.

Za to Zaine wyraźnie już wiedziała nieco więcej. Gdy minął pierwszy szok, zmarszczyła brwi. Zerknęła w stronę Serune, najwyraźniej uważnie ważąc słowa.

‒ I ty tak… Możesz? Bez orszaku, specjalnych pozwoleń i tak dalej?

Malwa wzruszyła ramionami.

‒ Zazwyczaj nie. Ale… Mam pozwolenie ojca. Chciał, żebym zobaczyła trochę świata, nauczyła się odpowiedzialności i takie tam. ‒ Machnęła lekceważąco ręką. ‒ W sumie, Lyriana miała podobną reakcję.

Zaine i Serune natychmiast odwróciły się w stronę elfki, która uniosła dłonie.

‒ Na moją obronę, nie wydawało mi się to takie ważne.

‒ Takie ważne? Przecież… Co jeśli… ‒ Zaine urwała, spoglądając szybko na Serune. ‒ …jej się coś stanie? Nie… Wpadniemy w kłopoty?

‒ Nie ‒ odparła szybko Malwa. ‒ Ojciec nie pilnuje mnie aż tak dokładnie. Rzadko kiedy zostaję na długo w jednym miejscu, więc zanim dotrą do niego jakiekolwiek wiadomości ode mnie, już jestem gdzie indziej. Także, gdyby coś mi się stało, mało kto by się dowiedział. ‒ Wyciągnęła się, żeby poklepać Zaine po ramieniu. ‒ Więc jeśli martwi cię jakaś zbrojna odsiecz, to przestań się przejmować. Nie masz czym.

Jej słowa wyraźnie uspokoiły kobietę. Pokiwała głową, a gdy ponownie spojrzała na Malwę, w jej złotych oczach błysnęły przewrotne iskierki. Jednak zanim zdążyła się odezwać, Irriel postanowiła się wtrącić.

‒ Nie wiem, czy jest to coś, czym warto uspokajać innych. ‒ Pomimo tego, że miała łagodny ton, jej słowa sprawiły, że nagle atmosfera spoważniała. Malwa zamrugała gwałtownie.

‒ Z punktu widzenia strategicznego i bezpieczeństwa Ferrengrove, tak ‒ odparła, może nieco bardziej zachowawczo niż było trzeba. Irriel jeszcze przez chwilę uważnie jej się przyglądała, ale widząc, że Malwa nie odwracała spojrzenia, w końcu ciężko westchnęła i upiła łyk ze swojego kufla.

‒ Niech ci będzie.

Słychać było, że nie podzielała zdania Malwy, ale wyraźnie odpuściła. Bardka zacisnęła usta. W końcu jak miała im wytłumaczyć, że ukrywa się przed ojcem? W dodatku w obecności Serune? Pierwszą osobą, która dowiedziałaby się o jej śmierci, byłby Roy. Potem matka, a dopiero na końcu Elodie i ojciec. Może i ktoś by zapłakał, nie zaprzeczała. Ale… Nie to było tematem rozmowy.

Całe szczęście, że Serune postanowiła nieco go zmienić.

‒ A… A jak to jest być baronówną? Co robiłaś? Masz zamek? Pałac? Skąd pochodzisz?

Malwa uśmiechnęła się do niej ciepło.

‒ Pochodzę z Kelazzan. ‒ Poklepała ją po głowie. ‒ A z dalszymi pytaniami… Może poczekajmy do jutra, co? ‒ Widząc zawiedzioną minę dziewczynki, szybko dodała: ‒ Będziesz miała czas, żeby sobie je wszystkie spisać i zadać mi je po kolei. ‒ Kątem oka zauważyła, że Lyriana również się wychyliła. W jej ciemnych oczach dostrzegła zaciekawienie.

‒ Niech będzie ‒ wymamrotała Serune z niezadowoloną miną. Irriel nagle pstryknęła dziecko delikatnie w czoło.

‒ Nie bądź niegrzeczna, kochanie.

‒ Ale mamo…

Podczas gdy matka i córka zaczęły się ze sobą sprzeczać, Lyriana nachyliła się ponad Serune do Malwy i szepnęła jej do ucha:

‒ A czy ja będę mogła ci zadać kilka pytań poza kolejką?

Bardka zadrżała, czując ciepło jej oddechu. Złapała ją pod stołem za palce i pogłaskała, rzucając jej sugestywne spojrzenie.

‒ Za opowiedzenie mi o Arielisie, ty będziesz miała pierwszeństwo ‒ odszepnęła, obniżając nieco swój głos. Pozwoliła sobie na usatysfakcjonowany uśmieszek, czując, że Lyriana ścisnęła ją mocniej za dłoń. ‒ Może nawet odpowiem ci na kilka wieczorem.

Łowczyni uniosła brew, na co Malwa jedynie zrobiła wyzywającą minę. W tej chwili naprawdę miała ochotę ją pocałować.

‒ Hej! Żadnych flirtów przy dziecku! ‒ Zaine wycelowała w nie groźnie palec. Jednak żadna z nich się nie speszyła. Bardka spojrzała tylko na nią z ukosa, a Lyriana prychnęła.

‒ Jakbyś nie zwróciła na to uwagi, nikt by się nie zorientował, Zaine.

‒ Może, ale gdzie twoje maniery? ‒ Spojrzenie kobiety przeniosło się na Malwę. ‒ W końcu podrywasz panienkę baronównę.

Bardka głośno jęknęła. W uszach zabrzmiał jej śmiech Zaine.

‒ I właśnie dlatego nie ogłaszam tego wszem i wobec ‒ wymamrotała pod nosem. Nieco ją pocieszyło, że Lyriana ponownie ścisnęła ją za rękę. Może i była to pół prawda; owszem, nie lubiła z jak skrajnymi reakcjami się spotykała, gdy ktoś poznawał jej tytuł, bardziej przeszkadzał jej ciężar wspomnień, związanych z nim, ale wciąż… Miło było otrzymać ciche wsparcie.

‒ Moje maniery już dawno zostały porzucone na ulicy, więc masz szczęście, że jeszcze umiem się zachować wśród ludzi ‒ odgryzła się elfka. Malwa zastrzygła uszami. Chciała zadać jakieś pytanie, ale Zaine zaczęła ironizować i moment umknął. Odnotowała więc sobie to w pamięci i przez chwilę przysłuchiwała się obu rozmowom, nie wtrącając się. Na jej ustach tańczył uśmiech, podczas gdy Lyriana i Zaine sobie dogryzały, a Serune zaczęła ustalać z Irriel o co zapytają bardkę następnego dnia. Ponownie ciało Malwy wypełnił spokój, ciepło, które sprawiło, że westchnęła ukontentowana.

Lubiła obserwować takie sceny. Wypełniały one  jakąś pustkę w jej sercu, o której zazwyczaj nie myślała. Jednak gdy tylko widziała, jak inne istoty po prostu… Wyraźnie czuły się ze sobą swobodnie w sposób, który był dla niej do tej pory nieosiągalny, poruszało to w niej jakąś strunę. I inaczej niż kilka dni wcześniej u Irriel, gdy taka… rodzinna wręcz atmosfera budziła w niej dyskomfort, tutaj napawała się nią, pragnąc by trwała jeszcze kilka chwil dłużej. Na długo zachowywała takie momenty w sercu, czasami do nich wracając, nie bardzo rozumiejąc dlaczego.

Nagle gwałtownie poderwała głowę, gdy do jej uszu dotarła muzyka rozbrzmiewająca właśnie po karczmie.

– Malwa? – usłyszała obok głos Lyriany. Niemo uniosła dłoń, wsłuchując się w pierwsze takty melodii. Spokojna, melancholijna muzyka zaczęła zwracać uwagę coraz większej ilości gości.

Malwa zamrugała, czując jak serce bije jej coraz szybciej w ekscytacji i nagłym wzruszeniu. Wiedziała, jakie słowa zaraz popłyną z ust grającego barda jeszcze zanim zaczął śpiewać. Dobrze pamiętała, jak drżącą od emocji ręką wykreślała je na tamtym statku, próbując się desperacko uspokoić po pożegnaniu z Royem.


Kiedy znów zawieje tu

Kiedy znów zawieje zimny wiatr

Uwieszę się białych chmur

I odfrunę, i odfrunę w dal


Ponad maluteńki staw

Ponad maluteńki cichy jar

Sarnie oczy, wilczy duch

Ludzkie serce - przekleństwo czy skarb *


Rozmowy w karczmie już w zupełności ucichły. Najwyraźniej była to najnowsza pieśń w repertuarze barda. Malwa znała swoją wartość. Wiedziała, że jej utwory były dobre, ale raczej bez odpowiedniego przygotowania nie zwróciłaby nimi na siebie uwagi praktycznie całości karczmy, przerywając przy tym rozmowy. Siedzące obok niej kobiety również umilkły. Irriel wygodniej oparła się o krzesło, prostując się. Zaine położyła ramię na oparciu, odwracając się. Serune przelazła przez Lyrianę, siadając na kolanach matki, żeby mieć lepszy widok, a Lyriana z ciekawością zerkała to na Malwę, to na grajka.

Sama bardka natomiast po prostu słuchała. Wzrok miała wlepiony w mężczyznę na scenie. Użył nieco niższej tonacji niż gdy ona to śpiewała, ale to było zrozumiałe. Koniec końców, tenor rzadko kiedy dobrze by brzmiał przy sopranie.

Podobało jej się na razie, jak zaczął. Miękko, z wyraźnym zamyśleniem. Jego palce zgrabnie uderzały o struny, ani przez chwilę nie gubiąc rytmu.


Frunę teraz ponad lasy

Frunę ponad każdy płot

Ponad morgi, ponad lasy

Ponad gwiazdy, hen daleko stąd


Echo pomsty ludzkich słów

Jak odległe, jak odległe tło

Co tam chcesz, sobie mów

Nie dochodzi tutaj już twój głos


Nie mogła się powstrzymać. Bardzo cicho, tak, żeby nie przeszkadzać innym, sama zaczęła śpiewać. Spojrzenie barda na razie nie zatrzymywało się na żadnym widzu. Wzrok miał utkwiony gdzieś daleko. Jasne, zimne światło magicznych lamp odbijało się w jego złotych piegach i nitkach wplecionych w czarne, krótkie włosy. Wyglądał na nieco bardziej rozmarzonego niż zamyślonego, ale Malwie to nie przeszkadzało. Koniec końców, każdy mógł nieco inaczej zinterpretować jej pieśń.

Tylko jak ona właściwie dotarła przed nią do Ferrengrove?


Ciepły wiatr powróci tu

I poniesie mnie jak puch

Uwieszę się białych chmur

I polecę, bywaj zdrów


Frunę teraz, w stronę gór

W stronę morza, w stronę snów

We mnie płomień, wilczy duch

Wiele zdartych ran i skór


Głos barda stał się bardzo miękki. Przyjemnie pieścił uszy, a Malwa nie mogła powstrzymać rozrzewnionego, choć trochę smutnego uśmiechu na dźwięk ostatnich słów pierwszej części refrenu. Pamiętała, że przepisywała tę część co najmniej pięć razy. Chwilami refren brzmiał o wiele za smutno, by zaraz sprawiać wrażenie zbyt wesołego. Dopiero gdy odsunęła od siebie wszystkie gorzkie uczucia związane z ojcem i rozstaniem z bratem, a skupiła na nadziei, wtedy słowa zaczęły nabierać większego znaczenia.

Szybkim ruchem otarła łzę, spływającą jej po policzku. Czując, jak Lyriana ściska ją za dłoń, odpowiedziała jej tym samym, a gdy dostrzegła jej zatroskane spojrzenie tylko się do niej delikatnie uśmiechnęła. Nie była przecież smutna. Bardziej… Wzruszona. Pierwszy raz właściwie słyszała swoją pieśń wykonywaną przez kogoś innego. A sam fakt, że był to właśnie ten utwór, utwór o nowym życiu, które miała nadzieję rozpocząć, dotykał ją jeszcze bardziej.

Nawet udało się jej zignorować, że bard w przerwie między refrenem a kolejną zwrotką, zamiast wokalizować cicho zanucił. Nadało to pieśni bardziej… zamyślonego wydźwięku, niż podróżniczego, jaki był w wydaniu Malwy.


Z nieba widok na szeroki,

Widok na szeroki wszystek świat

Pola kiej te wycinanki

Pola kiej z papieru mały kwiat


Hej, nieznane lądy

Jarmareczki roześmianych miast

Rany jak ten wiosny brzask,

Goi słońca ciepły blask


To chyba była jej ulubiona część oprócz refrenu. Pamiętała, że wtedy pisała to przez łzy, pragnąc, łaknąc tych wszystkich rzeczy, które opisywała. Usiłowała przelać w pieśń swoje niespełnione marzenia, chociaż częściowo wierząc w to, że może jeśli je wypowie, wtedy się spełnią.

Serce jej zadrżało na tamto wspomnienie i musiała wziąć głęboki wdech, żeby zupełnie się nie rozkleić. Na scenie rzadko kiedy dawała po sobie poznać, jak osobista była ta pieśń. Zazwyczaj sięgała po nią w mniejszych miastach, szczególnie takich, w których było wielu podróżnych, zmęczonych po trudach ścieżki lub gdy trafiała w miejsca toczone przez bezsensowne konflikty. Rzadko jednak wykonywała ten utwór w większych miastach; tam ludzie po prostu chcieli się zabawić, a ta pieśń była po prostu nieco zbyt melancholijna.

Najwyraźniej elfom z Ferrengrove jednak przypadła do gustu. Wszyscy wpatrywali się w barda, a Malwa z zadowoleniem zobaczyła, że nie tylko ją tak wzruszył tekst pieśni. Kilka kobiet i mężczyzn ukradkiem wycierało sobie oczy. Część uśmiechała się z jakimś rozrzewnieniem. Zaine raz po raz cicho wzdychała. Serune wpatrywała się w barda, jak zaczarowana, a ponad nią Irriel była wyraźnie zamyślona, podobnie jak i Lyriana. Łowczyni raz po raz wodziła kciukiem po dłoni Malwy. Bardce wydawało się, że jej ciemne oczy zrobiły się szkliste, ale nie miała pewności.

Tymczasem bard wrócił do refrenu, coraz bardziej zmiękczając swój ton. W jego wykonaniu, brzmiało to niemal jak kołysanka, coś, co mogłaby zaśpiewać buńczuczna matka swojemu dziecku. Malwa… Chyba zazwyczaj śpiewała ją tak, aby dodać słuchającym otuchy.

Dopiero wtedy spojrzenie barda uniosło się. Kobiecie zdawało się, że chyba skrzyżował z nią spojrzenia, ale mogło jej się to wydawać. Koniec końców sama wiedziała, że gdy ktoś po prostu patrzył na wprost, raczej obejmował wzrokiem całą widownię, nie skupiając się na jednej osobie. Na pewno nie takiej, która siedziała jak najdalej od sceny.

Bard w końcu opuścił wzrok, nucąc po raz ostatni i zamilkł.

W karczmie wybuchły oklaski. Kilka osób wstało z miejsc. Sama Malwa natychmiast się poderwała, klaszcząc najmocniej jak potrafiła. Otarła jeszcze kilka łez i odetchnęła. Miała wrażenie, że bard na nią patrzył, zanim się ukłonił. Zaśmiał się, widząc, że widownia jeszcze przez dłuższy czas nie zamierzała przestawać.

– No, no, tym razem Daelyn się postarał – powiedziała Irriel, gdy oklaski już ustały. Ona akurat nie wstała z miejsca, trzymając jedną ręką rozradowaną Serune, chroniąc ją przed upadkiem. Lyriana zaśmiała się z rozrzewnieniem.

– To prawda. Chociaż to chyba nie jest jego pieśń. Musiał ją usłyszeć, gdy ostatnio był z ojcem w Ordulinie. – Pokręciła głową, siadając z powrotem na miejscu. Zaine odwróciła się w ich kierunku.

– Skradziona czy nie, była całkiem, całkiem – przyznała, upijając łyk z kufla. – Ale Malwa chyba już tę pieśń znała, co nie? Słyszałam, jak zaczęłaś ją sobie podśpiewywać.

Bardka zaśmiała się. Zamknęła oczy, biorąc jeszcze kilka wdechów, żeby na wszelki wypadek uspokoić swój głos. Wzruszenie wciąż jednak przebiło się, gdy powiedziała:

– Oczywiście, że ją znam. – Oparła się łokciami o blat i pokręciła w zamyśleniu głową. Wciąż chciało jej się śmiać. Ciepło, jakie rozlało się w jej sercu, było porównywalne chyba tylko z tym, które poczuła, gdy pierwszy raz zebrała ogromne brawa na swoim pierwszym, dużym występie. – To moja pieśń.

Wszystkie cztery kobiety wlepiły w nią zdumione spojrzenia. Bardka oparła policzek na dłoni i uśmiechnęła się przewrotnie. Rude kosmyki opadły jej nieco na oczy.

– Niemożliwe. Przecież dopiero co tu przyjechałaś. Daelyn nie mógł jej poznać w Ordulinie – wytknęła przytomnie Zaine. Malwa wzruszyła ramionami.

– Sama nie wiem, skąd ją zna. Może jakiś inny bard przybył do Ordulinu przede mną, a był na jakimś moim występie? Będę musiała go o to zapytać. Ale… Miło jest usłyszeć, jak ktoś interpretuje twój utwór. Zawsze to jakieś ciekawe, świeże spojrzenie.

– Skąd wzięłaś inspirację? – zapytała Lyriana. – Wiesz, znam już kilka twoich pieśni, a ta… – Spojrzała z powrotem w stronę sceny. – Wydawała się taka… Inna. Bardziej osobista. – Wyglądała, jakby chciała jeszcze coś dodać, ale szybko ugryzła się w język. Malwa z zaskoczeniem zauważyła, jak delikatny rumieniec pokrył jej policzki. Ciekawe, o czym pomyślała.

Westchnęła.

‒ Cóż… ‒ zaczęła, niepewnie ważąc słowa. Niekoniecznie wiedziała, co ma powiedzieć, bez niepotrzebnego odsłaniania się. W zamyśleniu zaczęła kręcić swoim sygnetem na palcu. ‒ To była jedna z pierwszych pieśni, które napisałam. Pamiętam… Pamiętam, że w pierwszym mieście, które odwiedziłam, Thurldarze, spotkałam pewną dziewczynę, córkę bogatego kupca. Pomimo splendoru, w jakim żyła, była bardzo nieszczęśliwa. ‒ Sygnet zaczął kręcić się coraz mocniej. Wzrok Malwy odpłynął gdzieś w dal. ‒ Jej rodzice… Nie byli najlepszymi ludźmi. Wraz z matką żyły w strachu przed ojcem. Ta córka… Delfina. Bardzo chciała się wyrwać. Zacząć własny biznes. Ale bała się. Gdy z nią rozmawiałam, słyszałam, jakie wielkie ma pragnienie wolności. Chciałam jakoś ją w tym wesprzeć, dodać jej otuchy. Siedziałam więc… Oj, chyba z dekadzień, wymyślając jakąś pieśń. Gdy pierwszy raz ją jej zaśpiewałam, dość długo płakała. ‒ Zaśmiała się cicho, patrząc w dół. Włosy zupełnie przysłoniły jej świat, a mina na chwilę jej posmutniała. ‒ Ale… Chyba było to coś, czego potrzebowała. Pomimo zimy, postanowiła, że ucieknie, nie zważając na konsekwencje. ‒ Uniosła głowę i uśmiechnęła się do swoich słuczaczek. ‒ I tak zrobiła.

‒ Wiesz, co teraz u niej słychać? ‒ zapytała Lyriana. Wydawała się być… Zadumana. Ton miała lekko melancholijny, ale też pełen… Troski?

‒ Z tego co wiem, radzi sobie całkiem nieźle. Pewnie ojciec wciąż jej szuka, ale wierzę… Wierzę, że jest sprytniejsza od niego ‒ odparła Malwa. Próbowała zignorować ciężar w sercu, gdy wypowiedziała te słowa. W końcu, sama nie była ich pewna, ale… Musiała w to wierzyć. Inaczej nie dotarłaby tak daleko.

‒ Miejmy nadzieję w takim razie, że dobrze jej się wiedzie ‒ powiedziała Irriel z łagodnym uśmiechem. Bardka bezmyślnie pokiwała głową. Wzrok zatrzymał jej się na sygnecie. W magicznym świetle błysnęły inicjały. Szybko odwróciła wzrok.

Tymczasem Daelyn chyba postanowił rozruszać nieco gości. Zmienił melodię na skoczniejszą. Malwa w swoim zamyśleniu, zaczęła wystukiwać rytm stopą.

Czy ucieknie? Koniec końców, czasu i tak miała niewiele. Zostały jej cztery lata i jeden dekadzień aby znaleźć sposób na zabicie ojca. Jeśli jej się nie uda…

Powstrzymała się od dygotu.

Nie. Nie może tak myśleć. Już nie była tamtą zastraszoną dziewczyną. Nawet jeśli minie wyznaczony jej czas, jeszcze przez dłuższą chwilę powinna być w stanie się ukrywać. Roy by jej nie zdradził, może nawet próbowałby sabotować poszukiwania. Poradzi sobie. Musi sobie poradzić.

Nagły dotyk na jej ręku wyrwał ją z zamyślenia. Z zaskoczeniem spojrzała na Serunę, która, nie mogąc rozprostować zacisiniętych w pięść palców Malwy, chwyciła ją niepewnie za nadgarstek.

‒ Malwo… Pójdziemy potańczyć? ‒ zapytała. Bardka zamrugała. ‒ Proszę! Nigdy nie tańczyłam z… ‒ Dziewczynka urwała. Przysunęła się nieco bliżej Malwy i szepnęła: ‒ Z kimś takim jak ty.

To sprawiło, że bardka nieco się rozchmurzyła. Wstała i uroczyście dygnęła przed dziewczynką, powstrzymując się od chichotu, gdy zauważyła jej urzeczoną minę.

‒ Ależ oczywiście, panienko Serune. To będzie dla mnie zaszczyt.

I już sama podała Serune dłoń. Dziewczynka z radosnym piskiem ją chwyciła i pociągnęła w stronę parkietu, gdzie już zbierały się inne pary. Malwa zdążyła tylko posłać przepraszający uśmiech w stronę Lyriany, która udała oburzoną. Zaine zaśmiała się a Irriel wyglądała na podejrzanie zadowoloną z siebie.

Przez chwilę, Malwa po prostu trzymała Serune za obie ręce, mocno się nachylając w jej stronę i kołysząc się na boki. Ale gdy Daelyn zaczął nieco przyspieszać rytm, Malwa dostrzegła, że dziewczynka nie nadążała, pomimo starań. Ze śmiechem wzięła ją po prostu na ręce i złapała ją za jedną dłoń. Teraz mogła tańczyć, nie frustrując przy tym dziecka.

Włosy wirowały wraz z nią, spódnica malowniczo się rozpościerała, a obcasy bardki wesoło uderzały w takt rytmu. Gdzie nie spojrzała, widziała zadowolonych ludzi. Pary wokół niej to chichotały, to wymyślały coraz to nowsze figury. Ci, którzy siedzieli, wyklaskiwali rytm. Daelyn wyraźnie był w swoim żywiole i zachęcał do dalszej zabawy.

Nagle, ktoś nieznajomy chwycił Malwę za rękę. Zanim zdążyła zareagować, poczuła, że została wciągnięta w wesoły korowód. Gdzieś w oddali zobaczyła lidera, który zaczął prowadzić linię przez całą karczmę. Bardka szybko postawiła Serune obok siebie i wspólnie zaczęli podskakiwać w rytm muzyki, dając się wciągnąć w zabawę.

Tłum wyciągał ręce do siedzących. Samej Malwie udało się wciągnąć kilka osób, ale gdy tylko spojrzała w stronę swojego stolika, Zaine szybko zakryła się rękami, a Lyriany już przy nim nie było. Stała przy ladzie i posłała uśmieszek w stronę Malwy, coś jeszcze domawiając. Bardka tylko pokazała jej język, wciągając przy okazji do korowodu Irriel.

Jakiekolwiek mroczne myśli, które wcześniej czaiły się jej w głowie, teraz zupełnie odpłynęły w dal. Niemal kompletnie oddała się zabawie, śmiejąc się i tańcząc z zupełnie nieznanymi jej ludźmi. Właśnie dla takich chwil chciała żyć. Aby bawić się z innymi, dzielić się swoim szczęściem i po prostu czuć radość z przebywania z innymi. Nieważne, czy ktoś się potknął czy zgubił rytm, ktoś dalej był w stanie szybko pomóc, a korowód szedł nieprzerwanie.

Na wszystkie gwiazdy, będzie za tym tęsknić.

Za tą wyraźną bliskością między ludźmi, za poczuciem, że taka mała społeczność może się dobrze bawić, śpiewać i wspierać wzajemnie, nawet w najdrobniejszych sprawach. Niby spędziła tu tylko niespełna dekadzień, a coś… Coś podpowiadało jej, że długo będzie wspominać tę miejscowość. Ludzi, których tu poznała.

Ale czy osiągnie swój cel? Nie była przecież pewna, czy przekona do siebie radę. Naifelria wciąż wyraźnie jej nie lubiła. Kolvara jeszcze nie zdążyła wystarczająco do siebie przekonać, a Saili wciąż nie poznała. Nie miała pojęcia, czy jej tymczasowy zawód jako uczennica medyczki przysporzył jej przychylności. Będzie musiała usiąść i porządnie przemyśleć kolejne kroki…

Korowód wyszedł poza karczmę aby po pewnym czasie zakręcić i wrócić z powrotem do środka. Malwa musiała szybko przytrzymać Serune, która potknęła się i złapała za jej spódnicę. Pogłaskała ją po głowie, natychmiast ruszając dalej w tan.

Ale może jak wróci do domu.

Potrząsnęła głową ze śmiechem.

Do domu Lyriany.

Korowód dotarł z powrotem na parkiet, a Daelyn uderzył w ostatnią nutę.

‒ Dziękuję! Jesteście naprawdę wspaniali! ‒ wykrzyknął bard. Omiótł wzrokiem tańczących. Tym razem Malwa miała pewność, że jego wzrok zatrzymał się na niej. Posłał jej szelmowski uśmieszek, na co ona uniosła tylko brew. Po chwili jednak odwróciła wzrok, czując, że Serune ciągnie ją za rękę, żeby się pochyliła. Z ciekawością kucnęła i zaśmiała się, gdy dziewczynka pocałowała ją w policzek.

‒ Dzięki za taniec ‒ wymamrotała jej do ucha. Malwa ujęła ją za policzek i pogłaskała.

‒ Nie ma za co ‒ odparła szczerze. W tym momencie tyle szczęścia wypełniało ją całą, że miała wrażenie, że pęknie. Ciepło karczmy, pot tańca czy tłum zupełnie jej w tej chwili nie przeszkadzał. O wiele bardziej wolała takie zabawy od sztywnych bali u możnych, gdzie rzadko mogła zatańczyć nawet z własną siostrą, a co dopiero z bratem.

Na myśl o Elodie, coś drgnęło w sercu bardki. Coś… Równocześnie gorzkiego, rozżalonego, co tkliwego. Przez chwilę, zamiast twarzy Serune widziała bladą twarz Elodie, ale jeszcze przed czasami, gdy malowała się na niej wiecznie skrzywiona mina. Kiedy w jej brązowych oczach błyszczała fascynacja i uwielbienie do starszej siostry.

Malwa zamrugała. Zacisnęła usta i nagle porwała Serune w ramiona, mocno ją przytulając. Dziewczynka nie protestowała. Chętnie oddała uścisk i wtuliła się w policzek Malwy, chichocząc cicho. Bardka zaś zwalczyła nagłe rozrzewnienie i odetchnęła.

‒ Chodź. Chyba musimy się napić ‒ powiedziała wesoło, nie dając po sobie poznać chwili słabości. Nawet gdy dotarł do niej głos Irriel:

‒ To z pewnością. Za stara już jestem na takie zabawy.

‒ Mamo! ‒ wykrzyknęła oburzona Serune. ‒ Nie jesteś stara!

‒ Miło mi, że tak myślisz, Serune ‒ odparła Irriel, ciężko opadając na ławę. ‒ Ale mam już swoje lata.

‒ Których po tobie nie widać ‒ mruknęła Zaine. Malwa rozejrzała się, podchodząc do stołu.

‒ Gdzie Lyriana?

‒ Rozmawia teraz z Sailą przy ladzie ‒ odparła druga łowczyni. Bardka zerknęła w tamtą stronę i momentalnie zamarła.

Elfka faktycznie opierała się o ladę, czekając, aż Kolvar zrobi zamówione napoje. Ale tuż obok niej… Stała dowódczyni, na którą Malwa natknęła się rano. Nie miała już zbroi, przebrała się w lekki, bladoróżowy strój z oliwkowymi akcentami. Tylko na jej piersi błyszczał na złoto napierśnik. Przy prawym warkoczu miała wpiętą ozdobę z farbowanymi przy końcach na różowo piórami sowodźwiedzia.

‒ Na Tyra, zrobiłam z siebie idiotkę przed Sailą? ‒ jęknęła, chowając twarz w dłoniach. Co za świetne pierwsze wrażenie! Zrobić z siebie panikarę!

Zaine wzruszyła ramionami.

‒ Czy ja wiem, czy idiotkę? Jak odeszłaś z Lyrianą, to mruknęła, że chyba rzeczywiście źle cię oceniła.

Malwa łypnęła na nią spomiędzy palców.

‒ Jesteś pewna?

‒ Znam ją całe moje życie ‒ odparła elfka. ‒ Saila wysoko sobie ceni trzeźwe myślenie. A to, że odmówiłaś planowania bez znajomości terenu pozytywnie ją zaskoczyło. Ona nie lubi, gdy ktoś się niepotrzebnie wtrąca w jej pracę. Więc, skoro tak ci zależy na jej aprobacie… To najgorsze co możesz zrobić, to teraz ją za to przeprosić.

Malwa westchnęła i kiwnęła głową. W takim razie, będzie musiała chyba zaufać Zaine. Zerknęła jeszcze na Lyrianę. Po spojrzeniach, jakie ona i Saila jej posyłały miała wrażenie, że rozmowa chyba jest o niej. Uśmiechnęła się do nich półgębkiem, nie podchodząc. Wolała tego nie robić bez wyraźnego zaproszenia, szczególnie, że Naifelria, wciąż stojąca przy ladzie, również jej się przyglądała.

‒ Poza tym, nie będziesz gorsza od Lyriany, gdy po raz pierwszy tu przybyła ‒ mruknęła Zaine. Bardka natychmiast odwróciła głowę.

‒ Naprawdę? ‒ zapytała ze szczerym zdumieniem. 

‒ Owszem ‒ włączyła się do rozmowy Irriel. Mówiła teraz ciszej, a gdy Malwa spojrzała w jej stronę, zrozumiała dlaczego. Serune, wyraźne wyczerpana po tańcu, położyła się na kolanach matki i przysypiała. Bardka poczuła, że coś ściska jej się w gardle, gdy medyczka spojrzała czule na córkę i zaczęła przeczesywać jej włosy. Przebrała palcami niepewnie. ‒ Przybyła tutaj… Ojej. Może dwadzieścia lat temu?

‒ Chyba trzydzieści. Serune jeszcze wtedy się nie urodziła, dlatego Faelar miał czas ją nagabywać ‒ odparła Zaine sponad kufla. Malwa odepchnęła od siebie to dziwne uczucie i z powrotem skupiła się na rozmowie.

‒ Nagabywać?

‒ Wiesz, ty ją poznałaś, jako słodką, chętną do wybryków elfkę ‒ rzuciła Zaine, uśmiechając się przekornie. Malwa tylko przewróciła oczami. ‒ I taka jest… Gdy chce. My też w pierwszej chwili wzięliśmy ją za flirciarę. A prawda jest taka, że to najbardziej uparty, samotny osioł, jakiego znam.

‒ Hej! ‒ uniosła się Malwa. ‒ Jest uparta, ale…

‒ Spokojnie. Mówię to, bo ją kocham. ‒ Malwa zamrugała. Zaine otworzyła szerzej oczy i zamachała rękami przed sobą: ‒ Znaczy. Nie w ten sposób. Nawet próbowałyśmy, ale to nie dla nas. Wolę ją jako przyjaciółkę. ‒ Łowczyni zerknęła w stronę lady. ‒ Pomimo jej wad.

Bardka pokiwała głową. Zmarszczyła na chwilę brwi, zastanawiając się, skąd to nagłe uczucie paniki, które ją ogarnęło, ale wzruszyła ramionami. Może to ten sam głupi przestrach, co wcześniej.

‒ W każdym razie. Lyria kiedyś zachowywała się inaczej ‒ przyznała Irriel. ‒ Gdy do nas przybyła, pracowała jako łowczyni potworów. Mieszkała w chatce w lesie, pomiędzy Daerlunem a nami. Słyszeliśmy o niej od okolicznych wsi. Pewnego razu, w naszych lasach pojawiła się plaga wiwern. Nie radziliśmy sobie z nimi dobrze, a Saila nawet podejrzewała, że to sprawka jakiejś starej wiedźmy. Potrzebowaliśmy kogoś, kto mógł to sprawdzić, a tak się składa, że Lyria… Dobrze zna się i na smokowatych, i na fey. Faelar sprowadził ją do Ferrengrove do pomocy. Na początku była po prostu dla wszystkich uprzejma.

Zaine prychnęła.

‒ Aż za bardzo. Siadała wspólnie z drużyną do stołu, ale nie dawała się wciągać w rozmowy o sobie. Chociaż… Twój Faelar próbował.

Irriel uśmiechnęła się do siebie. Spojrzała czule na Serune i pogłaskała ją po policzku.

‒ Miał do tego dar. Zawsze starał się zjednywać ludzi.

Zaine pokiwała głową.

‒ To prawda. W każdym razie, tropienie chwilę im zajęło, ale gniazdo zostało wybite. Na szczęście, obyło się bez wiedźmy. Lyriana zamierzała od razu do siebie wrócić, ale zatrzymał ją Ruemar. Przekonał ją, by została na chwilę u niego. ‒ Kobieta pokręciła głową. ‒ Pojęcia nie mam, co takiego jej nagadał, nie pytaj mnie, ale… Cokolwiek by to nie było, postanowiła zostać. I uwierz mi, szło jej to jak po grudzie. Lata w lesie chyba sprawiły, że zapomniała, jak się zachowywać wśród ludzi. Jeśli wcześniej była uprzejma, to nagle zrobiła się strasznie sztywna.

‒ Nie bądź dla niej taka surowa ‒ upomniała ją Irriel. ‒ Ale rzeczywiście, trudno było jej się przyzwyczaić do wioski. Dobre pięć lat minęło, zanim udało mi się zatrzymać ją u siebie na chociażby herbatę, pomimo zaproszeń moich i Fae. 

Malwa spojrzała jeszcze raz na Lyrianę, która właśnie zaśmiała się z żartu Kolvara. Teraz nie wyglądała na taką zagubioną. Bardka nie mogła powstrzymać uśmiechu, który rozciągnął jej usta. Chyba… Były do siebie bardziej podobne, niż myślała.

‒ Być może po prostu się czegoś obawiała ‒ powiedziała cicho. ‒ I trudno jej było wam zaufać.

‒ W punkt, Malwo ‒ rzuciła Zaine. Westchnęła głęboko. ‒ Wciąż nie wiem, co to było, ale siecze ją to do dziś. 

Bardka pokiwała smutno głową, zamyślona. Ciekawość paliła ją od środka, wymieszana z troską. Może… Może nie dbała jakoś mocno o Lyrianę, ale myśl o tym, że coś mogło ją tak męczyć sprawiała, że Malwa chciała jakoś jej pomóc. To pewnie przez to, że łowczyni zaopiekowała się nią.

Wiedziała jednak, że nie powinna pytać. Temat na pewno był delikatny i osoba wciąż obca, nie powinna się wtrącać. Jakaś część niej poczuła gorycz, że Lyriana pewnie nigdy nie zaufa jej na tyle, by o tym opowiedzieć, bo nie będzie miała dość czasu by zbudować tak głęboką więź. Szybko jednak odrzuciła to od siebie. Tak będzie lepiej dla nich obu.

‒ Wyjdzie z tego ‒ powiedziała Irriel z pewnością. Ona również zerknęła w stronę Lyriany. ‒ Potrzebuje jeszcze trochę czasu i odpowiedniej osoby, ale z tego wyjdzie.

Gorycz stała się potężniejsza i Malwa wręcz musiała się napić, żeby poczuć w ustach jakiś inny smak. Nie była przecież zazdrosna. Ustaliły sobie coś z Lyrianą i nie zamierzała tego łamać, tylko dlatego, że…

‒ Ktoś zamawiał dolewkę? ‒ usłyszała wesoły głos elfki tuż przy sobie. Uniosła spojrzenie, mrużąc powieki.

‒ Jak na mój koszt, to pewnie, czemu nie, prawda? ‒ mruknęła z przekąsem. Lyriana wytrzymała jej spojrzenie, szczerząc się.

‒ W końcu gryzą cię wyrzuty sumienia, prawda?

‒ Chyba zaraz ktoś wygryzie mi zawartość sakiewki ‒ fuknęła, ale przepuściła łowczynię na swoje miejsce. Westchnęła ostentacyjnie, gdy elfka z trzaskiem położyła nowe kufle na stole, cały czas patrząc na Malwę z zadowoloną miną. Ich wymianę spojrzeń przerwała Irriel.

‒ To gryźcie się beze mnie. ‒ Powoli wstała, delikatnie biorąc na ręce śpiącą Serune. ‒ Na nas już pora. 

Malwa pokiwała głową. Uśmiechnęła się, widząc jak medyczka ostrożnie przyciska córkę do siebie. Znów to samo, dziwne uczucie obudziło się w niej na ten widok. Na głos jedynie powiedziała:

‒ Oczywiście. Widzimy się jutro.

‒ Może nawet ze mną. Saila dała mi wolne ‒ dorzuciła Lyriana. Irriel pokiwała głową, natomiast Zaine ciężko westchnęła.

‒ Jasne, ty masz wolne, a ja znowu będę się męczyć.

Elfka wzruszyła ramionami.

‒ Moje kwiaty same o siebie nie zadbają, uwierz mi. Poza tym… Saila stwierdziła, że po takim dniu, mam prawo do odpoczynku.

‒ I ma świętą rację ‒ wtrąciła Irriel. Omiotła groźnym spojrzeniem kobiety. ‒ No. W granicach rozsądku mi tu. Malwo, z rana widzę cię u siebie. Trzeźwą, mam nadzieję. Lyria, jeśli będziesz chciała przyjść, również zapraszam.

Malwa tylko pokiwała głową. Medyczka jeszcze delikatnie się uśmiechnęła i ruszyła w stronę wyjścia. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, Zaine zaśmiała się.

‒ Typowo. Jak zwykle matkuje nam wszystkim.

Lyriana wzruszyła ramionami.

‒ Mi tam to nie przeszkadza… Zazwyczaj. ‒ Wyglądała, jakby chciała dodać coś jeszcze, ale urwała, patrząc wprzód. ‒ No, patrzcie, kto nas zaszczycił! Mała przerwa?

Malwa odwróciła się. W ich stronę zmierzał właśnie Daelyn. Kiedy podszedł bliżej, bardka szybko zorientowała się, że padał z nóg. Ciemna skóra błyszczała mu od potu, kolorowa koszula była rozchełstana, a ciemny makijaż wokół oczu już się nieco rozmazał. A mimo to, mężczyzna wciąż miał sprężysty krok, a złote oczy błyszczały mu psotnie.

‒ Nawet słowik musi czasem się czegoś napić, kochana Lyriano ‒ odparł. Jego głos brzmiał równie melodyjnie gdy śpiewał, jak i gdy mówił. Daelyn odwrócił się w stronę Malwy. ‒ Jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać, nieprawdaż? ‒ Wyciągnął w jej stronę dłoń, a gdy mu ją podała, szarmancko nachylił się by ucałować jej palce. Kątem oka, bardka spostrzegła, że Zaine i Lyriana przewracają oczami. ‒ Daelyn Rilynnzea, syn naszego radnego, Kolvara Rilynnzei, wita cię, piękna damo w naszych progach.

Teraz i Malwa musiała się powstrzymać od przewrócenia oczami. To pompatyczne powitanie za mocno przypomniało jej o kimś innym. Przełknęła jednak złośliwy komentarz, który cisnął jej się na usta. 

‒ Malwa. Bardzo miło mi cię poznać. ‒ Specjalnie zabrzmiała bardziej zalotnie niż zwykle. Nawet rzuciła mu powłóczyste spojrzenie. Mimo tego, miała się nieco na baczności. Skoro to syn Kolvara, powinna uważać. ‒ Masz piękny głos.

Daelyn zaśmiał się, odwracając wzrok.

‒ Ach, przestań. Zapewne słyszałaś o wiele lepsze, niż mój. ‒ Dumny uśmieszek za szybko pojawił się na jego ustach, żeby uznać jego słowa za prawdziwą oznakę skromności. Malwa oparła się łokciem o blat.

‒ Może tak, może nie. Ale sama jestem bardką. Wiem, o czym mówię.

Mężczyzna przekrzywił głowę w zaciekawieniu, na moment mrużąc oczy.

‒ Tak myślałem. Niewielu zna pieśń, którą dziś śpiewałem, a ty wydawałaś się ją kojarzyć. 

Bardka wyprostowała się dumnie.

‒ Nie tylko ją kojarzę ‒ odparła. Uniosła brodę. ‒ To ja ją napisałam.

Daelyn zamrugał. Wpatrywał się w Malwę w niedowierzaniu, ale kobieta nie zniżała głowy, nawet gdy mężczyzna zmarszczył brwi. 

‒ Oj, wybacz. Nie chciałbym cię posądzać o kłamstwo, kochana Malwo, jednakże… Chyba będę musiał to zrobić ‒ mruknął. Malwa uniosła skonsternowana brwi. ‒ Widzisz… W Ordulinie poznałem pewnego barda… Miralena. ‒ Zastrzygła uszami. Znała to imię. ‒ Od słowa do słowa… Wiesz, jak to bywa… ‒ Mrugnął do niej zalotnie. Nie odpowiedziała. Założyła ręce na piersi, oczekując na dalsze słowa. ‒ No i nauczył mnie tej pieśni którejś nocy.

‒ Naprawdę poszedłeś do łóżka z kimś, mając ojca za ścianą? ‒ zapytała Zaine. Daelyn zaśmiał się perliście. Malwa wciąż oczekiwała na dalsze wyjaśnienia.

‒ Tata się tym nie przejmuje. Tak długo, jak jestem zdrowy i na siebie uważam, jemu to nie przeszkadza. W każdym razie, co do pieśni… Miralen powiedział, że ją stworzył. Ułożył ją pewnego wieczoru w Elventree…

Przerwał mu głuchy trzask dłoni uderzających o blat.

‒ A to ci drań! ‒ krzyknęła Malwa, kompletnie rozeźlona. Cholera, znowu Roy miał rację!

‒ Słucham?

‒ Znam go! ‒ wykrzyknęła. Niemal drżała ze wściekłości. ‒ Poznałam go właśnie w Elventree. Och, niech ja go spotkam! ‒ westchnęła poirytowana. ‒ Obetnę mu te białe warkoczyki, połamię palce! 

‒ Malwa! ‒ wykrzyknęła Lyriana, ale bardka słyszała, że dusi w sobie śmiech.

‒ Chyba doszło do pomyłki ‒ wtrącił się Daelyn. ‒ Naprawdę, przykro mi to mówić, droga Malwo, ale… Miralen raczej nie kłamał. Nie mógłby. Opowiedział mi o tej pieśni, będąc już kompletnie wyczerpanym, niemal zasypiał mi w ramionach…

Malwa prychnęła.

‒ Oj, nie martw się. Tylko udawał. Zasypia, by po chwili rzucić się do swojego zeszytu i zapisać nowy pomysł na balladę. Wyczerpanie po nocnych aktywnościach zdarza mu się… Raczej rzadko.

Daelyn wlepił w nią zdumione spojrzenie.

‒ Czyli wy…

Bardka wzruszyła ramionami. Oparła brodę na obu dłoniach i uniosła głowę. Uśmiechnęła się wrednie.

‒ Owszem. Znam go całkiem dobrze. Chociaż, jak widać, nie na tyle, żeby się zorientować, jaki z niego za okropny kłamca. A wierz mi, z naszej dwójki, to ja musiałam go częściej okłamywać. Szczególnie po zmroku.

Daelyn zmrużył oczy. Zaine parsknęła śmiechem.

‒ Wciąż, chyba wolę zawierzyć jemu. Wszak w Ordulinie jeszcze nie słyszałem o żadnej Malwie ‒ odparł chłodno. Jego irytacja w irracjonalny sposób sprawiła, że Malwa poczuła się jeszcze bardziej rozzłoszczona. Odgarnęła włosy za ramię.

‒ Nic dziwnego. Do Ordulinu dopiero zmierzałam, właśnie z Elventree. Popytaj tam i sprawdź, kto pierwszy zagrał im “Koniec lata”.

Nie byłaby może tak walecznie nastawiona, gdyby chodziło o jakąkolwiek inną pieśń. Ale to, że Miralen postanowił sobie zawłaszczyć akurat tą jedną, zraniło ją do żywego. Na samą myśl, prychnęła ponownie.

Daelyn za to przez chwilę milczał, przyglądając jej się podejrzliwie. Na moment wzrok uciekł mu w bok. Coś chyba przykuło jego uwagę, ponieważ  niespodziewanie złośliwe się uśmiechnął. Gdy się odezwał, jego głos już nieco złagodniał, ale wciąż pobrzmiewała w nim niebezpieczna nuta:

‒ No patrz. To może rzeczywiście coś się w tobie kryje, skoro Saila kłóci się o ciebie z naszą słodką Naifelrią.

Malwa uniosła brew, zaskoczona tak nagłą zmianą tematu. Wzrok automatycznie powędrował jej w miejsce, w którym dowódczyni rozmawiała przy ladzie z Kolvarem i Naifelrią. Faktycznie, wyglądało to na ożywioną dyskusję, ale nic nie wskazywało na to, że chodziło akurat o nią. Żadne z nich nie spoglądało w jej stronę. Postanowiła więc ukryć swój niepokój, upijając łyk.

‒ Skąd pomysł, że się o mnie kłócą? ‒ odparła lekko. Daelyn wyraźnie nie spodziewał się jej spokojnej reakcji. Za to Malwa poczuła jak Lyriana zaciska dłoń na wysokości jej uda. Ledwo ukryła uśmieszek.

‒  Chyba mało spostrzegawcza jesteś jak na barda. ‒  Mężczyzna wyprostował się. Coś w jego zaczepnym uśmieszku zaczęło jednocześnie bawić, jak i irytować Malwę.

‒  To świadczy o tym, że znasz swoją widownię. Chociaż, chyba tylko tutejszą, prawda? ‒ Pozwoliła żeby z jej głosu spadło kilka jadowitych kropel. ‒ Zauważasz szczegóły, które mi, przyjezdnej, zakłamanej najwyraźniej, bardce... Umykają.

Daelyn zamrugał. Coś błysnęło w jego oczach, ale równie dobrze to mógł być odblask magicznych lamp. Gdzieś za nimi Zaine cicho się zaśmiała.

Elf prychnął.

‒ I co taka wielka bardka jak ty robi tutaj, co? Gdzie twoja lutnia?

‒ U mnie ‒ Lyriana wyszczerzyła zęby. ‒ Ale Lyn, to chyba już wiesz, prawda?

‒ Wiem. Ciekawi mnie jednak, czemu postanowiłaś zarabiać na siebie u Irriel.

Malwa przewróciła oczami. Daelyn... W jakiś sposób przypominał jej Elodie. Łatwo dawał się sprowokować a jego ego wyraźnie było dość... Wrażliwe. 

‒ Wolałabyś żebym weszła ci w paradę? - zapytała słodkim głosem. Przekrzywiła głowę, przez co włosy opadły jej przez ramię. Musiała się powstrzymać by nie prychnąć, widząc jak Daelyn na chwilę zapomniał języka w gębie. Lyriana mocniej zacisnęła palce na jej udzie.

‒ A chciałabyś spróbować? ‒ Daelyn nachylił się w jej stronę. Ton głosu miał o wiele głębszy niż wcześniej. Jeśli tego właśnie używał przy kokietowaniu widowni, Malwa nie dziwiła się, że część wioski uległa jego wdziękom. Cóż, część wioski i najwyraźniej Miralen. Sama tylko udała, że się zastanawia, wydymając usta.

‒ Co, tak dzisiaj, teraz, zaraz? 

‒ Boisz się? ‒ W oczach Daelyna błysnęło wyzwanie. Malwa zerknęła w bok.

Kolvar, Saila i Naifelria przyglądali im się w skupieniu. Mężczyzna wciąż miał na twarzy jowialny uśmiech, a dowódczyni wydawała się na tyle zaintrygowana ich wymianą, że nie zważała na gniewne spojrzenia krawcowej. Chociaż… Nawet ona wydawała się zaciekawiona.

Właściwie... 

Nachyliła się w stronę Daelyna. Nie odsunął się. Przekorny uśmieszek rozciągnął jej usta gdy zatrzymała się tuż przed nim. Wyciągnęła rękę, by przegranąć mu włosy, po czym wymamrotała:

‒ Nie. Ale gdzie w tym zabawa? ‒ wyszeptała zmysłowo.

Nagle się wyprostowała. Aby Lyriana nie poczuła się zazdrosna, pogładziła ją pod stołem po palcach, które wciąż leżały na jej udzie. Za to do Daelyna rzuciła: ‒ Nie wolałabyś... Czegoś lepszego? Widowiska na całe Ferrengrove?

Zainteresowanie błysnęło w jego oczach. Elf przysiadł na skraju stołu, przekrzywiając głowę.

‒ Co masz na myśli?

‒ Może się zmierzymy? Ja zagram swój repertuar, ty swój. Zobaczmy, czyj występ bardziej się spodoba mieszkańcom. ‒ Wyciągnęła dłoń w jego stronę. ‒ Co ty na to?

Nie minęła nawet chwila. Daelyn natychmiast uścisnął jej rękę.

‒ Umowa stoi. ‒ Po czym poderwał się i gdzieś pobiegł. Tymczasem Malwa poczuła na swoim uchu oddech Lyriany.

‒ Nie masz może ochoty... Zawinąć się stąd wcześniej? ‒ Dłoń elfki powędrowała wyżej. Malwa ze śmiechem delikatnie trzepnęła ją, spoglądając wymownie na Zaine. Jednak, gdy odwróciła się do łowczyni poczuła, jak ciepło rozpala ją od środka, widząc  przeciągłe spojrzenie elfki. Ujęła ją za podbródek.

‒ Skąd ten pośpiech, co? ‒ wymruczała. Lyriana przysunęła się bliżej.

-‒ Lubię pewność siebie ‒ odparła prosto. Malwa zaśmiała się cicho. 

‒ Wciąż tu jestem! ‒ wykrzyknęła niezadowolona Zaine. Obie kobiety już otwierały usta, żeby coś na to odpowiedzieć, ale przeszkodził im w tym głos dochodzący z głębi karczmy:

‒ Moja najwspanialsza widownio! Wiem, że dziś przeszedłem samego siebie, ale niedługo czeka was coś jeszcze bardziej niezwykłego. ‒ Daelyn oparł się o lutnię. Goście ucichli i z ciekawością skierowali wzrok na niego. ‒ Gram wam już od lat. Czas na mały powiew świeżości. Od kilku dni gościmy bowiem przyjezdną bardkę. Delikatną jak róża,  lecz o cierniach ostrych jak igły, pannę Malwę. ‒ Kobieta dostrzegła, jak część widowni szuka jej wzrokiem. Delikatnie odsunęła się od Lyriany, żeby wstać i wdzięcznie skłonić się przed mieszkańcami. ‒ Wspólnie stwierdziliśmy, że trzeba to wykorzystać. Za... Cztery dni, pod koniec dekadnia, oboje damy wam koncert, a wy wybierzecie, czyj występ podobał wam się bardziej. Czy mój... ‒ Tu Daelyn błysnął zębami w stronę widowni. ‒ ...czy naszej kochanej Malwy. ‒ Jego wzrok spoczął na bardce. ‒ Czy moja rywalka ma coś do dodania?

‒ Och, proszę, tylko nie rywalka! ‒ wykrzyknęła lekkim tonem. Czuła na sobie zaciekawiony wzrok widowni, ale nie peszył jej on. Wręcz przeciwnie. Sprawiał, że tym bardziej nabrała pewności siebie. ‒ Jeśli to już ma być rywalizacja, niech będzie ona przyjacielska. Daelyn już wszystko wam przedstawił. Ja mam tylko nadzieję, że uda mi się was zabawić chociaż w połowie tak dobrze, jak on. ‒ Uśmiechnęła się uroczo. Kątem oka dostrzegała że Daelyn na moment chyba stracił rezon. To dobrze. ‒ Także do zobaczenia na scenie za cztery dni. Niech wygra lepszy! ‒ To mówiąc uniosła swój kufel w geście toastu. Z zadowoleniem zobaczyła, że reszta gości krzyknęła wesoło i podniosła swoje naczynia. Przez karczmę przetoczył się radosny okrzyk:

‒ Za zabawę!

Po czym wszyscy przechylili kufle. Ucieszona Malwa odnalazła jeszcze na chwilę spojrzenie Daelyna. Mężczyzna wydawał się być nieco poirytowany, ale nieszczególnie ją to ruszyło. W odpowiedzi na jego rozzłoszczony wzrok, tylko przechyliła wymownie kufel, patrząc prosto na niego. Dopiero wtedy przeniosła spojrzenie na swoje towarzyszki.

Zaine wydawała się być rozbawiona całą tą sytuacją. Siedziała oparta o wezgłowie, a jej pełen uznania wzrok sprawiał, że Malwa aż się wyprostowała.

‒ Nieźle rozegrane ‒ przyznała. Dziewczyna zaśmiała się.

‒ Z takimi trzeba krótko ‒ odparła opadając na ławę. Zerknęła na Lyrianę. I natychmiast poczuła to samo ciepło, co chwilę temu. Elfka wpatrywała się w nią z wyraźnym pożądaniem w oczach. Niemal natychmiast złapała ją za dłoń.

‒ To co do mojej wcześniejszej propozycji? ‒ zapytała, rzucając jej powłóczyste spojrzenie. Ciepło powoli zmieniło się w gorąco. Malwa przygryzła zalotnie wargę. Obie udały że nie słyszą westchnienia Zaine.

‒ Z chęcią.


* tekst z piosenki "Koniec lata" Kwiatu Jabłoni, z filmu "Chłopi"

Komentarze

Popularne posty