2.7


Wdech.

Wydech.

Malwa zamknęła oczy, skupiając się mocno na sobie.

Wdech.

Wydech.

Gdy wypuściła powietrze, poczuła jak spod jej palców wypływają dymiące wici. Nie rozchylając powiek, tym razem miała pewność, że powoli okalają leżący przed nią kawałek mięsa. Czuła to. Czuła, jak strużki dymu wnikają we włókna, szukając uszczerbków, lawirując między ścięgnami.

Nie było to przyjemne. Miała wrażenie, jakby coś śliskiego ją przenikało, gdy wici zaczęły coraz ciaśniej otaczać mięso. 

Mimo to, przestała nucić.

Natychmiast ta dziwna magia, według Irriel, jej dziedziczna, zaczęła wysuwać się na prowadzenie. Nie wierzgała nią aż tak, jak poprzedniego dnia. Malwa wyobrażała ją sobie jako złotą nić, oplatającą dookoła jej wici. Nie miała pewności, czy miała rację. Wciąż nie otworzyła oczu.

Zimno zaczęło przez nią przechodzić wraz za złotą nitką, która, choć tym razem spokojniejsza, wciąż wierzgała, jak wystraszony koń. Ciepło jej ciała nadal z niej uciekało, ale wolniej. Przygryzła wargę, czując jak igiełki strachu przenikają ją na wskroś. Znów miała wrażenie, że tonie. Że coś usilnie próbuje wepchnąć jej głowę pod wodę.

Wzdrygnęła się, a wraz z tym poczuła, że drży również i dym. Plusk. Zimno. Ciemność.

Nie uda mi się pomyślała.

Wdech.

Wydech.

‒ Skup się, skarbie.

Tuż przy niej zabrzmiał ciepły głos Irriel, rozbijając nagłą pustkę. 

Wdech.

Wydech.

Dym sączył się dalej, wciąż w usłużnych strużkach, zamiast nieprzerwanych falach a Malwa pozwoliła sobie zanurzyć się we wspomnieniach, nadal próbując utrzymać zaklęcie. 

Była w sali balowej. Nie grała tam jednak żadna muzyka, a jedynymi osobami, które się w niej znajdowały, były ona sama i Roy. Nie mogła mieć wtedy więcej, niż sześć, siedem lat. Roy trzymał ją za ręce, kołysząc się to w jedną, to w drugą stronę, a ona próbowała za nim nadążyć. 

Jej wici powoli zaczęły poruszać się w takt melodii, którą wtedy nucił jej brat.

Czy był to walc czy polonez, nie potrafiła powiedzieć. Roy nigdy nie miał talentu do muzyki, ale to nie przeszkadzało mu poruszać się z gracją, czego nie można było wtedy jeszcze powiedzieć o małej baronównie. Potykała się o długą sukienkę.

Nici zadrżały.

Wdech.

Wydech.

W uszach zabrzmiał jej śmiech brata, gdy wyciągnął ręce, aby ją przytrzymać. Nie pozwolił jej się speszyć, tylko obrócił ją dookoła siebie, robiąc do niej głupią minę. Pamiętała, że się śmiała.

Tańczyli dalej, ale już bez żadnego układu. Po prostu podskakiwali w miejscu, dostrajając się do siebie nawzajem.

Włókna zaczęły się zrastać.

‒ Nie było tak źle! ‒ wykrzyknął Roy, gdy pokrótce się zatrzymali, by złapać oddech. Jego głos był wtedy o wiele wyższy. Ciemna grzywka przysłaniała mu oczy i gdy próbował ją odgarnąć, Malwa widziała jak na jego bladej skórze, jeszcze bledszej od jej własnej, pojawiają się kropelki potu.

Takie same, które teraz i jej zraszały czoło, jednak niemalże tego nie poczuła.

‒ Chociaż tamto przewrócenie mogło być groźne ‒ dodał brat, szczerząc do niej zęby. Podczas gdy Malwa na to wspomnienie się uśmiechnęła, Delfina spuściła głowę. Fuknęła cicho i zamiast odpowiedzieć, przypadła do boku brata, chowając się pod jego obszerną, tamtego dnia ciemnoniebieską peleryną.

Niemal mogła poczuć fakturę materiału. Był miękki, delikatny i tak jak sam Roy, pachniał morską bryzą i sosnami. Brat wciąż się śmiał, a gdy pstryknął ją w czoło, Malwa otworzyła oczy.

Poleciałaby na stół, gdyby nie nagła ręka na jej ramieniu.

Oddech miała ciężki, jakby przebiegła maraton. Czuła, jak jej czoło było mokre od potu. Niemniej jednak, gdy jej wzrok padł na leżący przed nią kawałek mięsa, całe zmęczenie zastąpiła duma.

Przed Malwą leżał całkowicie nienaruszony udziec.

Westchnęła, śmiejąc się cicho. Spojrzała w bok, napotykając uradowane spojrzenie Irriel.

‒ Udało mi się ‒ powiedziała, wyraźnie zadowolona z siebie. Nie było tam nutki niedowierzania, a Malwa również nie czuła potrzeby aby w jej głos wkradła się fałszywa skromność. Koniec końców… Stwierdzała fakt.

‒ To prawda. Dzielna dziewczyna. ‒ Irriel ostrożnie położyła bardce drugą dłoń na ramieniu. Z jakiegoś powodu, jej łagodny ton poruszył dziewczynę. A może to jej słowa? ‒ Odpocznij chwilę.

Malwa pokręciła głową.

‒ Nie, nie. Możemy dalej pracować ‒ zapewniła, wpatrując się w mięso.

Nie spodziewała się, że pomysł Irriel zadziała tak dobrze, a już na pewno nie sądziła, że opanuje to tak szybko. Rano, gdy stawiła się w domu medyczki, elfka podzieliła się z nią swoją teorią. Zdaniem Irriel, skoro Malwa tak bardzo bała się swojej magii dziedzicznej, musiała się z nią oswoić, zaprosić ją do siebie. Zasugerowała, żeby Malwa korzystając z niej myślała o czymś przyjemnym.

Na początku nie szło jej najlepiej. Trudno było jej przywołać jakieś wspomnienia, które dobrze jej się kojarzyły, szczególnie, że Irriel zaproponowała, aby pomyślała o swojej rodzinie. Gdy Malwa ze wstydem pokręciła głową, elfka dodała, że nie musi przecież myśleć o rodzicach. Wtedy, jakby jakaś zapadka przestawiła się w umyśle dziewczyny.

Spojrzała jeszcze raz na mięso.

Ciekawe, co powie Roy, gdy dowie się, że dzięki niemu udało jej się zajść tak daleko?

‒ Skarbie. Pamiętaj, co ci mówiłam. Nie warto się przemęczać. ‒ Irriel przywołała ją do rzeczywistości. Głos miała bardziej stanowczy. ‒ To co teraz zrobiłaś, jest godne podziwu. ‒ Postukała palcem w miejsca, w kórych jeszcze niedawno były dość głębokie nacięcia. ‒ Trzeba było naprawdę silnego zaklęcia, żeby zasklepić te tutaj. Poza tym… ‒ Urwała, wpatrując się z wyczekiwaniem w dziewczynę. Malwa westchnęła.

‒ Każda magia zużywa naszą siłę ‒ wyrecytowała, przewracając oczami. Irriel przytaknęła.

‒ Dokładnie. ‒ Otarła bardce delikatnie czoło. Jeśli dostrzegła, jak Malwa na moment do niego przylgnęła, nie skomentowała tego. ‒ Szczególnie w taki gorąc.

Malwa wymownie westchnęła, dając się jednak poprowadzić na kanapę. Co by nie mówić, naprawdę była zmęczona. Fakt, może i osiągnęła więcej niż poprzednio, ale to nie znaczyło, że jej ambicja zamierzała dać jej spokój. Skoro przeskoczyła jeden etap, czas najwyższy aby przeszła do kolejnego.

‒ Nie wiem, o co wam chodzi ‒ prychnęła, zakładając ręce na piersiach. ‒ To naprawdę nie jest bardzo gorący dzień.

‒ Ej! Nie wszyscy pochodzimy z ciepłych krajów! ‒ usłyszała z kuchni głos Lyriany.

Malwa spojrzała w tamtą stronę. Lyriana właśnie wyjrzała zza progu wraz z drepczącą za nią Serune. Obie niosły w rękach po dwa kubki, ale to nie naczynia zwróciły uwagę Malwy.

Tego dnia, Lyriana zrezygnowała ze swoich typowych, ciemnych ubrań. Teraz, stała w progu ubrana w lekką, zwiewną sukienkę w bladozielonym kolorze. Jej rękawy również były krótsze niż zwykle, odsłaniając jasną skórę elfki, ale spódnica nadal sięgała jej do kostek. Włosy kobiety były zebrane w wysoki koński ogon. Najwidoczniej to upinanie misternej fryzury wprawiło Lyrianę w zdenerwowanie i dlatego niosące się po domu przekleństwa obudziły Malwę.

Dość, aby powiedzieć, że bardka miała co podziwiać.

Ponownie zaschło jej w ustach, ale tym razem z zupełnie innego powodu.

Od porannej rozmowy z Royem, Malwa zauważyła w sobie zmianę. W dodatku, dość irytującą.

Złapała się na tym, że ponownie tego dnia, jej wzrok podążył za ruchami Lyriany. Bezwiednie przyjęła od niej kubek, a gdy musnęły się przy tym palcami, serce zabiło jej szybciej.

Dziwne.

Dziwne i zupełnie jej w życiu niepotrzebne. Wszystko przez Roya i jego pomysły o otwieraniu się. Zerknęła sponad kubka na elfkę.

‒ Wypraszam sobie. To po postu nie jest dla mnie taki ciepły dzień. Jesteście wszyscy przewrażliwieni.

Irriel prychnęła pod nosem, siadając obok Malwy na kanapie.

‒ Ciekawe, co ty powiesz, gdy nadejdzie tutaj zima. Chłodniejszy wiatr zawieje i cię zdmuchnie, kochanie?

Malwa sapnęła, zakładając ręce na piersi. Na końcu języka miała uwagę, że przecież do tego czasu już dawno będzie poza granicami Ferrengrove, więc Irriel nie będzie mogła sprawdzić tej teorii. Jednakże, podobnie jak w nocy, nie chciała dzielić się tą myślą na głos. 

Być może właśnie przez to z jej ust wyrwało się cichszym tonem:

‒ Nie wiem. W Kelazzan zima to były deszcze i sztormy, a śnieg widziałam tylko raz, w Evermoors. Więc…

‒ Nigdy nie widziałaś śniegu?! ‒ Serune wykrzyknęła, gramoląc się na kolana matki. Malwa zaśmiała się, kręcąc głową. Oczy dziewczynki rozszerzyły się ze zdumienia. ‒ Ale jak to? Są takie kraje bez śniegu?

Irriel pogłaskała córkę po głowie.

‒ W Mussum też nie zawsze padał śnieg, kochanie.

Serune zwróciła wzrok ku matce, marszcząc brwi, niezadowolona.

‒ To dobrze, że się tam nie urodziłam ‒ powiedziała z pewną miną. Malwa nie mogła powstrzymać uśmiechu. Kątem oka, widziała, że Lyriana również się wyszczerzyła. 

Serune spojrzała na bardkę. Otworzyła usta. Zamknęła. Spojrzała pytająco na Irriel, na co kobieta jedynie wzruszyła ramionami. Malwa zmarszczyła brwi.

‒ Coś się stało, Serune? 

Dziewczynka zamrugała.

‒ Eee… ‒ zająknęła się, a gdy nadal nic nie powiedziała, odwracając wzrok, Irriel odparła:

‒ Serune obiecała, że zaczeka z pytaniami o Kelazzan, aż nie skończymy zajęć.

Malwa zamrugała.

‒ Och. ‒ Wyrwało jej się. ‒ Myślę, że… Niedługo i tak skończymy? ‒ Skierowała pytający wzrok na Irriel. Paląca ambicja na chwilę ustąpiła, ale nie na tyle, żeby Malwa mogła się pogodzić z tak szybkim zakończeniem dnia. Ćwiczyła może od… Czterech godzin? Pięciu?

‒ Powiedziałabym nawet, że musimy skończyć dzisiaj. Jesteśmy na takim etapie, że oprócz zajęć z ziołolecznictwa i wytwarzania mikstur, pozostały nam ćwiczenia już w praktyce. A jakoś nie widzę tu nikogo z krwawiącymi ranami, dobijającego się do drzwi. ‒ Irriel przyłożyła palec do policzka. ‒ Nawet wyciąganie trucizny jest łatwiejsze, gdy ćwiczy się na żywym organiźmie, a tu chętnych również nie widzę.

Malwa mimowolnie zerknęła na swoje dłonie. 

‒ Zawsze mogę się lekko na… ‒ Zaczęła, ale urwała natychmiast pod groźnym spojrzeniem Irriel. Lyriana trzepnęła ją w ramię.

‒ Nawet tak nie żartuj ‒ fuknęła. Malwa wzruszyła ramionami.

‒ Do niektórej magii jest potrzebna krew ‒ wymamrotała, obrażona. Jedno spojrzenie na Lyrianę jednak wystarczyło, żeby stwierdzić, że nie przekonywało jej to.

‒ Chcę wiedzieć, do jakiej magii było ci to potrzebne?

‒ Nie. ‒ Odparła za Malwę Irriel. Jej spojrzenie było na tyle poważne, że nawet gdyby bardka chciała się tym podzielić, zabrakłoby jej odwagi. Westchnęła i aby ukryć swój niepokój, przegarnęła włosy z ramienia.

‒ Po prostu… Chciałabym iść dalej. ‒ Przyznała. Spojrzenie Irriel złagodniało.

‒ Mamy jeszcze czas. W dodatku, spójrz. ‒ Wyciągnęła rękę w stronę udźca. ‒ Szybko się uczysz i dziś zrobiłaś coś, z czym jeszcze wczoraj miałaś duży problem. Nie sądzisz, że powinnyśmy to jakoś uczcić?

‒ To tylko jedno, dobrze zrobione zadanie ‒ odparła Malwa, kręcąc głową. ‒ Nie wiem, czy jest co celebrować, każdy w końcu dałby sobie z tym radę.

Jakieś wspomnienie wpadło jej do głowy, ale zanim zdążyła się na nim skupić, ciepła dłoń zaciskająca się wokół jej palców sprawiła, że uniosła wzrok. Napotkała spojrzenie Irriel.

‒ Nie zgadzam się.

‒ Mama zawsze mówi, że o… O… ‒ Serune zmarszczyła brwi. Obok Malwy, Lyriana się wychyliła.

‒ Osiągnięcia?

‒ Osiągnięcia! Trzeba świętować! Nawet małe! ‒ zakrzyknęła pewnie Serune, patrząc na bardkę. Kobieta nie mogła powstrzymać uśmiechu. Dziewczynka wyglądała na tak pewną siebie, że trudno było jej się z nią nie zgodzić. I chociaż gardło zaciskało się Malwie, gdy wypowiadała kolejne słowa, nie mogła nie poddać się poczuciu ulgi.

‒ Chyba… Masz rację.

‒ Bo nasza Serune często ma rację ‒ dodała Lyriana, mierzwiąc dziewczynce włosy. Elfka zachichotała. ‒ I to pewnie nie ma nic wspólnego z tym, że masz pytania do Malwy, prawda?

‒ Ty też przecież masz!

Ręka Lyriany zawisła w powietrzu, podczas gdy Irriel się zaśmiała. Malwa zerknęła na kobietę kątem oka, unosząc brew.

‒ Serune!

‒ Co? Sama mi mówiłaś!

Malwa mogłaby przysiąc, że końcówki uszu Lyriany poczerwieniały. Podczas gdy ona zacisnęła dłoń wokół palców elfki w pocieszającym geście, Irriel przykryła usta ręką, po czym nachyliła się do Serune, aby coś jej wyszeptać. Dziewczynka poderwała głowę, patrząc na matkę, zaskoczona. Otworzyła usta, aby coś dodać, ale medyczka szybko jeszcze coś dopowiedziała, przez co mała je zamknęła.

Widząc, jak Irriel uśmiecha się do córki, Malwa odwróciła wzrok. Coś w jej wnętrzu skręciło się boleśnie gdy widziała, jak kobieta czule patrzy na dziewczynkę.

Mama… za tobą tęskni.

Czyżby?

Obok niej Irriel wciąż o czymś po cichu rozmawiała z Serune. Z jakiegoś powodu to sprawiło, że ból w Malwie przybrał na sile, kłując ją w pierś. Miała wrażenie, że pomimo tego, że trzymała Lyrianę za palce, jej ręce skostniały.

Wzięła głęboki wdech, próbując się tego pozbyć wraz z wydychanym powietrzem. Skąd to uczucie? Z jednej strony, chciała spojrzeć na Irriel i Serune. Z drugiej… Miała wrażenie, że gdy znów podniesie na nie wzrok, ból tylko przybierze na sile.

Czy mama tak czasem patrzyła na nią?

Odkąd sięgała pamięcią, w spojrzeniu baronowej Grenwin czaił się smutek. Nawet gdy posyłała w jej stronę jeden z jej rzadkich uśmiechów, czaiło się tam coś, co sprawiało, że Malwie było wstyd. 

Nawet przytulenie było czymś… Co sprawiało, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czy cieszyć się nim, póki trwa, czy może jednak powinna powstrzymać radość, bo za chwilę moment minie?

Serune nie miała pojęcia, jak ogromne miała szczęście.

Gardło jej się ścisnęło, gdy Malwa uświadomiła sobie, że wczorajszego wieczora, kiedy Irriel z czułością patrzyła na Serune, czuła to samo, choć w o wiele mniejszym stopniu.

Czy to była zazdrość? Ale jak mogła zazdrościć małej, wiejskiej dziewczynce własnej matki?

Wiele musiała dać z siebie, aby nie potrząsnąć gwałtownie głową. Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się dziwnie. Nie, nie powinna się nad tym rozwodzić.

‒ Dobrze, myślę, że mogę odpocząć… Bardziej ‒ powiedziała, unosząc w końcu wzrok na Irriel. Zignorowała ukłucie w sercu, gdy twarze Irriel i Serune pojaśniały a medyczka spojrzała porozumiewawczo na córkę. ‒ Jakieś pomysły?

‒ Biorąc pod uwagę, że jest tak gorąco, może jezioro? ‒ odezwała się obok Lyriana. Jej uścisk na dłoni Malwy nagle zelżał. Dziewczyna wyraźnie czuła chłód na palcach, gdy elfka ją puściła. Kiedy spojrzała w bok, łowczyni nie patrzyła na nią, tylko na Irriel. Zmarszczyła brwi. Coś w jej posturze wydawało się… Innego. Plecy miała napięte niczym cięciwa jej własnego łuku.

Zanim zdołała cokolwiek z tym zrobić, głośny jęk Serune odwrócił jej uwagę. Dziewczynka nagle schowała się w ramionach matki.

‒ Nie chcę ‒ mruknęła. Irriel odgarnęła jej włosy z czoła.

‒ Skarbie, spokojnie. Będziesz mogła zostać na plaży.

‒ Wciąż się boisz? ‒ zapytała Lyriana, marszcząc brwi, zatroskana.

Gdy Serune pokiwała głową, Malwa niepewnie patrzyła to na Irriel, to na Lyrianę.

‒ O co chodzi?

Lyriana najpierw poczekała, aż Irriel skinie, po czym nachyliła się w stronę Malwy. I chociaż znajomy zapach sprawił, że jej własny ból nieco zelżał, wciąż spoglądała zmartwiona na Serune. 

‒ Serune… Boi się pływać ‒ wyszeptała, tak, aby dziewczynka ich nie usłyszała. Włosy Lyriany łaskotały Malwę w ucho. ‒ Albo raczej… ‒ Elfka spuściła wzrok, zaciskając palce na sukience. ‒ Faelar miał ją nauczyć, ale… Nie zdążył.

‒ Och ‒ wyrwało się z piersi Malwy. Jak inaczej miałaby to skomentować?

Natychmiast pożałowała swoich poprzednich myśli. Jak mogła zazdrościć dziecku matki, skoro wyraźnie potrzebowało wsparcia? Gdyby Roy zmarł, tuż po tym, jakby coś jej obiecał, pewnie by tego nie przeżyła, nawet teraz. 

Żal ścisnął jej serce. Patrzyła, jak Irriel uspokajająco głaszcze Serune po plecach i sama mogła tylko smutno się uśmiechnąć.

Czy matka pocieszałaby ją tak samo?

Zacisnęła palce w pięść. Nie, nie. Nie ma prawa teraz się nad tym rozwodzić.

‒ Nie musimy iść, jeśli nie chcesz ‒ powiedziała do Serune. Dziewczynka odwróciła w jej stronę głowę i zamrugała, gdy Malwa pogłaskała ją po włosach.

‒ Ja…

‒ Nic też nie będzie złego w tym, jeśli będziesz chciała spróbować ‒ wtrąciła łagodnie Irriel. Ujęła córkę za policzek, a Malwa powoli odetchnęła przez nos. Nieświadomie zacisnęła palce w pięść. ‒ Tata… Myślę, że by się ucieszył.

‒ Ale ja chciałam z nim! ‒ wykrzyknęła gwałtownie dziewczynka. Malwa mimowolnie zamarła. Ciało jej się napięło, gotowa zrobić coś… Ale gdy Irriel tylko pokiwała głową i przycisnęła córkę bliżej uspokoiła się. 

Głupia. 

Odwróciła wzrok. Miała wrażenie, że nie powinno jej tu być, szczególnie gdy Lyriana przyklęknęła przed Serune, kładąc jej rękę na ramieniu.

‒ Wiem, andusk. Ale… To ważne, żebyś się nauczyła. Faelar chciałby, żebyś była bezpieczna.

Serune założyła ręce na piersi.

‒ Mama mi pomoże.

‒ Mama nie zawsze będzie obok ‒ odparła Lyriana. Głos miała łagodny, ale Malwa widziała, jak po jej twarzy przemknął jakiś cień. Czy mówiła z doświadczenia?

Przygryzła wargę. Co powinna zrobić? Wstać i wyjść? To wyglądało jak poważna kwestia, którą powinno się omówić prywatnie, a nie obok kogoś, kogo się zna niespełna dekadzień. Z drugiej strony, nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Część niej obawiała się, że jak ich opuści, stanie się coś złego. I Serune, i Lyriana były wyraźnie poruszone. Światło padające z okna uwydatniło nagle zmarszczki na twarzy Irriel, ale gdy Malwa zamrugała, to wrażenie zniknęło.

‒ Chcę, żeby to był ktoś… Wyjątkowy ‒ powiedziała Serune cicho.

Wszystkie trzy kobiety zamarły. Malwa uśmiechnęła się smutno. Lyriana ścisnęła małą za ramię, a Irriel… Skierowała wzrok na bardkę.

‒ Malwo? ‒ Gdy dziewczyna na nią spojrzała, medyczka zapytała poważnie. ‒ Umiesz pływać, prawda?

‒ Tak. ‒ Chyba wiedziała, do czego kobieta zmierzała. Przysunęła się bliżej Serune na kanapie. ‒ I to całkiem dobrze.

Serune uniosła na nią wzrok. Przez żal i złość przebiła się iskierka, którą Malwa już zdążyła poznać. Ciekawość. 

Lyriana również natychmiast pojęła, co się dzieje.

‒ Wiesz, Serune, nie każdy może się pochwalić, że uczył się pływania u baronówny.

Serune spojrzała w dół. Na moment wtuliła się bardziej w pierś matki, marszcząc brwi.

‒ Tata nie będzie zły w niebie? ‒ zapytała w końcu cicho.

‒ Nie ‒ natychmiast odpowiedziały wszystkie trzy. Malwie serce pękło na pół. 

‒ Myślę, że byłby dumny ‒ powiedziała pewnie. Zastanowiła się przez chwilę. Jak by to ujął Roy? ‒ Wiesz… Nie będę ci go zastępować. Pewnie… Było to dla ciebie bardzo ważne, prawda? ‒ Gdy Serune pokiwała głową, Malwa mogła tylko mruknąć na znak zrozumienia. Pomyślała o dziadku i natychmiast ogarnęł ją ciężar tak wielki, że niemal wbiło ją w kanapę. Lecz mimo to, uśmiechnęła się ciepło do dziewczynki. ‒ Rozumiem. Myślę, że dla niego również. ‒ Zerknęła na Irriel, żeby upewnić się, że nie przekracza granicy, ale widząc jej zachęcające spojrzenie, wzięła głęboki wdech. Delikatnie nachyliła się, aby zetknąć się z Serune czołami. Dziewczynka podskoczyła, ale niemal natychmiast Malwa poczuła, jak napiera na nią, chcąc poczuć ten dotyk bardziej. Przymknęła powieki, skupiając się na chwilę na sobie, zanim dodała: ‒ I to straszne, że już tego z nim nie zrobisz. I jednocześnie… Myślę, że naprawdę on się nie obrazi, gdy spróbujesz z kimś innym. To nie muszę być ja. I nie musi być teraz. Ale jeśli będziesz chciała, chętnie cię nauczę pływać.

Serune odsunęła się od niej i spojrzała na matkę, a potem na Lyrianę. Irriel uśmiechała się do niej zachęcająco, a łowczyni pokiwała głową, uśmiechając się delikatnie. Dziewczynka wzięła wdech. Potem wydech. I w końcu spojrzała na bardkę:

‒ Malwo… Nauczysz mnie pływać?

Kobieta wstała i ujęła rąbek spódnicy dygając.

‒ To będzie dla mnie zaszczyt.

Uradowany uśmiech Serune nareszcie rozjaśnił jej twarz. Ale dopiero gdy szczęśliwa skierowała się w stronę swojego pokoju, pozostałe kobiety odetchnęły z ulgą.

Irriel ścisnęła Malwę za rękę.

‒ Dziękuję ci, kochanie. ‒ Spojrzała za córką. ‒ Naprawdę.

‒ To… Nic takiego, serio.

Irriel nie dała jej odwrócić wzroku. Drugą dłoń położyła na ramieniu bardki, a gdy dziewczyna poczuła na sobie to samo, ciepłe spojrzenie z jakim medyczka patrzyła na Serune, coś mocno ścisnęło jej się w gardle. Duma kobiety sprawiała, że chciało jej się płakać.

‒ Bez fałszywej skromności, Malwo. ‒ Irriel odetchnęła głęboko i z zaskoczeniem, dziewczyna dostrzegła łzę spływającą ją po policzku. Odruchowo chciała sięgnąć po chusteczkę, ale medyczka wciąż trzymała jej dłoń. Zdumiona obserwowała, jak Irriel otarła policzek i uśmiechnęła się do niej. ‒ Serune… Mocno przeżyła śmierć Faelara, tak jak i ja. Więc… Dobrze, że dałaś jej powód, żeby spróbowała. ‒ Kobieta pocałowała ją w czoło. Malwa zamarła. Teraz i jej zachciało się płakać, ale z zupełnie innego powodu. Jej serce ścisnęło się a ból w piersi powrócił. Otaczał ją zapach ziół, zamiast wytwornych perfum, a i tak chciała uciec przed tą czułością.

Chciałabym, aby mama taka była.

Odepchnęła tę myśl stanowczo od siebie. Irriel jeszcze raz tylko powiedziała jej cicho “dziękuję” i podeszła w stronę siedzącej na kanapie Lyriany. Wyszeptała jej coś do ucha, przycisnęła usta do jej skroni i ruszyła za córką.

Malwa przez chwilę jeszcze stała w miejscu. Ciepło rozlewające się po jej ciele usilnie walczyło z żalem, ściskającym za gardło dziewczyny. 

Na gwiazdy. Musi się ogarnąć. Nie może pozwolić, żeby byle czułostka tak bardzo ją rozpraszała.

‒ Wszystko w porządku?

Odwróciła się, słysząc głos Lyriany. Zmusiła się do uśmiechu.

‒ Tak ‒ skłamała. ‒ A… Ty? Wszystko dobrze?

Chociaż łowczyni pokiwała głową, Malwa jej nie uwierzyła. Elfka ściskała się za ręce, a wzrok utkwiła w dole. Bardka ostrożnie przysiadła obok niej.

Zamarła, gdy Lyriana oparła głowę o jej ramię, ale nie odepchnęła jej. Przez chwilę nie wiedziała jak zareagować, ale gdy elfka nie ruszała się z miejsca, Malwa niepewnie przekrzywiła głowę, wtulając twarz w jej włosy. Obie głęboko westchnęły.

Przez chwilę siedziały w ciszy. Malwa zastanawiała się, czy nie drążyć dalej, ale trzymała język za zębami. Tak, miała się otworzyć przed Lyrianą, ale… To musiało chyba działać w dwie strony, prawda? A ich umowa chyba dobiegła końca w nocy, więc nie powinna wypytywać co się dzieje. Nawet jeśli smutny wzrok Lyriany ją martwił.

W dodatku… Mogłaby wtedy zapytać o Malwę, a skoro sama dziewczyna nie wiedziała, co się z nią dzieje…

‒ Wiesz… ‒ Odezwała się w końcu niepewnie. ‒ W sumie, zdałam sobie sprawę, że nie mam w czym jej uczyć tego pływania.

Kamień spadł jej z serca, gdy kącik ust elfki uniósł się. 

‒ Zawsze możesz pożyczyć coś mojego.

Malwa zaśmiała się cicho.

‒ Musiałabym chyba to przerobić, a…

‒ Da się załatwić. O ile radzisz sobie z igłą i nitką.

Malwa dumnie uniosła głowę w udawanym oburzeniu. 

‒ A żebyś wiedziała, że sobie radzę! Co by była ze mnie za bardka, gdybym się na tym nie znała!

Ramiona Lyriany opadły, a gdy spojrzała na Malwę spod rzęs, bardka zauważyła, że do jej spojrzenia wróciła zwykła pewność siebie.

‒ No to załatwione. ‒ I uprzedzając pytanie bardki, dodała: ‒ I nie, nie przeszkadza mi to.

Bardka parsknęła, odwracając wzrok na chwilę. Ciężka atmosfera nareszcie uleciała, gdy dziewczyna zaśmiała się cicho, kręcąc głową w niedowierzaniu.

Słońce wciąż prażyło na zewnątrz. To nadal mógł być dobry dzień.


Komentarze

Popularne posty