2.9
‒ Ja też taką chcę!
‒ Ale teraz ja taką mam!
Lyriana dumnie wyprostowała głowę, podczas gdy Serune założyła ręce na piersi, wpatrując się zazdrośnie w elfkę. Zmieszana Malwa spoglądała to na jedną, to na drugą, zupełnie nie wiedząc, jak ma się zachować.
Nie spodziewała się, że coś takiego jak zwykła fryzura mogło wywołać aż takie poruszenie. Oczywiście, postarała się bardziej, niż było to konieczne, ale nie sądziła, że Serune będzie o to zazdrosna.
Tym bardziej nie sądziła, że Lyriana może zachować się aż tak… Dziecinnie.
Tymczasem elfka, jakby dodatkowo się afiszując, przerzuciła jeden ze swoich bąbelkowych warkoczy za ramię. Dodatkowo, Malwa wplotła w nie cienkie, zwykłe warkocze, tworząc swoisty węzeł tuż pod jej uszami. Ogólnie rzecz biorąc, naprawdę nic szczególnego, a i Lyriana, i Serune zachowywały się, jakby to było niewiadomo jakie dzieło sztuki.
Serune wystawiła język do Lyriany, a Lyriana zrobiła to samo. Malwa przebrała palcami.
‒ Mogę ci zrobić taki sam później ‒ powiedziała cicho, ale jej słowa zagłuszył stanowczy krzyk Irriel, dochodzący zza progu:
‒ Dziewczęta, no już! ‒ Kobieta wyszła z kuchni, trzymając w dłoniach dwa kosze. Malwa, szczęśliwa, że może jakoś uniknąć tej sprzeczki, szybko podeszła do niej, aby uwolnić ją od chociaż jednego ciężaru. Irriel podziękowała jej skinieniem głowy, po czym skupiła wzrok na dwóch elfkach, które natychmiast się wyprostowały. Bardka przygryzła wargę, aby nie parsknąć śmiechem, widząc, jak mina Lyriany natychmiast poważnieje. ‒ Chyba żadna z was nie ma już czterech lat, żeby się o takie rzeczy sprzeczać!
Obie elfki spuściły wzrok. Lyriana zaczęła głaskać się po włosach, podczas gdy Serune niepewnie skubała paznokcie.
‒ Przepraszamy ‒ wymamrotały obie jak na komendę. Irriel tylko westchnęła, przewracając oczami, ale na jej twarzy czaił się uśmiech. W tej chwili, chociaż tylko dwie z nich były ze sobą spokrewnione, naprawdę wyglądały jak… Rodzina.
‒ Ale to Lyriana zaczęła!
Na usta Malwy wypłynął uśmiech, nawet pomimo igiełki zazdrości przeszywającej jej klatkę piersiową.
Kiedyś miała nadzieję, że tak właśnie będą się traktować z Elodie.
Stanęła na uboczu, nie chcąc przeszkadzać, podczas gdy Irriel ruszyła rozwiązywać konflikt. Chcąc zająć czymś ręce, zaczęła przeglądać zawartość kosza. Brew powędrowała jej do góry, widząc ile przekąsek medyczka zdążyła zapakować. Oczywiście, w większości były to kanapki, ale z tak różnymi składnikami, że Malwa nawet nie sądziła, że Irriel ma je w domu.
‒ Ach, przygotowałam ich trochę więcej, bo nie wiedziałam, czy nie masz na coś uczulenia ‒ usłyszała nagle obok siebie. Zamrugała. Coś boleśnie ciepłego rozlało jej się po ciele. Zacisnęła mocniej palce na koszyku.
‒ Nie, nie mam ‒ powiedziała cicho. Czuła na sobie spojrzenie Irriel, także tylko spuściła głowę, chowając za włosami swój uśmiech. Palce skostniały jej na moment, a ona wypuściła dyskretnie oddech. To było… Niespodziewanie miłe.
‒ No, to skoro już mamy tą małą kłótnię rozwiązaną, chyba możemy ruszać?
Malwa uniosła wzrok. Już? Tak szybko? Nie słyszała żadnych krzyków…
Zwróciła spojrzenie ku Lyrianie i Serune. Obie miały nadąsane miny, ale po tym jak jedna zerkała na drugą kątem oka można było powiedzieć, że nie było w tym już ani cienia złości. Bardka zmarszczyła brwi. Niemożliwe.
U niej… Takie sprzeczki może i kończyły się szybko, ale nie w tej sposób.
Dziwne.
Ale nie jej komentować. Po prostu skinęła Irriel i ruszyła w stronę drzwi.
‒ Ja z Malwą! Mogę, mogę?
Zanim zdążyła odpowiedzieć, już czuła jak Serune łapie ją za rękę. Uśmiechnęła się do niej.
‒ Możesz. Tylko mi nie urwij palców ‒ zażartowała, na co dziewczynka tylko wyszczerzyła zęby. Malwa zerknęła jeszcze do tyłu na Lyrianę, ale widząc, że ta najwyraźniej odruchowo dostosowała się do kroku Irriel i chwyciła ją pod ramię, skierowała całą swoją uwagę na Serune. Stężała. ‒ Więc ty nas będziesz prowadzić?
Serune przytaknęła radośnie i dziarsko ruszyła już znajomą Malwie ścieżką. W swoim zaabsorbowaniu kompletnie nie dostrzegła strachu bardki. Kobieta raz po raz patrzyła do tyłu, czując mrowienie rozchodzące jej się po plecach. Jeśli Lyriana i Irriel to dostrzegły nie skomentowały tego.
‒ Mamo, w którą stronę?
‒ Dalej prosto, skarbie. Potem skręcamy ‒ odkrzyknęła jej Irriel. Malwa uniosła brew, ale wciąż trzymała język za zębami. Jakoś w końcu dotrą, a radosny krok dziewczynki za bardzo ją cieszył, aby zwrócić uwagę, że może to medyczka powinna ich prowadzić. I że wcale nie chciała być pierwsza.
Uspokój się, skarciła się w myślach. To tylko Irriel. I Lyriana. Żadna z nich nie była uzbrojona. Tak, Irriel potrafiła czarować, ale… Przecież nic by jej nie zrobiła przy własnej córce, prawda? Lyriana… Chyba też nie. A mimo to, wciąż za każdym krokiem walczyła ze sobą aby nie zadrżeć.
Jest w lesie. W razie czego, zdąży odskoczyć.
‒ Malwo… Już nie masz zajęć, prawda? ‒ wyrwał ją z ponurych myśli głos Serune. Przełknęła ślinę, siląc się na uśmiech. Poczucie winy wżerało się w nią jak kwas. Jak w ogóle może je podejrzewać o coś takiego? Czy za każdym razem nie udowadniały jej, że są godne zaufania?
Cóż. Nawyków ciężko się wyzbyć.
Aby chociaż trochę się uspokoić, postanowiła skupić się na Serune.
‒ Nie, nie mam.
Dziewczynka mocniej ścisnęła ją za palce, szczerząc zęby.
‒ Czyli teraz mogę zadać ci pytania?
Malwa westchnęła ciężko, ale na jej twarz wypłynął delikatny uśmiech. To na pewno pomoże jej nieco się uspokoić. Serune wyglądała na szczerze podekscytowaną. Wyciągnęła więc tylko drugą rękę i przytakując, poklepała ją po głowie. Prawie udało jej się zignorować mrowienie, gdy skupiła wzrok tylko na niej.
‒ Ile masz lat?
Bardka parsknęła. Co by nie mówić, nie spodziewała się, że to będzie pierwsze pytanie. Przełknęła uwagę, że dam nie pyta się o wiek i odpowiedziała:
‒ Za dekadzień będzie dwadzieścia jeden.
‒ CO?!
Malwa aż podskoczyła na krzyk Serune. Dziewczynka gwałtownie przystanęła, wpatrując się w nią z rozdziawionymi ustami. Bardka zamrugała. Powiedziała coś nie tak? Czy może Serune była tak zaskoczona, bo prawdopodobnie ona, jako elfie dziecko, miała więcej? Czy dziewczynka w ogóle znała kogoś innego niż elfa?
Już otwierała usta aby o to zapytać, ale usłyszała z tyłu zatroskany głos Irriel:
‒ Coś się stało?
Serune natychmiast odwróciła się w stronę matki, wskazując oskarżycielsko na Malwę:
‒ Malwa ma za dekadzień urodziny i nic nie powiedziała!
Bardka zmarszczyła brwi. A więc o to chodziło?
‒ Nie ma potrzeby się tym przejmować ‒ odparła spokojnie, ale Serune najwyraźniej nie chciała tego słuchać.
‒ Ale urodziny są bardzo ważne! Bo wtedy jest się najważniejszym i wszyscy dziękują, że jesteś! ‒ odparła z przekonaniem. Zmierzyła Malwę spojrzeniem, zakładając ręce na piersi. ‒ Dlaczego nam nie powiedziałaś? ‒ Oczy jej się rozszerzyły. ‒ To dlatego, że nie damy rady urządzić balu na twoją cześć?!
‒ Balu?
‒ Tak! Jesteś księżniczką, na pewno wydawano bale dla ciebie! Bo jesteś ważna! Kolorowe, prawda? I było dużo książąt z którymi tańczyłaś?
Malwa przez chwilę stała, zupełnie skołowana, podczas gdy Serune zasypywała ją pytaniami. Nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć. Nie chciała niszczyć jej dziecięcych wyobrażeń smutną prawdą, a równocześnie… Nie zamierzała kłamać.
Zerknęła rozpaczliwie do tyłu, szukając pomocy wśród pozostałych elfek, ale one tylko spokojnie przypatrywały się sytuacji. Chociaż… W oczach Lyriany Malwa dostrzegła troskę. Przełknęła ślinę.
‒ Cóż… To prawda, ojciec urządzał różne bale, a obchody na moje urodziny były dość długie ‒ zaczęła ostrożnie. Zignorowała to, jak w gardle zaczęła jej się tworzyć ogromna gula na samo wspomnienie. ‒ Ale to też dlatego, że wypadają w przesilenie letnie. Idealna okazja do zabawy, nie sądzisz?
Serune westchnęła gwałtownie.
‒ My też mamy wtedy bal! Czyli… Czyli będziesz miała bal!
Malwa westchnęła ciężko. Powoli zaczęła żałować, że cokolwiek powiedziała. To nie tak, że z premedytacją ukryła ten fakt, ale… Nie chciała myśleć o swoich urodzinach.
‒ Nie muszę mieć balu ‒ powiedziała, kucając aby móc spojrzeć Serune w oczy. ‒ Naprawdę. Szczerze mówiąc… Nie… ‒ Westchnęła. Jak ma to wytłumaczyć dziecku? ‒ Nie każdy lubi swoje urodziny, wiesz?
Serune westchnęła tak głęboko, że gdyby nie smutek czający się w sercu Malwy, może i by się uśmiechnęła. Dziewczynka chwyciła ją nagle za ręce.
‒ Ale… To wtedy jak się odwdzięczymy bogom za ciebie?
Malwa zastygła. Dziękować bogom za nią? Nie… To nie tak. Oczywiście, czuła się ważna w te dni, ale… Prócz tych drobnych prezentów od Roya i matki, danym jej z dala od wzroku dworu, raczej kładziono nacisk na to, że… Po prostu jest to okazja do wspólnej zabawy. Nie znikała w jej trakcie, oczywiście. Widziała, że ludzie cieszą się, że żyje, ale… Raczej nikt nie był wdzięczny, że istnieje. Po prostu stawała się wtedy ważniejsza.
Przynajmniej w oczach ludu.
I cieszyła się na te dni, tak czy siak. W końcu… Czuła się ważna. Bardziej niż zwykle. Na więcej jej pozwalano, mogła sama poprosić o muzykę, o jakąś drobną przysługę…
A teraz? Była to kolejna rzecz, którą ojciec jej odebrał jedną decyzją.
‒ Wiesz, Serune… Nie musimy obchodzić tych urodzin, jeśli Malwa nie chce ‒ usłyszała nagle niedaleko głos Lyriany. Spojrzała na nią, zaskoczona. Szczerze mówiąc, spodziewała się, że łowczyni weźmie stronę Serune. Ale sądząc po tym, jak elfka delikatnie się do niej uśmiechnęła, z wyraźnym współczuciem w oczach, chyba… Chociaż częściowo ją rozumiała.
Opuściłam więc Daerlun gdy tylko ukończyłam sto lat.
No tak. Powinna się była domyślić, że dla Lyriany nie była to miła data.
Serune umilkła, przez chwilę wpatrując się w ziemię ze spuszczoną głową. Wyraźnie nad czymś się zastanawiała.
‒ Ale chciałabym dać Malwie prezent ‒ wymamrotała w końcu. Malwie serce się ścisnęło, gdy usłyszała jej zrezygnowany ton.
‒ Możesz mi dać bez okazji ‒ zapewniła, ale dziewczynka mocno pokręciła głową.
‒ Lub stworzyć okazję. Jeśli Malwa się zgodzi ‒ wtrąciła łagodnie Irriel. Obie elfki podeszły bliżej nich. Medyczka, podobnie jak bardka, kucnęła bliżej córki. Dziewczynka wciąż jednak pokręciła głową.
‒ Nie rozumiem! ‒ wykrzyknęła jękliwie. ‒ Dlaczego nie mogę podziękować Malwie za Malwę?!
Irriel ciężko westchnęła.
‒ Bo nie każdy ma dobre wspomnienia z konkretnymi dniami, nawet jeśli chcielibyśmy, żeby były ważne ‒ odparła. Głos miała już bardziej stanowczy, ale wciąż wyrozumiały. Gdy medyczka spojrzała na Malwę, w jej oczach również widziała współczucie. Bardka odwróciła głowę, robiąc wszystko, aby nie skulić się w sobie. Skąd u Irriel aż takie pokłady zrozumienia? Dlaczego nie powiedziała Malwie, że głupio się zachowuje, lub Serune, żeby się uspokoiła?
Serune sapnęła, wyraźnie wciąż niezadowolona. Przez chwilę milczała. Malwa przebrała palcami. Może powinna odpuścić? Koniec końców, nie było to aż takie ważne…
Już nabierała powietrza w płuca, ale powstrzymał ją dotyk na ramieniu. Dostrzegła jak Irriel niemal niepostrzeżenie kręci głową. Spojrzenie miała spokojne. Malwa przygryzła wargę. Nie powinna chcieć, aby jej córka dostała to, czego pragnie?
‒ Tak jak my świętujemy kiedy indziej urodziny Lyriany? ‒ wymamrotała w końcu cicho Serune.
‒ Coś w tym stylu ‒ przytaknęła łowczyni.
Czyli dobrze podejrzewała. Malwa zerknęła na nią, chcąc jej niemo podziękować, ale Lyriana wciąż miała utkwiony wzrok w Serune. Mruknęła do niej teatralnym szeptem: ‒ Ale najpierw musisz ustalić to z Malwą.
Dziewczynka natychmiast spojrzała na bardkę, a bardka… Nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Była przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi, ale nie wtedy kiedy ktoś wychodził do niej ze… Zrozumieniem? Poza tym, dlaczego tak bardzo im na tym zależało?
Westchnęła, przejeżdżając ręką po włosach. Nie chciała robić aż takiego problemu. Doprawdy, gdyby wiedziała, że zrobi się z tego tak niepotrzebnie rozdmuchana…
‒ Malwo? Co o tym sądzisz?
I gdzie zgryźliwy ton? Skąd w nich tyle zrozumienia? Przecież jest obca…
No, weź się w garść, skarciła siebie w myślach. Jak to rozwiązać?
‒ To znaczy… Możemy świętować w dzień przesilenia ‒ zaczęła niepewnie. Palce niemal mechanicznie zacisnęły jej się na nadgarstkach, a serce niemal wpadło do żołądka, gdy nagły pomysł przyszedł jej do głowy. ‒ W końcu… I tak wtedy wyjeżdżam, prawda? Więc skoro tak zależy ci, aby dać mi prezent nie bez okazji… Możesz mi go dać na pożegnanie?
Przełknęła gorzkie uczucie na samą myśl o wyjeździe i zmusiła się do uśmiechu. Najważniejsze, aby przekonać Serune. Dziewczynka chwilę jeszcze milczała, ale ku ogromnej uldze Malwy, w końcu skinęła głową. Mimo to, jej kolejne słowa znów sprawiły, że bardka niemal straciła grunt pod stopami.
‒ Przepraszam.
‒ Za co?
Serune spuściła głowę.
‒ No… Że cię nie posłuchałam tylko… Myślałam samo… Samolubnie.
Malwa otworzyła usta, ale żaden dźwięk nie mógł się wydostać. Przez moment miała wrażenie, że traci kontakt z rzeczywistością, aby ponownie, brutalnie w niej stanąć.
‒ Nie masz za co przepraszać ‒ wykrztusiła w końcu. Niemal podskoczyła, czując klepnięcie w ramię.
‒ To prawda. Po prostu za mocno zatraciłaś się w chwili i nie byłaś w stanie usłyszeć, co chce Malwa. Ale cieszę się, kochanie, że przepraszasz i, że się zreflektowałaś ‒ powiedziała Irriel, głaszcząc córkę po głowie. Sama kobieta wstała, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Lyriana natychmiast złapała ją pod ramię. ‒ To co, w drogę? Naprawdę przydałby się nam odpoczynek.
Malwa niepewnie skinęła głową. Zerknęła jeszcze zakłopotana na łowczynię, ale gdy elfka jedynie uniosła kącik ust w jej stronę, westchnęła. Naprawdę, nie potrafiła ich czasami zrozumieć.
Cóż. To nieważne. I tak wkrótce jej tu nie będzie.
Wyciągnęła rękę w stronę Serune, uśmiechając się zachęcająco.
‒ Zgoda?
Dziewczynka niemal podskoczyła, łapiąc ją za palce. Skołatane nerwy bardki uspokoiły się, widząc, jak Serune posłała w jej stronę promienny uśmiech.
‒ Zgoda!
‒ To… Jakie jest twoje następne pytanie?
Droga nad jezioro nie była długa, chociaż Malwa zdziwiła się, że wyszły tak daleko od Ferrengrove. Nie narzekała jednak. Reszta pytań Serune na szczęście była dość prosta i dziewczyna nie czuła, że musi tak bardzo unikać odpowiedzi lub szukać odpowiedniego wytłumaczenia. Szczególnie, że tak, jak się spodziewała, dziewczynka wyraźnie była po prostu ciekawa dworskiego życia oraz innego kraju. Opowiedziała jej więc o Kelazzan. O jego portach, kolorowych budynkach, Złotych Wodach i świątyniach. To było proste. W dodatku, Serune naprawdę łatwo można było zachwycić. Ku zaskoczeniu Malwy, dziewczynkę najbardziej ciekawiły rośliny rosnące w Kelazzan, dlatego informacja o przyprawach zamieniła się w niemal szczegółowy wykład na ich temat. Przez moment czuła się, jakby ją odpytywano na zajęciach.
Ku jej zaskoczeniu, tak zatraciła się w rozmowie, że mrowienie w plecach zupełnie zeszło na dalszy plan. Słyszała, że Lyriana i Irriel o czymś rozmawiały, a czasem w tle rozbrzmiewał ich śmiech. Ona jednak za bardzo była zaabsorbowana Serune oraz tym, aby dziewczynka w przypływie ekscytacji się nie potknęła, aby zwracać na nie uwagę. Słońce grzało. Ptaki śpiewały. A ona, w radosnej atmosferze, szła na brzeg jeziora.
I była... całkowicie zrelaksowana. Coś, czego nie czuła od dłuższego czasu, ale mimo wszystko przyjęła to z radością. W końcu było ono dziwnie przyjemne. Ogrzewało ją, pomimo niepokoju związanego z nietypowością całej sytuacji. Kiedy ostatnio tak się czuła?
Dopiero, gdy dotarli na miejsce a Irriel zawołała Serune, aby ją nasmarować kremem, zdała sobie sprawę, że bardzo dawno temu. Jeszcze, gdy dziadkowie odwiedzali ich w Kelazzan. Pamiętała, jak pewnego dnia wraz z Royem i dziadkiem wymknęli się z pałacu na jedną z wielu ukrytych plaż. Niezbyt daleko, oczywiście, ale jednak. Nie mogła pojąć, jak Roy zdołał wynieść z kuchni tak dużo jedzenia, a fakt, że dziadek nawet go za to nie skarcił, nadal ją dziwił. Chociaż... Po dziwnym, smutnym uśmiechu matki, gdy wrócili, domyślała się, że musiała mu w tym pomóc.
Bawili się wtedy w wodzie. Jak dzieci z gminu, które tak często widywała w porcie. Dziadek śmiał się, a Roy swobodnie psocił. Ile lat mógł wtedy mieć? Dziesięć? Dziewięć? Tak bardzo różnił się wtedy od tego mężczyzny, który teraz samotnie kroczył po pałacowych korytarzach, roztaczając wokół siebie aurę prawości i stateczności. Wtedy, jego najwyższym celem było udowodnienie, jak duży zamek z piasku jest w stanie zbudować, nawet jeśli to oznaczało, że zepsuje konstrukcję Malwy i dostanie po uszach od dziadka.
Pamiętała, jak bardzo się tego początkowo bała. Trudno było jej się pogodzić z tą wolnością, nawet na jeden dzień, wiedząc, że jest z dala od wścibskich oczu. Ale kiedy Roy po prostu ochlapał ją wodą, nie mogła po prostu stać i nic nie robić. Kiedy dziadek zaczął wrzucać ich do wody, śmiała się tak bardzo, że bolały ją policzki.
Od dawna nie bolały jej z tego powodu.
‒ Wspomnienia odżyły? ‒ głos Lyriany sprowadził ją na ziemię. Bardka zaśmiała się pod nosem, zanim przytaknęła.
‒ Coś w tym stylu. ‒ przyznała. Łowczyni mruknęła cicho, opierając się o drzewo i zakładając ręce na piersi. Wzrok Malwy powędrował za jej spojrzeniem.
Miały co podziwiać, chociaż nie była to plaża ze wspomnień Malwy. Zamiast potężnego, uspokajającego szumu fal, tutaj słychać było odgłosy koników polnych i śpiew ptaków, poukrywanych w koronach drzew. Tuż przy brzegu było nieco miękkiego piasku, do którego Serune już się garnęła, ale Irriel stanowczo trzymała ją na kocu, rozłożonym na trawie. Całe szczęście, nie była za wysoka. Nie musiały obawiać się kleszczy. Jednak skały, które Malwa dostrzegła tuż przy brzegu już mogły być groźne. Miała nadzieję, że się o nie nie poranią.
Wzięła głęboki wdech, ciesząc się świeżym zapachem trawy i rozgrzanej ziemi, tak innej od woni słonej, morskiej wody i alg. Westchnęła.
‒ Dawno nie byłam na plaży. Ostatni raz był chyba… Oj, dawno temu ‒ przyznała cicho. Potrząsnęła głową, próbując ostatecznie wyrwać się spod nostalgii. ‒ Ale chyba nie nad tym powinnam się zastanawiać.
‒ A nad czym?
Lyriana również brzmiała na rozmarzoną, a gdy spojrzała na bardkę w jej oczach czaiły się psotne iskierki. Malwa wyszczerzyła zęby.
‒ Nad prezentami dla was. ‒ Musiała ugryźć się wewnątrz policzka, aby nie zaśmiać się na widok zaskoczonej miny łowczyni. ‒ Skoro już mam coś dostać na pożegnanie.
‒ Przestań. ‒ Lyriana skierowała wzrok w dal. Ramiona jej opadły. ‒ Nie musisz nam nic dawać.
‒ Nie. Ale może bym chciała? ‒ odparła, siadając. Poklepała miejsce obok siebie i dopiero gdy Lyriana opadła tuż obok, mówiła dalej: ‒ Wiem, że to była tylko wymówka dla Serune, ale… Może warto byłoby wam coś zostawić.
Dziwiła się, że nie wpadła na to wcześniej, ale… Z drugiej strony, kiedy ostatnio chciała być gdzieś zapamiętana? Przez większość swej podróży, po prostu skakała od miasta do miasta, zatrzymując się tylko na tyle, by nacieszyć się zwiedzaniem. A tutaj… Cóż, nie musiała się obawiać, że ktoś zdoła ją wyśledzić akurat w tej wiosce.
Lyriana położyła głowę na kolanach.
‒ Cóż… Jestem pewna, że Serune się ucieszy ‒ powiedziała. W jej głosie zabrzmiała cięższa nuta, ale łowczyni na tyle szybko zaśmiała się, kręcąc głową, że Malwa nie zdążyła na to zareagować. Zapytała więc tylko:
‒ Jest coś, co byś chciała?
‒ Mówiłam o Serune.
‒ A ja mówię o tobie.
Łowczyni westchnęła. Przez chwilę obracała na palcu prostą, drewnianą obrączkę, zanim odparła:
‒ Przyjmę wszystko, co mi dasz. ‒ Uniosła spojrzenie na Malwę. Pomimo cienia smutku malującego się w jej oczach, wciąż się uśmiechała. ‒ Nie martw się o to.
Bardka fuknęła.
‒ Nie martwię. Po prostu… Chcę wiedzieć.
‒ I co ci przyjdzie z tej wiedzy?
‒ To, że wiedzieć będę ‒ mruknęła nadąsana. Lyriana westchnęła, kręcąc z niedowierzaniem głową. Malwa przeczuwała dlaczego. W końcu miały ustalone granice, ale…
Zacisnęła palce na trawie.
Czy dając coś Lyrianie po sobie, nie sprawi, że rozstanie zaboli je obie bardziej? W końcu po to obiecały sobie, że nie będą się do siebie przywiązywać, a tak…
‒ Dobrze. No to martw się o to ‒ powiedziała nagle łowczyni. Malwa szturchnęła ją, wystawiając do niej język, ale Lyriana dźgnęła ją tylko palcem w bok. ‒ Chętnie zobaczę, co wymyślisz.
‒ Bo ty niby nic nie planujesz?
‒ Do niczego się nie przyznaję.
Zaśmiały się. I znów radość ogarnęła Malwę, uspokajając ją. Nie zdawała sobie nawet sprawy, jak bardzo była spięta, dopóki nie zniknęło ono pod wpływem ciepła uśmiechu Lyriany.
Chciała zatrzymać w sobie to uczucie, tak długo, jak tylko będzie w stanie. Najlepiej na zawsze.
Odwróciła głowę na bok, nie zwracając uwagi na korę, ciągnącą ją za włosy, aby lepiej przyjrzeć się łowczyni.
– A tak swoją drogą... Mogę zapytać, o co chodziło z tym… świętowaniem twojego przybycia do Ferrengrove?
Lyriana przewróciła oczami. Oparła głowę na złożonych rękach.
‒ Tak coś czułam, że o to zapytasz.
Malwa wzruszyła ramionami.
‒ Serune nie jest zbyt dobra w utrzymywaniu tajemnic. ‒ Kącik ust jej się uniósł, gdy Lyriana ze śmiechem pokiwała głową. ‒ Ale wiesz…
‒ Wiem, że nie muszę. Ale… Skoro już w nocy ci opowiedziałam, że uciekłam z miasta… ‒ Łowczyni przebrała palcami. Złapała źdźbło trawy i utkwiła w nim spojrzenie, a wzrok Malwy, chcąc nie chcąc za nią podążył. ‒ Wiesz, kiedy elfy osiągają pełnoletność?
‒ W wieku stu lat ‒ odparła automatycznie bardka. Och. No dobrze, teraz kiedy powiedziała to na głos, nagle więcej rzeczy nabrało sensu. Szczególnie, gdy nie była zamroczona… innymi aktywnościami.‒ I wtedy też… Wybieracie sobie nowe imiona, prawda?
‒ Tak. ‒ Lyriana westchnęła. Kawałeczek po kawałeczku odrywała fragmenty źdźbła. ‒ Ma to symbolizować wielką zmianę w naszym życiu. Porzucenie dzieciństwa, wkroczenie w dorosłość i tak dalej. Ja… Pamiętam, że gdy byłam mała, bardzo nie mogłam się tego doczekać. Nie wiem… Być może spodziewałam się, że tego dnia wydarzy się coś… magicznego. ‒ W jej głosie dało się wyczuć gorycz. Źdźbło trawy nadal znajdowało się w jej dłoni i pomimo ponurej miny, Lyriana nadal trzymała je delikatnie. Malwa poczuła nagłą potrzebę, by wyjąć je z dłoni łowczyni i zakryć jej palce swoimi. Ale... to nie był odpowiedni moment. ‒ Jednak im bliżej było do moich urodzin, tym bardziej stawało się jasne, że magia nie pojawi się tak sama z siebie. To ja musiałam dokonać jakiejś zmiany i... tak zrobiłam. – Zacisnęła pięści i wzięła głęboki oddech. Nie było to jednak westchnienie smutku. Raczej ulgi, choć nadal przepełnione żalem. – Tak jak ci mówiłam… Uciekłam w noc moich setnych urodzin. Minutę po północy byłam już za granicami Daerlunu. – Nagle się roześmiała. – Trochę dramatyczne, wiem.
– Hej, kto jak nie ja doceni dramatyzm? W końcu, to część mojej pracy – Malwa mrugnęła do niej. Wypuściła powietrze, gdy Lyriana rozluźniła ramiona. Szturchnęła ją w bok. – Gdybym cię nie znała, powiedziałabym, że jesteś zdenerwowana.
Lyriana parsknęła.
‒ Wtedy tak było. Teraz… Teraz, chyba po prostu… Mam mieszane uczucia. ‒ Podniosła głowę, patrząc na śmiejące się Serune i Irriel. Dziewczynka zmarszczyła nos, gdy matka delikatnie w niego stuknęła. ‒ To wciąż była dobra decyzja i nie żałuję jej. Czysty start. Nikt mnie nie znał, nikt nie będzie mnie oceniał. Dzięki temu znalazłam to. – Wyprostowała się. Trawa wypadła jej z dłoni. Uśmiechała się, ale Malwa dostrzegła w jej oczach wahanie. – Ale wciąż się zastanawiam… Co stało się z tymi, których zostawiłam?
– Nigdy nie próbowałaś się z nimi skontaktować?
– Zbyt niebezpieczne. Mogę tylko mieć nadzieję, że udało im się uciec lub, że… Poradzili sobie w inny sposób. – Zagryzła wargę. – Lecz... Może byłam zbyt samolubna? Może powinnam była zabrać kogoś ze sobą? Może oni też mogliby znaleźć coś takiego? Żyć tak jak ja? ‒ Nagle, przejechała ręką po twarzy, kręcąc głową. ‒ Wybacz. Miałyśmy już dziś nie smędzić.
‒ Nie, spokojnie. Nie przeszkadza mi to ‒ wtrąciła natychmiast Malwa. Ostrożnie wyciągnęła rękę i położyła ją na ramieniu łowczyni. ‒ Rozumiem to. Może nawet lepiej, niż myślisz.
Nie ukrywała poważnej nuty w swoim głosie. Bo... Cóż. Mówiła prawdę. Rozumiała. Może nie uciekła z domu w dniu swoich urodzin, ale... Ta niepewność. Wstyd, że nie zabrała ze sobą nikogo z rodzeństwa, czasami nie pozwalał jej zasnąć, chociaż wiedziała, że nie było innego wyjścia. Roy musiał zostać. Elodie po prostu nie chciałaby iść. Była zadowolona ze swojego życia. Z dwójki sióstr, to Malwa była tą dziwną.
Ścisnęła ramię Lyriany.
– Najważniejsze jest to, że teraz jesteś... szczęśliwa, prawda? ‒ Poczekała, aż Lyriana pokiwa głową. ‒ Także… Myślę, że ci, których nie zabrałaś ze sobą, znaleźliby w tym pocieszenie. Jesteś szczęśliwa i bezpieczna. Jeśli naprawdę im na tobie zależało, to właśnie powinno być najważniejsze.
Lyriana zacisnęła usta. Wzięła głęboki oddech, otwierając usta, jakby chciała się sprzeczać, ale... Potrząsnęła głową. Podniosła dłoń i ścisnęła rękę Malwy na swoim ramieniu. Na jej ustach pojawił się najdrobniejszy, najbardziej nieśmiały uśmiech, jaki bardka kiedykolwiek widziała.
– Może masz rację – niemal wyszeptała. – A przynajmniej, mam taką nadzieję.
– Ja… – Malwa westchnęła. – Jeśli mam być szczera, ja również mogę się trzymać tylko nadziei. Liczę na to, że Roy nie jest na mnie zły za to, że nie zabrałam go na tę… wycieczkę – wyznała, wbrew rozsądkowi. Wiedziała, że te słowa leżały zbyt blisko ujawnienia prawdy. Nikt nie mógł się dowiedzieć. Dla jej własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa innych. Ale cóż. Mogła tylko mieć nadzieję, że Lyriana nie będzie dopytywać. A skłamałaby, gdyby powiedziała, że to wyznanie nie zdjęło z jej barków ogromnego ciężaru. Nagle mogła oddychać nieco głębiej.
To było... miłe. Powiedzieć to na głos.
– Więc miejmy nadzieję dla nas obu – mruknęła Lyriana. Zdjęła dłoń Malwy ze swojego ramienia i nie puszczając ich palców, położyła ich splecione dłonie na swoich kolanach. – Ale… Tak. Później, będąc w lesie, przestałam liczyć. Kiedy więc zdecydowałam się zostać w Ferrengrove… Nie wiem. Chyba nie chciałam wracać myślami do Daerlunu. A kiedy Faelar nalegał… Po prostu podałam mu datę mojego przybycia do wioski. I uwierz mi, nie mógł tego przeżyć przez kolejny rok.
Malwa przekrzywiła głowę z ciekawością.
‒ A kiedy tu przybyłaś?
‒ Siódmego Marpenoth. ‒ Lyriana nagle czujnie na nią spojrzała. ‒ A co?
‒ Nic. Zapamiętam to sobie. ‒ Gdy łowczyni już otwierała usta, zaskoczona, bardka przyłożyła do nich palec. ‒ Sza! Nie możesz mi tego zabronić.
Lyriana przewróciła oczami.
‒ Rób jak uważasz ‒ wymamrotała spod jej palców, ale gdy odwróciła wzrok, Malwa zauważyła jak delikatny róż oblał jej policzki.
Za blisko. Wiedziała. Ale zwyczajnie nie mogła się powstrzymać.
Po prostu… Chciała mieć jeszcze jedną, miłą datę do zapamiętania. Jakby na wymianę, skoro jej urodziny znów miały się kojarzyć z czymś nieprzyjemnym. To… Brzmiało jak dobry pomysł. Może wtedy, będąc już daleko stąd, wróci myślami do tego dnia i poczuje to samo ciepło, które teraz rozlało jej się po piersi na widok speszonej Lyriany.
‒ Żebyś się nie zdziwiła ‒ mruknęła, zbliżając się do niej i zaśmiała się, gdy łowczyni odepchnęła ją lekko.
‒ Jesteś niemożliwa.
‒ Ty też, ale ci nie narzekam.
Znów oparły się o drzewo, spoglądając na siebie. Niesamowite, że pomimo ich ciągłego kręcenia się, ich dłonie nadal były splecione. Słońce przeświecało przez liście, padając pod takim kątem, że przepięknie wydobywało złote plamki w brązowych oczach Lyriany oraz, znane już bardce, psotne iskierki, które pojawiały się za każdym razem, gdy wpadała na szczwany pomysł.
‒ To zgodnie z naszą umową, chyba teraz moja kolej na pytanie?
Malwa poruszyła się niespokojnie. Chciała potrzeć się o nadgarstek, ale przez uścisk łowczyni, mogła tylko odgarnąć włosy za ucho.
‒ Najwyraźniej.
Lyriana przekrzywiła głowę z uśmieszkiem tańczącym jej na ustach.
‒ Jakie są twoje ulubione kwiaty?
Malwa zamrugała.
‒ Serio?
Kobieta zaśmiała się. W pełni. Nie był to ten ciepły, uwodzicielski śmiech, niemalże chichot który tak często im towarzyszył w nocy i podczas niektórych pogaduszek. Był bliższy temu, jaki Malwa słyszała w karczmie, gdy były z Zaine. Serdeczny śmiech, który sprawił, że serce jej zadrżało i sama nie mogła powstrzymać się od uśmiechu.
‒ Powinnaś była zobaczyć swoją minę!
‒ Dziwisz mi się? ‒ fuknęła, udając urażoną, acz wiedziała, że mina ją zdradzała. ‒ Ty mi tu tak szczerze od serca, a nagle…
‒ Wystarczy nam już takich tematów na dziś. ‒ Odparła pewnie elfka. ‒ Więc? Zdradzisz mi odpowiedź?
Malwa przewróciła oczami.
‒ Skoro już koniecznie musisz wiedzieć… Hortensje ‒ odparła. Zmrużyła oczy, widząc, jak Lyriana unosi brew, patrząc na nią znacząco. ‒ No co?
‒ Oczywiście, że dziecko z wyższych sfer będzie lubić wymagające kwiaty ‒ Lyriana westchnęła teatralnie. Malwa założyła ręce na piersi, prostując plecy.
‒ No wiesz co! Chciałaś odpowiedź, to masz ‒ odparła z nadąsaną miną. Przez chwilę siedziały w milczeniu. Malwa czuła na sobie, rozbawione spojrzenie Lyriany, ale duma nie pozwalała jej spojrzeć na łowczynię. I znów to nieznane, miłe uczucie, chwytające ją za gardło. Nie bolesne. Po prostu… Dziwne.
Wciąż z odwróconą głową wymamrotała:
‒ A jakie ty lubisz?
‒ Ja? Och, chyba nie spodobają się naszej kochanej panience. Zbyt plebejskie.
‒ Nie mów tak! ‒ fuknęła Malwa w końcu się odwracając. Nawet nie zaskoczyła jej urażona nuta w jej głosie. Nienawidziła takich porównań.
Lyriana chyba również to zauważyła, bo jej twarz złagodniała.
‒ Niezapominajki ‒ przyznała. ‒ Może są proste, ale…
‒ Ale niemniej piękne ‒ wpadła jej w słowo Malwa, już mniej oburzonym tonem. ‒ Wybacz. Po prostu… Nie lubię, gdy ktoś wytyka mi pochodzenie. Szczególnie teraz ‒ przyznała po chwili ciszy. Na całe szczęście, Lyriana tylko pokiwała głową w zrozumieniu, patrząc jej głęboko w oczy.
‒ Będę uważać. ‒ obiecała. ‒ I miło mi… Że doceniasz mój gust.
Na gwiazdy. Dlaczego ona musiała być… Taka?
‒ Dziękuję. I nie ma za co.
Gdy Lyriana tylko odpowiedziała jej uśmiechem, Malwa czuła, jak rumieniec oblewa jej policzki. Jak to możliwe, że gdy mówiła coś takiego, jej serce zaczynało szybciej bić? I za każdym razem Lyriana po takich chwilach wydawała się jeszcze piękniejsza?
Tak jak teraz. Jej ciemne włosy opadały na ramiona w ciężkich warkoczach. Żadne kosmyki nie zasłaniały pięknych brązowych oczu, które teraz kryły w sobie taką miodową słodycz, że Malwa nie mogła przestać się w nie wpatrywać. Była prawie pewna, że na jej twarzy malował się ten sam czuły wyraz, ten sam delikatny uśmiech, który teraz pojawiał się na ustach Lyriany i tylko z tego powodu nie czuła potrzeby, by się tego wstydzić.
Przez myśl jej przemknęło, że to był idealny moment na pocałunek. Ale... Noc jeszcze nie nadeszła. A ona nie zamierzała zepsuć tej chwili czymś tak trywialnym. Po prostu rozkoszowała się słodyczą spojrzenia Lyriany, chcąc zapisać go sobie w pamięci na wieki.
Gdzieś, w zakamarkach jej umysłu zaczęły kształtować się pierwsze nuty melodii.
‒ Malwa! Jestem gotowa!
Moment przeminął.
Obie gwałtownie odwróciły się, aby spojrzeć na Serune, która stała dumnie przed nimi. Malwa roześmiała się, ignorując smutek ciążący jej w piersi. Chciała, aby ta chwila trwała nieco dłużej. Ale niestety, złożyła obietnicę, więc pozwoliła Serune po prostu pociągnąć się za rękę, rzucając Lyrianie przepraszający uśmiech. Elfka tylko pomachała do niej ręką, a jej szeroki uśmiech sprawił, że Malwa poczuła coś, o czym prawie zapomniała.
Spokój.



Komentarze
Prześlij komentarz