3.2

 


Malwa od dawna nie widziała takiego tłumu w żadnej karczmie. Gdy wraz z Irriel, Lyrianą i Serune zbliżały się do Błędnego Ognika, ludzi było słychać już z daleka. 

Przed karczmą tłoczyło się mnóstwo elfów. Rozmawiali, śmiali się, a kilkoro z nich już dzierżyło w rękach kufle. Ku zdziwieniu Malwy, wszyscy byli tak samo wystrojeni, jak ona, Lyriana czy Irriel. Zazwyczaj, gdy widziała mieszkańców w karczmie, ewidentnie wpadali tam tuż po pracy. Teraz jednak, zamiast elfów ubranych w proste, czasami poplamione stroje, wszyscy nosili wciąż proste, ale eleganckie ubrania. 

Skłamałaby mówiąc, że nie połechtało to jej ego. 

Serune pisnęła i wyrwała się do przodu, dostrzegając wśród elfów kilkoro dzieci. Brwi Malwy powędrowały w górę. Właściwie, nie przypominała sobie, aby widziała tu kogoś innego niż dorosłych lub starszych elfów. Czy to przez to, ile czasu spędzała u Irriel?

‒ Chyba cała wioska się zebrała ‒ powiedziała do reszty, nie kryjąc zadowolonej miny. Obok niej, Irriel pokiwała głową w zamyśleniu.

‒ Cóż, można się było tego spodziewać ‒ odparła po chwili ciszy. Zmarszczyła brwi. Rozejrzała się i Malwie przez chwilę wydawało się, że szuka Serune, ale dziewczynka stała zbyt blisko nich, żeby medyczka mogła tak intensywnie jej szukać. O co chodziło? ‒ Ciekawe, czy Kolvar nas tu wszystkich zmieści.

‒ Wątpię ‒ prychnęła Lyriana. ‒ Ale, koniec końców, to jest wydarzenie dla jego syna. Pewnie chciał się trochę popisać. 

‒ To chyba dobrze, prawda? ‒ zapytała Malwa z uśmiechem, jednak jej wzrok badawczo wędrował od jednej elfki do drugiej. ‒ Zawsze to większe obroty dla karczmy. Może sprowadzi sobie jakiś inny alkohol czy coś…

Irriel wyglądała na nieprzekonaną. Postukała palcem o medalion, przytroczony do gorestu sukni. Gdy jednak dostrzegła spojrzenie Malwy, pokiwała głową, jakby roztargniona.

‒ Na pewno dałaś nam okazję do małego święta, jeszcze przed przesileniem ‒ odpowiedziała w końcu. Zanim jednak Malwa zdążyła coś wtrącić, dodała: ‒ Zastanawiam się tylko, cóż to będzie za święto.

Bardka uniosła brwi, nie rozumiejąc.

– To znaczy? – zapytała. Z powątpiewaniem, przyjrzała się tłumowi. Na razie, wszyscy wydawali się być w dobrych humorach. Część już dostrzegła Serune i zaczęła się z nią witać, wyraźnie rozglądając się za matką dziewczynki. – Wygląda na to, że nawet przed rozpoczęciem, wszyscy dobrze się bawią – dodała, zerkając z ukosa na medyczkę. Irriel pokręciła głową.

– Lyria, kiedy ostatnio mieliśmy takie święto?

Teraz to łowczyni patrzyła na medyczkę z konsternacją.

– W przesilenie wiosenne – odparła. 

– A przed? – Widząc wciąż nic nie rozumiejący wzrok łowczyni, Irriel poruszyła się niespokojnie. – Czy czyjaś setka była aż tak wystawna?

Lyriana i Malwa wymieniły się zaskoczonymi spojrzeniami. 

– Irriel, o co chodzi?

Medyczka w końcu ciężko westchnęła. 

– Być może szukam problemu, tam gdzie go nie ma – przyznała w końcu. Jej ton jednak sprawił, że Malwa zacisnęła usta i rozejrzała się jeszcze raz. Czy coś jej umyka? Lyriana również nie wyglądała na przekonaną, jednak zanim zdołały się odezwać, usłyszały znajomy głos:

– Malwa! Lyria!

To Zaine machała w ich stronę. Ciemne, wiśniowe włosy miała splecione w fantazyjny warkocz, a w parze z bordową suknią, której zdaniem Malwy nie powstydziła się jakaś pomniejsza szlachcianka, wyglądała naprawdę po królewsku, czego nie omieszkała jej powiedzieć przy powitaniach.

– Ty też wyglądasz świetnie – odparła łowczyni, mrugając do niej. Bardka ze śmiechem się skłoniła. – I widzę, że nawet wzięłaś coś z mojej szafy!

– Oczywiście. Jak mogłabym nie skorzystać?

Zaine obrzuciła ją uważnym spojrzeniem, a gdy zerknęła w bok na Lyrianę, na jej ustach pojawił się psotny uśmieszek.

– Ale jakoś od Lyrii nic nie wzięłaś?

Lyriana prychnęła pod nosem, ale zanim coś powiedziała, Malwa odparła, wesołym tonem:

– Lyriana już mi zdążyła dać nieco więcej przed występem.

– Malwa!

Bardka tylko się zaśmiała, gdy elfka trzepnęła ją w ramię. Gdy spojrzała na Lyrianę spod rzęs, z zadowoleniem odkryła, że łowczyni się rumieni, a co najważniejsze, napięte ramiona kobiety nareszcie się rozluźniły.

Gdy wpadła do nich Serune udało im się na moment uwolnić od ciężkiej atmosfery, ale nie sprawiło to, że w zupełności się uspokoiły. Jeśli Malwa miała być szczera, nawet gdy plotła włosy dziewczynki i odpowiadała na kolejne z jej pytań, wzrok uciekał jej w stronę Lyriany.

Ta desperacja ją… Zmartwiła.

Gdy tutaj szły, elfka była cicha. Raz po raz, bardka czuła jak zaciska jej palce na dłoni, ale na ciche pytania czy wszystko w porządku, odpowiadała, że tak. Malwa mogła więc tylko niemo głaskać ją po skórze, mając nadzieję, że wkrótce humor jej się poprawi.

Ich rozmowa również i bardkę nieco wytrąciła z równowagi. Chociaż wierzyła w to, co powiedziała, nadal wolałaby móc powiedzieć coś innego, ale… Po prostu nie mogła. Miała nadzieję, że Lyriana to zrozumie.

Teraz jednak, gdy elfka zaczęła się sprzeczać z Zaine, bardka nieco się uspokoiła. Być może jeszcze nie wszystko stracone.

Wykorzystała tę chwilę, aby uważniej przyjrzeć się mieszkańcom, ale wciąż nie widziała nic, co mogłoby zaniepokoić Irriel. Elfy zachowywały się tak, jak zawsze. Stali w swoich grupkach, śmiali się i pokrzykiwali do siebie nawzajem. Irriel już weszła między nich, prawdopodobnie chcąc przywołać do siebie Serune, także wzrok Malwy powiódł za nią.

Medyczka prezentowała się dziś naprawdę godnie. Teraz jej wcześniejszy komentarz na temat ubrań wydawał się być zupełnie nie na miejscu. Długa, prosta sukienka w kolorze zgaszonej zieleni nie ciągnęła się za nią, jak suknie Aveline Grenwin. Sięgała Irriel tylko do kostek i zamiast zmuszać innych do rozstąpienia się samą objętością materiału, chyba po prostu sposób w jaki medyczka w niej się poruszała sprawiał, że że elfy ustępowały jej miejsca. Może to też dlatego, że Irriel lawirowała między nimi z pewnością? Głowę miała wysoko uniesioną, dzięki czemu światło odbijało się zarówno w spince w kształcie liści w jej włosach oraz na odsłoniętych, ciemnobrązowych ramionach. Spojrzenia, jakie inni kierowali w jej stronę wyglądały na pełne szacunku i ciepła.

Czy aby na pewno?

Malwa zmarszczyła brwi. Tak, elfy rozchodziły się przed Irriel, ale gdy tylko dawali jej przejść, jeszcze przez chwilę przyglądali się jej, szepcząc do siebie. Biorąc pod uwagę ich miny, bynajmniej nie chwalili jej za strój. Bardka rozejrzała się uważniej i udało jej się przyłapać jeszcze kilka osób na zerkanie z ukosa na Lyrianę, Zaine i nią. Jednak gdy skrzyżowała spojrzenia z kowalem, z którym rozmawiała nie dalej niż dwa dni temu, i który zaśpiewał za jej propozycję bajecznie wygórowaną cenę, obdarzyła go tylko ciepłym uśmiechem. Dopiero gdy speszony odwrócił wzrok, pozwoliła sobie na uśmieszek, chociaż w jej głowie biły dzwony alarmowe. Znajomy stres już sprawiał, że cierpły jej palce.

Czyżby czegoś nie dostrzegała? Co mogło sprawić, że w kilka dni większość wioski w cichy sposób starała się odciąć nie tylko od niej, ale też od tych, którzy byli jej przychylni?

Podświadomie zaczęła szukać wzrokiem Naifelrii, ale nigdzie nie mogła jej dostrzec. Gdy zapytała o to Zaine, ta odparła, że jest już w środku, podobnie jak Saila. Najwyraźniej brakowało tylko Kolvara i Daelyna. To jeszcze bardziej skonsternowało Malwę.

Saila i Naifelria pokłóciły się o nią w karczmie, a teraz, po ogłoszeniu małej rywalizacji, większość wioski nagle patrzyło na nią nieprzychylnie. Czy radna naprawdę coś zamieszała? Może odebrała to jako swoisty afront?

Z drugiej strony, Irriel twierdziła, że to nie mogła być ona. Że nie upadłaby tak nisko.

Malwa zacisnęła sobie dłoń na nadgarstku. Małe miejscowości i ich układy. Właśnie dlatego wolała przed przybyciem do jakiegokolwiek miejsca najpierw uważnie je wybadać.

Wzięła głęboki oddech. Tak czy siak, to miała być tylko zabawa, ale… i sposób by zdobyć choć odrobinę przychylności Kolvara, także… . 

– Wszystko dobrze? – zapytała ją Lyriana. Na jej zmartwione spojrzenie, Malwa odpowiedziała bladym uśmiechem.

– Chyba łapie mnie trema – rzuciła, drapiąc się po karku. Właściwie, nawet nie skłamała. Nieprzychylna widownia to zawsze spory problem dla barda, ale… Musiała przekonać do siebie całą radę. Czyżby gdzieś popełniła błąd? Jeśli tak, musi jak najszybciej go naprawić, ale jak, skoro nawet nie zna przyczyny?

– A tam, nie ma co się przejmować. To tylko zabawa – Zaine wyszczerzyła do niej zęby, wyrywając ją z ponurych myśli. – Jedyne co na tym może ucierpieć, to ego Daelyna. Pozbiera się.

Malwa zmarszczyła brwi. Czyżby o to chodziło? Może Daelyna uraziła jej propozycja? Z drugiej strony, gdy to zaproponowała, chłopak od razu pobiegł na scenę. Nie, to nie mogło być to. W dodatku, wtedy te nieprzychylne spojrzenia powinny być kierowane głównie w jej stronę. Chyba, że bard był tak małostkowy, że zaczął o coś oskarżać również resztę?

– Ja już was chyba nie rozumiem. – Założyła ręce na piersi. – Daleyn naprawdę ma tak kruche ego?

Zaine parsknęła.

– Czy ja wiem, czy kruche. Na pewno wrażliwe. Jak się go nie pochwali za pieśń, to szybko traci rezon.

Malwa mimo wszystko prychnęła. No tak. To brzmiało znajomo.

– Przecież występował poza Ferrengrove, co?

Wiedziała, że brzmi jak hipokrytka, bo sama właśnie w ten sposób go sprowokowała, ale widząc, jak Lyriana i Zaine wymieniły spojrzenia, zrobiło jej się zimno.

– Właściwie… Nie jestem pewna – przyznała cicho elfka. – Mówił, że tak… No i w jakiś sposób poznał tego twojego byłego.

Ale nie musiał go poznać na scenie, pomyślała Malwa. Cholera. Faceci i ich natura.

Jednak wciąż nie była w pełni przekonana co do tego, że Daelyn zwróciłby całą wioskę przeciwko nim. Czegoś jeszcze nie widziała, ale czego?

– Nie mów mi, że się nim martwisz.

– A jeśli tak, to mam czym? – zapytała bardka. Celowała w przekorny, lekki ton, ale coś w wyrazie jej twarzy chyba sprawiło, że Lyriana zmarszczyła brwi.

– Niespecjalnie. Prawdę mówiąc… Może wtedy dostrzeże, że warto poszerzyć horyzonty – mruknęła elfka. Malwa potarła się po nadgarstkach. Nie podobało jej się to, ale na razie nie miała pojęcia co z tym zrobić. Zacisnęła więc tylko palce na amulecie i wzięła głęboki oddech, starając się pozbyć napięcia, które nieproszone wniknęło w jej ciało. Na zaskoczone spojrzenia łowczyń odpowiedziała tylko półuśmiechem.

– No to niezłą presję na mnie nakładacie – rzuciła wesoło. Tym razem chyba nic jej nie zdradziło. – Ale pamiętajcie, ja wam przyszłam tylko pochwalić się muzyką – dodała przekornym tonem. – Mimo to, dobrze wiedzieć, że wasze głosy mam w kieszeni.

– Już agitujesz? – usłyszała nagle głos tuż za sobą. Momentalnie odwróciła się na pięcie i stanęła niemalże twarzą w twarz z Daelynem oraz ze stojącym obok niego Kolvarem. Uśmiechnęła się tylko do nich, poprawiając pasek lutni na ramieniu, powstrzymując się od wzdrygnięcia.

– Zaraz, że agituję. Ja tylko sprawdzam, jakie są nastroje widowni. – Na usta cisnął jej się jeszcze jeden, nieco wredniejszy komentarz, ale ugryzła się w język. Czuła, że więcej osób zaczyna im się przyglądać. Spojrzała na Kolvara, przywołując na twarz uśmiech. – Mam nadzieję, że to będzie owocna noc.

Starszy elf podparł się pod boki, rozglądając się po tłumie. Wyglądał na zadowolonego.

– Już wygląda na owocną, moja droga – odparł. – Choć zapewne, jak ich Daelyn porwie w tany, to będzie jeszcze bardziej owocna, co, młody?

Klepnął syna po ramieniu, a bard tylko się wyprostował z uśmiechem. Na tę okazję wymalował sobie bardziej wymyślne, złote wzory na twarzy, ale w jego czarnych włosach wciąż skrzyły się złote nitki. Malwa musiała w duchu przyznać, że nieco zazdrościła mu płaszcza z futrzanym kołnierzem, niedbale przerzuconym przez ramię; ona sama, choć nie chciała się do tego przyznawać, już marzła na wieczornym chłodzie. Kolvar za to zupełnie nie wyglądał, jak właściciel karczmy. Jego kubrak był tak wymyślnie wyhaftowany, że teraz mógłby uchodzić za co najmniej szlachcica. Malwa była zdziwiona, że w ogóle miał taki strój na podorędziu. W dodatku jego czarne, poprzetykane siwizną, długie włosy zostały spięte w dość wytworny, koński ogon, a nietypowa dla elfów, gęsta broda niemal lśniła. Teraz naprawdę wyglądał jak radny.

Malwa odruchowo chciała się odsunąć. Ledwo powstrzymała się przed eleganckim dygnięciem. Tylko ręka wciąż zaciśnięta na dłoni Lyriany przypomniała jej, gdzie jest.

– No, ale chyba dość już was tu przetrzymaliśmy – dodał głośniej Kolvar, wyraźnie skupiając na sobie uwagę tłumu. Kątem oka, Malwa dostrzegła, że Lyriana nieco się cofnęła. Stanęła tak, aby choć trochę ją zasłonić. Mała, radosna iskierka rozpaliła się w jej sercu, gdy elfka wciąż nie puszczała jej ręki. – Chodźcie wszyscy, do środka. Jakoś się chyba pomieścimy. A wy dwoje – tu spojrzał na Daelyna i Malwę. – Za mną.

I bezceremonialnie ruszył w stronę karczmy. Z niewiadomego powodu, serce Malwy zaczęło bić szybciej. Nerwy przed występem były dla niej naturalne. Roy powtarzał jej, że się denerwuje, bo jej zależy. Teraz jednak, czując na sobie wyzywające spojrzenie Daelyna, wiedziała, że nie boi się tylko o to, czy nie pomyli się w grze. 

Zacisnęła jeszcze raz palce na amulecie. Poradzi sobie. Zawsze jakoś sobie radziła.

– Powodzenia! – Zaine poklepała ją w po głowie i zniknęła w tłumie. Malwa tylko jej pomachała i wraz z Lyrianą zaczęła przebijać się do karczmy, starając się nie wpadać na innych.

W środku już było duszno, pomimo otwartych drzwi i okien. Kobiety przebijały się chyłkiem, próbując nie stracić z oczu Kolvara i Daelyna, a gdy zniknęli oni za drzwiami, które wyraźnie odseparowywały karczmę od czegoś w formie zaplecza, Malwę zatrzymał uścisk na jej ręce. 

– Dasz sobie radę – odezwała się Lyriana. – I nie przejmuj się nim. – Ścisnęła Malwę mocniej za palce. – Ćwiczyłaś. I jesteś w tym naprawdę dobra. Pokochają cię.

Coś ciężkiego spadło jej z ramion.

– Stań blisko sceny, co? – mruknęła, dziwiąc się sama sobie. Nigdy nikogo o to nie prosiła, ale… Chyba… Byłoby to miłe. Tym bardziej, że gdy Lyriana pokiwała głową z uśmiechem, niepokój powoli był zastępowany przez coś… innego. Jeszcze nie wiedziała co takiego, ale sprawiło, że mogła odetchnąć pełną piersią, czując jak coś ciepłego rozpływa jej się po ciele.

– Oczywiście. Będę cię wspierać, isk.

– Nie mogłabym prosić o więcej. – Ciepło zapłonęło mocniej na dźwięk tego zdrobnienia. – Naprawdę.

Lyriana uścisnęła ją z uśmiechem, a gdy się oderwały obok siebie usłyszały głos Irriel: 

– Powodzenia, skarbie. – Medyczka bezceremonialnie podeszła aby również otoczyć bardkę ramionami. Jednak zanim Malwa się w nią wtuliła, usłyszała w uchu jej ostry szept:

– Skarbie. Nie chcę cię martwić, ale… Bądź czujna. – Ścisnęła ją nieco mocniej, kołysząc je na boki. – Pamiętaj, że… Dla Kolvara nie jest najważniejsza karczma.

Malwa zamrugała. Jak to nie?

Prawdopodobnie wyczuwając jej spięcie, Irriel pogłaskała ją po ramionach i dodała już głośniej:

– Poradzisz sobie. – Odsunęła się tak, aby spojrzeć bardce w oczy. – Wiem to. I pamiętaj… Grasz dla nas wszystkich.

I ścisnęła ją po raz ostatni, po czym pociągnęła Lyrianę za sobą. Malwa stała jeszcze chwilę w kącie, ściskając amulet w dłoni. Dała sobie chwilę na kilka głębszych wdechów. Irriel miała rację. Miewała już trudne widownie i zazwyczaj była w stanie je sobie podporządkować. Najważniejsze, aby Kolvar był zadowolony.

Miała wrażenie, że pomimo gwaru, przebił się do niej śmiech Serune i dopiero to sprawiło, że odważyła się sięgnąć do klamki zamkniętych drzwi, a na jej twarz wypłynął drobny uśmiech.

Ale… nie zaszkodzi też przy tym dogodzić innym i… Nieco się pochwalić.

Z tą myślą, zdecydowanym gestem otworzyła drzwi.

Powitało ją pomieszczenie, które w zasadzie przypominało małą garderobę, połączoną chyba z… kulisami? Pokój nie był duży. Pod ścianą stała mała, ale porządna toaletka, na której walało się sporo kosmetyków. Obok znajdował się stół z kilkoma przekąskami i dzbankiem wody. Malwa dostrzegła również stojak, na którym mogłaby odłożyć swoją lutnię. Drugą stronę pomieszczenia zasłaniała kotara. Przez jej szparę sączyło się blade światło karczmy, ale to nie znaczyło, że pokój był zupełnie ciemny. Przed toaletką i na stole stały jeszcze dwie lampy.

– Wreszcie jesteś. Już myślałem, że stchórzyłaś – mruknął w jej stronę Daelyn, który rozsiadł się na stołku przed toaletką. Malwa zerknęła kątem oka na Kolvara, ale gdy dostrzegła, że nie zamierzał strofować syna, wzruszyła ramionami.

– W tym momencie nieeleganckie byłoby się wycofać – odparła spokojnie. Z doświadczenia wiedziała, że to właśnie spokój wyprowadzał z równowagi takich… Wymoczków.

A jednak, gdy ruszyła aby odłożyć lutnię, Daelyn zerwał się z miejsca, wyciągając do niej ręce.

– Daj, pomogę ci.

Malwa zmarszczyła brwi, odruchowo przyciskając instrument do piersi. Kątem oka zerknęła na drzwi. W najgorszym wypadku zdąży go zdzielić po łbie i uciec…

Uspokój się! skarciła się w duchu.

– Dzięki, ale poradzę sobie.

Bard westchnął, oburzony. Gdy cofnął dłonie, w świetle magicznych lamp błysnęły jego paznokcie. Malwa zmarszczyła brwi. Wydawało jej się, czy widziała na palcach również odciski? Czy Daelyn aż tak się denerwował występem, że ćwiczył bezustannie? Jej własna skóra również byłą zrogowaciała, ale to z pewnością były świeże ślady.

Odłożyła lutnię, korzystając z chwili aby zmarszczyć brwi. Co jej tu tak umykało?

Może powinna zaproponować, że uleczy mu te obtarcia? To już była w stanie zrobić…

– To co, dzieciaki, gotowi? – zapytał Kolvar wesoło. Oboje skinęli głowami. – Chodźcie. 

Gdy wyszła za Kolvarem na scenę, na moment oślepił ją blask magicznego światła. Zignorowała chichot Daleyna gdy osłoniła oczy. Momentalnie jej troska o niego ją opuściła. Faceci.

W karczmie jeszcze przez moment panował gwar, ale gdy Kolvar mocno zaklaskał w dłonie, tłum powoli ucichł. Malwa, której wzrok nareszcie przyzwyczaił się do oświetlenia z ulgą odnalazła twarze Lyriany, Irriel, Zaine i Serune, ale nie skupiła się na nich. Dostrzegła, że Saila i Naifelria stały obok siebie przy barze. Żadna tym razem nie wyglądała na niezadowoloną, zwyczajnie z ciekawością wpatrywały się w scenę.

Część stresu opuściła dziewczynę, rozpalając w niej już znajomą nutę ekscytacji. Może nie będzie tak źle? Oczywiście, czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia części mieszkańców, ale tym razem nie były one tak widoczne, jak przed karczmą. Chyba, że pilnowali się przy Kolvarze?

– Pewnie wiecie, że w karczmach w Sembii czy Cormanthyrze często organizuje się konkursy bardowskie – zaczął Kolvar. – U nas niestety mieliśmy chyba za mało bardów, aby coś takiego zorganizować. – Po sali rozległ się śmiech. Malwa uśmiechnęła się uprzejmie. Kątem oka dostrzegła, że Daelyn niespokojnie się poruszył. – Zrządzeniem losu jednak, nareszcie możemy sobie na to pozwolić. Okazuje się, że nasza droga gościni, panienka Malwa również czasem przygrywa i wspaniałomyślnie zgodziła się zmierzyć z naszym Daelynem. – Karczmarz klepnął syna po plecach. Malwa powstrzymała się od skrzywienia, słysząc jego protekcjonalny komentarz. Zacisnęła jedynie palce za plecami. – Pytanie tylko, kto dzisiaj zacznie? – Kolvar zerknął na bardkę kątem oka. – Rzut monetą chyba wydaje się sprawiedliwy, co?

– Nie mam nic przeciwko – powiedziała raźno. Daelyn również skinął głową, a Kolvar, zadowolony wyjął złotą monetę z kieszeni. Ostentacyjnie pokazał ją widowni, chociaż Malwa miała wątpliwość czy ktoś siedzący nawet w pierwszym rzędzie mógł zobaczyć awers i rewers. Ona sama, stojąć tuż obok mężczyzny miała z tym trudność.

– Awers, pierwsza gra Malwa, rewers, Daelyn.

Radny podrzucił monetę. Gdy wirowała w powietrzu, Malwa nagle poczuła dreszcze, przebiegający jej po plecach. Chwilę później, chyba rzęsa wpadła jej do oka. Zamrugała gwałtownie, a gdy ponownie mogła skupić wzrok, moneta już leżała na ręku Kolvara.

Rewers.

No cóż. Może to i lepiej? Będzie miała chwilę, aby jeszcze po cichu się rozśpiewać.

– W takim wypadku powitajmy na scenie Daelyna – Kolvar uśmiechnął się szeroko do widowni. Gdzieś z daleka Malwa usłyszała żartobliwy głos:

– Po raz kolejny!

Tym razem była pewna, że bard się wzdrygnął, choć na jego twarzy wciąż malował się uśmiech.

– Myrin, wiem gdzie mieszkasz! – rzucił zaczepnie, a przez salę przebiegł śmiech. Malwa jednak kątem oka dostrzegła, że kąciki ust Kolvara również się spięły. Mimowolnie zacisnęła dłoń na nadgarstku. Co tu się, na dziewięć piekieł, wyprawiało?

– Potem zagra nam Malwa. No, dzieciaki – Kolvar odwrócił się w ich stronę. – Za zabawę, co?

– Za zabawę – odparła bardka, starając się nie tracić rezonu. Nie mogła się wyzbyć wrażenia, że radny powiedział to zdanie nieco… Kpiącym tonem. Wyciągnęła jednak dłoń w stronę Daelyna, a mężczyzna szybkim gestem ją uścisnął. – Powodzenia.

– Nie jest mi potrzebne – odparł Daelyn, prostując się. Malwę powstrzymał od prychnięcia tylko niepokój. – Ale… dzięki. – I bard już skupił się tylko na widowni. – Wiem, że ciężko wam będzie teraz pożegnać naszą piękną damę, szczególnie niektórym z nas, ale wierzcie mi, będzie warto.

Malwa musiała wziąć naprawdę głęboki wdech, aby nie dać po sobie znać, że oburzył ją ten komentarz. Nawet nie śmiała spojrzeć w stronę Lyriany, ale coś jej podpowiadało, że łowczyni już przeklina chłopaka pod nosem.

Skłoniła się tylko jeszcze przed widownią i skierowała się za kulisy. Naprawdę musiała szybko rozgryźć, co tu się działo.


Komentarze

Popularne posty