3.3

 


Przez karczmę niosły się dźwięki już piątej pieśni. Była to o wiele spokojniejsza melodia, niż kilka poprzednich, ale jeszcze nie melancholijna. W sam raz, aby widownia po ostatniej, skocznej pieśni mogła złapać oddech.

Pozwoliła też Malwie myśleć.

Dziewczyna bezwiednie przyciskała palce do strun, łapiąc te same chwyty, co Daelyn na scenie. Zrządzeniem losu grał jedną z ballad, którą rozpoznała. Pomogło jej się skupić.

Przez cały występ uważnie przyglądała się bardowi i widowni zza kulis, ale nie zauważyła nic podejrzanego. Mieszkańcy Ferrengrove zdawali się reagować na Daelyna w ten sam sposób, co każdego innego wieczoru, gdy była w karczmie. Oklaski nie wydawały się przesadzone, tak samo jak pogwizdywania i wspólne śpiewanie. Nic, co by wskazywało na to, że bard jakoś opłacił część widowni.

Ze swojego miejsca za kotarą, Malwa oczywiście nie widziała wszystkich. Nie miała pojęcia, gdzie teraz znajduje się Kolvar, a swoje przyjaciółki dostrzegała tylko od czasu do czasu; jakiś wyższy elf usadowił się tak, że zupełnie zasłaniał jej kobiety. 

D-dur… G-dur… B-moll…

Niemniej jednak, ostrzeżenie Irriel nadal kołatało jej w głowie. Szczerze mówiąc, nie tyle obawiała się widowni, co właśnie reakcji Kolvara. Niech ją obrzucą zgniłymi jajami, w porządku, ale nie mogła stracić przychylności radnych. Gdzie więc popełniła błąd? Pojedynek wydawał się przecież idealnym rozwiązaniem; nieco rozrywki dla wioski, więcej osób w karczmie, więcej pieniędzy, chociaż na jedną noc… Gdzie tutaj były wady?

D-dur… G-dur… B-moll… A-dur…

Malwa westchnęła. Nie ważne, jak bardzo próbowała to rozwikłać, nic nie przychodziło jej do głowy. A przecież musiała. Jeśli nie dla siebie, to dla Irriel, Lyriany i Zaine. Nie podobały jej się nieprzychylne spojrzenia elfów. W trakcie ostatnich dni ktoś musiał jej robić koło pióra. Przecież przez większość czasu, mieszkańcy… Może nie tyle co się nią interesowali, ale na pewno nie byli jej nieprzychylni. Ktoś coś musiał o niej naopowiadać i to prawdopodobnie ktoś z radnych. Malwa nie sądziła, aby ktokolwiek inny mógł mieć taki wpływ na te elfy.

Chociaż byłaby to najprostsza ścieżka, musiała wykluczyć Naifelrię. Sama nie ufała krawcowej, ale wolała w tej kwestii zdać się na opinię Irriel. Saila również nie wydawała się prawdopodobną kandydatką, biorąc pod uwagę, jak się do niej odnosiła. W dodatku, Lyriana na pewno by ją ostrzegła, a dowódczyni również nie sprawiała wrażenia osoby, która zrobiłaby wszystko, by zniszczyć reputację swoich najlepszych łowczyń.

To pozostawiało jej Kolvara, ale… Dlaczego? W tej sytuacji przecież to on najwięcej korzystał.

– Mam nadzieję, że masz wszystko, czego potrzebujesz, Malwo?

Bardka musiała z dumą przyznać, że nawet nie podskoczyła, gdy za kulisami rozległ się cichy głos Kolvara. Kątem oka widziała, jak się tu wślizgnął.

Odeszła od kotary, aby nie przeszkadzać rozmową Daelynowi. Niech chociaż jedno z nich gra fair play.

– Tak, jak najbardziej, proszę pana – powiedziała, siląc się na spokojny ton. Mimowolnie oceniła odległość między sobą a drzwiami i gdy upewniła się, że w razie czego będzie w stanie się wydostać, po prostu oparła się o ścianę.

– Żaden “pan”. Chyba nikt tak do mnie nie mówi, oprócz dzieci. – Kolvar zaśmiał się ciepło. Bardka mogła tylko uprzejmie skinąć głową.

Wokół nich zapadła cisza, przerywana tylko pieśnią rozbrzmiewająca w tle. Daelyn wyraźnie dawał z siebie wszystko.

Kolvar, jak gdyby nigdy nic, rozsiadł się na krześle. Spojrzenie złotych oczu utkiwł w Malwie. Bardka musiała się powstrzymać, aby odruchowo nie potrzeć sobie ramion. Nie powiedziałaby, że to było nieprzychylne spojrzenie, ale… To w jaki sposób mężczyzna się uśmiechał, wprawiało ją w niepokój, pomimo ciepła jakie od niego biło.

– Dobrze się u nas czujesz?

Powiedzieć, że zaskoczył ją tym pytaniem, to jak nic nie powiedzieć. Malwa zamrugała.

– Chyba nie mogę na nic narzekać – odparła w końcu dyplomatycznie. – Z pewnością spotkałam tu wiele miłych osób.

Kolvar pokiwał głową. Odchylił się na krześle, gładząc swoją długą brodę.

– Miło to słyszeć. Wiem, że Naifelria narobiła ci nieco kłopotów. Mam nadzieję, że wiesz, że nie wszyscy tacy jesteśmy.

– Oczywiście. Zdążyłam już się o tym przekonać – powiedziała bardka. Jednak potarła ramiona. Skąd te nagłe pytania? Poza tym… Cóż za ironia, pytać ją o to akurat teraz.

Tymczasem karczmarz, jak gdyby nigdy nic, spojrzał na lutnię, którą bardka trzymała w dłoniach.

– Z daleka do nas przyjechałaś?

I tak przez kilka minut. Kolvar zadawał jej wiele pytań. Skąd jest, jaką trasą się poruszała, czy pogoda jej odpowiada. Niby nic poważnego. Lekkie pytania, które zapewne często zadawał jako właściciel karczmy.

Był w tym tak dobry, że Malwa dopiero po chwili zorientowała się, w czym brała udział.

Podczas gdy Naifelria skonfrontowała ją bezpośrednio, karczmarz najwyraźniej chciał ją wybadać, wciągając ją w pozornie nic nie ważną rozmowę. Malwa jednak zbyt często sama zbierała w ten sposób informacje, aby dać się zwieść.

Mężczyzna wracał do pytań o jej pochodzenie, jakby chcąc złapać ją na kłamstwie. Gdy usłyszał o Kelazzan, nie był w stanie ukryć swojego zdumienia; najwyraźniej spodziewał się innej odpowiedzi. Tym bardziej wiadomość o tym, że nie była jeszcze w Sembii, tylko szła z Cormanthyru sprawiła, że już szczerze wyraził swój szok, w szczególności, gdy bardka bez oporu wymieniła mu wszystkie miasta w których była, przed przybyciem do Ferrengrove. Miała nawet kilka pamiątek do pokazania, aby móc to udowodnić.

Malwa cieszyła się w duchu, że przynajmniej w tym momencie była w stanie na wszystko odpowiedzieć szczerze.

W tym momencie stało się dla niej jasne, dlaczego w tak zapomnianym miejscu znajdowała się karczma i dlaczego Kolvar zasiadał w radzie. Koniec końców, jeśli już jakiś przejezdny się trafi, musiał się tu zatrzymać. A pijanych zawsze łatwiej wybadać.

Malwa byłaby nawet pod wrażeniem, gdyby nie była tak zdenerwowana. W szczególności, gdy powoli stawało się jasne, że naprawdę nie stanowiła zagrożenia dla Ferrengrove. Kolvar czasami uciekał od niej wzrokiem. Coraz częściej przyłapywała go na cichych westchnieniach i choć nie miała dowodów, jej teoria o tym, że to karczmarz stał za rozsiewaniem plotek na jej temat stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Co tylko sprawiało, że każde kolejne pytanie działało jej na nerwy.

Kolvar mógł ją przepytać w każdej wolnej chwili, w szczególności, że przecież odwiedzała Błędny Ognik. Dlaczego dopiero teraz postanowił ją sprawdzić? I po co wciągnął w to również resztę?

– Powiedz mi jedno, Malwo. – Kolvar oparł się o krzesło, zaczynając niedbale podrzucać swoją monetę. – Wiemy, że nie jesteś tylko bardką, ale też i szlachcianką.

Bardka zacisnęła palce w pięść. Niemal nie poczuła jak zaczęła sobie wbijać paznokcie w dłonie. No tak. Zaine musiała o tym poinformować Sailę, a stamtąd prosta droga do reszty. Czy to o tym plotkowała wieś?

Zmusiła się do uśmiechu.

– Zgadza się.

– Wiedz, że jak na razie wie tylko rada, oraz osoby z którymi sama postanowiłaś się tym podzielić – dodał Kolvar spokojnym tonem. Dziewczyna sztywno kiwnęła głową. Na moment rozprostowała palce.

– Dziękuję.

– Jednak chciałbym, abyś nam… Mi powiedziała. Dlaczego jesteś tu sama? Twierdzisz, że pochodzisz z Kelazzanu, a o ile dobrze pamiętam jeszcze mapy, to cholernie daleko stąd.

Malwa westchnęła. Który to już raz będzie musiała powtórzyć to samo kłamstwo?

– Ojciec chciał, abym się dokształciła poza granicami i sama doświadczyła nieco Faerunu. Sądził, że wystawny orszak przeszkadzałby mi w tym.

– Ale skąd w takim razie pomysł na ukrywanie tego? Czemu zostałaś bardką?

Moneta zaczęła wręcz wirować w powietrzu, niemalże nie dotykając palców karczmarza. Malwa zmarszczyła brwi.

– Gdy ktoś się o tym dowie, zaczyna mnie inaczej traktować – powiedziała, ważąc słowa. – A ja nie chcę odstawać od tłumów, chyba, że właśnie na scenie. Co do bycia bardką… Kocham muzykę. Chcę się nią dzielić na tyle, na ile mogę.

– Dworskie oklaski ci nie wystarczyły?

Malwa drgnęła, słysząc kpinę tonie Kolvara. Czyżby tu leżał problem? Ale co mu do tego, jaką profesję sobie wybrała?

– Myślę, że reakcje obcych zawsze są bardziej szczere, niż ludzi z dworu – odparła, nie odmawiając sobie chłodnej nuty. Moneta szybowała raz po raz. W blasku świecy, złoto błysnęło, a Malwa znów poczuła podobny dreszcz, co na scenie, ale… Tym razem nie miała wrażenia, jakby rzęsa wpadła jej do oka. Zamiast tego, dostrzegła jak na sekundę moneta zawisła, by upaść na tę stronę, na którą powinna.

Irriel wspominała jej, że czasem gdy już się zobaczy jedną iluzję, łatwiej jest dostrzec następną.

Odetchnęła bardzo głęboko, aby nie dać po sobie poznać, jak złość zebrała się w niej, jak czarna fala. Więc dlatego przegrała rzut? Aby Kolvar mógł sobie z nią uciąć pogawędkę? Tylko, że teraz… Miała wrażenie, że nie chodziło już tylko o pełnienie obowiązków obrońcy Ferrengrove. Szczególnie, jeśli postanowił tym samym skrzywdzić kilkoro z nich.

Powinna ugryźć się w język, ale po prostu nie mogła się powstrzymać przed kolejnymi słowami.

– Chociaż obawiam się, że dziś nie mogę liczyć na szczery zachwyt lub pogardę publiczności.

Moneta z brzęknięciem upadła na podłogę. Kolvar wytrzymał jej spojrzenie, podczas gdy Malwa wpatrywała się w niego z zaciętą miną. Wyzwanie zawisło między nimi, podczas gdy na scenie Daelyn przeszedł do kolejnej pieśni. O wiele cichszej i nastrojowej. Malwa wiedziała, jak powinna brzmieć. Najpierw delikatne, ledwie słyszalne nuty….

– Skąd taki pomysł, moja droga?

– Dekadzień temu jeszcze wszyscy traktowali mnie uprzejmie. Tańczyłam razem z nimi, śmiałam się i śpiewałam, a sam pomysł na konkurs został przyjęty dobrze. A dziś… Czułam na sobie wiele różnych spojrzeń.

Kolvar zaśmiał się, ale w tym dźwięku nie było ani cienia wesołości.

Daelyn zaczął pewniej uderzać w struny, tak, że ich ton niósł się echem po karczmie.

– Wiesz, jak to jest z małymi miejscowościami, takimi jak nasza. Przychylność istot na pstrym koniu jeździ. Nie możesz się tym przejmować, moja droga.

Gdyby mężczyzna nie odwrócił wzroku, może dałaby się na to nabrać.

– I zazwyczaj się nie przejmuję, Kolvarze – odparła zimno. Wyprostowała się, unosząc podbródek wyżej. – Ale mierzi mnie, gdy za moje przewinienia, obrywa się też innym.

Muzyka nabrała tempa.

Gdy mężczyzna na moment szerzej otworzył oczy, co tylko sprawiło, Malwa siłą musiała powstrzymać się od wściekłego prychnięcia. Czyli miała rację. To on stał za plotkami przeciwko niej, ale najwyraźniej nie spodziewał się, że dotknie to też innych. 

Krótkowzroczność rządzących zawsze doprowadzała ją do pasji. 

– U Irriel od dawna nie ma pacjentów. Nawet po maści, a ostatnio łowczy pojawili się u niej, gdy najwyraźniej Saila ich do tego zmusiła. Lyriana i Zaine zbierają nieprzychylne spojrzenia. Dzięki gwiazdom, że chociaż Serune nikt nagle nie zaczął źle traktować. – To prawdziwy cud, że pomimo oskarżycielskiego tonu, nie warczała. Wiedziała, że gdyby pozwoliła sobie na zbyt wiele, tylko zadziałałby kobietom na szkodę, nie mówiąc o sobie.

Po prostu nie mogła się powstrzymać. 

Muzyka na zewnątrz zmieniła się z nut na pewniejsze, acz wciąż powolne akordy. Malwa czekała. Kolvar milczał.

Jak on śmiał?

– To twarde dziewczyny. Poza tym, plotki przychodzą i odchodzą, także na pewno wkrótce wszyscy o tym zapomną – wymamrotał w końcu elf. Malwa zacisnęła usta, przełykając kilka gorzkich słów. Kolvar wpatrywał się w swoje ręce, a uszy nieco mu oklapły. Brzmiał, jakby chciał przekonać sam siebie. 

Twarde dziewczyny? Tak, oczywiście, mogła się z tym zgodzić. Ale pamiętała, jak Lyriana opowiadała o Ferrengrove. Że to był jej dom. Jej miejsce, w którym mogła wszystko zacząć od nowa, bez obawy o ocenę.

Jak ktokolwiek mógł sprawić, że mogłaby się ponownie obawiać tej oceny?

Może właśnie ta gorzka myśl sprawiła, że Malwa rzuciła bez zastanowienia:

– A czy Daelyn by sobie z tym poradził?

– Po to  jestem ja, aby nie musiał sobie z tym radzić.

Bard uderzył w struny nagle tak mocno, że miało się wrażenie, jakby karczma zatrzęsła się w posadach, a zaraz za tym poszła przeciągła, głośna wokaliza. Malwa nie podskoczyła tylko dlatego, że spojrzenie Kolvara wbiło ją w siedzenie. 

Nareszcie do niej dotarło, gdzie popełniła błąd.

Cały czas myślała o Kolvarze jako o karczmarze. Radnym. Tym jowialnym, wesołym elfie, chętnie zgadujących mieszkańców przy barze. Kimś, kto według słów jej przyjaciółek, był rozsądny i szukał polubownych rozwiązań.

Zupełnie umknął jej fakt, że był także ojcem. I to ojcem bardzo wrażliwego syna.

Od początku powinna była na niego patrzeć nie jak na radnego, władcę... barona. Tylko tak, jak ona patrzyła na Roya.

Teraz wszystko miało sens. Jego protekcjonalny ton. Sztuczka, mająca na celu się z nią spotkać. Plotki rozsiane na jej temat. Chwilowe niezadowolenie na jego twarzy, gdy ktoś zażartował z Daelyna. Podkreślanie tego, że jest dumny z syna. I finalnie, nawet sam fakt, że postanowił ją wziąć na spytki tuż przed jej występem, w miejscu, w którym była odizolowana od innych.

Gdyby Roy wierzył, że ktoś jej grozi, zapewne postąpiłby tak samo.

Świadomość tego spadła na nią tak nagle, że zupełnie wbiła nią w krzesło. Dlaczego ani razu nie przyszło jej do głowy, że Kolvar nie weźmie przyjaznej rywalizacji jako zabawę, tylko zagrożenie? Była obca i wyzwała jego syna. W dodatku, już wiedział, że była szlachcianką. W jego oczach musiała wyglądać, jak rozpuszczona panienka, chcąca upokorzyć biednego, lokalnego grajka.

Schrzaniła sprawę. Po prostu… Sama wykazała się niezwykłą krótkowzrocznością.

A że Malwa nie była hipokrytką, wcześniejsza złość, jaką czuła do Kolvara bardzo szybko została przekierowana gdzie indziej. Gdyby miała choć odrobinę więcej siły, stół trzeszczałby pod jej palcami od tego, jak mocno zaciskała na nim palce. Gdyby nagle pękł, wbijając jej w dłonie drzazgi, nawet by się nie wzdrygnęła.

Muzyka wokół nich szalała. Daelyn nie śpiewał już wysoko; wchodził w chrapliwe tony, brzmiące niemal jak warknięcia. Rytm skakał i galopował tak, jak w tej chwili myśli bardki.

Co powinna teraz zrobić? 

Ledwo dotarły do niej słowa Kolvara:

– Więc, Malwo… Powiem ci coś, jak ojciec do córki. Wycofaj się. Nie ma sensu, żebyś dziś musiała się męczyć z trudną publicznością. Możesz im przecież zagrać innym razem.

Może rzeczywiście powinna?

To z pewnością naprawiłoby jej reputację u Kolvara. Może nie wszystko stracone? Zaszyje się u Irriel, będzie przykładnie nadal pomagała wiosce i wszystko się uspokoi. Gdy Ruemar wróci, nadal może mieć szansę przekonać całą radę, aby wpuścili ją do archiwów. Nie mogła przecież pozwolić, aby okazja do dowiedzenia się o dziadku odpłynęła z uwagi na jej głupi błąd!

Jak mogła być tak głupia? 

Serce zaczęło jej bić mocniej. Zamiast muzyki, słyszała tylko pisk. Czuła, że krew powoli odpływa jej z twarzy.

Jej czyny nie mogą zagrozić innym. A ona sama… Nie. Stawka jest za wysoka, aby ryzykować. Szansa, aby spróbować jeszcze raz właściwie brzmiała, jak akt dobrej woli.

Niemalże skinęła głową. Jednakże…

Szybkie uderzenia w stronę przebiły się przez pisk. Daelyn śpiewał dalej z taką siłą i przekonaniem, że Malwa po prostu nie mogła go zignorować.

“Stać cię na więcej”

Słyszę, gdy pada cios a ja wstaję

I mówię: “Nie, moje serce”

Już nie mogę (tak możesz)

Już nie mogę (tak możesz)

Już nie mogę (tak możesz)

Nie, nie mogę, nie mogę, spróbuj mnie zrozumieć! 

Nawet w panice, Malwa słyszała ból i przekonanie w głosie barda. Wyglądało na to, że była to jedna z pieśni, która mocno go dotknęła. Tak, jak i ją w tym momencie.

Już tak dłużej nie mogę, powiedziała tamtej pamiętnej nocy do Roya, wśród szlochów. A mimo to… Roy pokazał jej, że może. Tylko inaczej. I pomógł jej uciec. Nareszcie odetchnąć.

Nie pozwolę ci się poddać, odparł, przytulając ją mocno do piersi. I był przy niej. Przy każdym potknięciu na scenie, przy każdej nieudanej pieśni. To on pierwszy słuchał jej ballad. I choć nie stał przy niej, Malwa mogła sobie dość łatwo wyobrazić, że skrywał się w tłumie. Cichy i wspierający, nawet jeśli rzeczywiście był teraz wiele kilometrów stąd.

Co on by zrobił na jej miejscu?

Wzięła głębszy oddech.

Śpij już, zaczęła błagać

Wszak nie jesteś tchórzem, bo się skryłeś

Jesteś dzielny, bo chociaż cię złamali

Wciąż łapiesz dech

Więc weź wdech, wdech i odetchnij

Wyobraziła sobie, że tuż obok niej stoi blady mężczyzna o wiecznie rozwianych, ciemnych włosach i zaciska jej dłoń na ramieniu.

Pomyślała o obdartych, zrogowaciałych opuszkach Daelyna. O tym, jak się wzdrygnął na nieprzychylny komentarz. Teraz pożałowała, że przez własny gniew nie zaproponowała mu pomocy.

Łatwo było zamknąć oczy, zasłaniając się własnymi uprzedzeniami.

Tak, Roy zawsze ją chronił, kiedy tylko mógł. Jednak nigdy nie rozwiązywał jej problemów za nią. Pocieszał ją, gdy się potknęła i popychał do przodu, gdy w siebie zwątpiła. Czasami miała mu to za złe. Wolałaby, aby raz na jakiś czas nie zmuszał jej do zmierzenia się z własnym strachem.

Gdyby jednak tego nie zrobił, nigdy by nie uciekła.

Czy Daelyn nie zasługiwał na to samo? Wydawało się jej to głupie. Stawiać wszystko na szali, tylko dlatego, że zrobiło jej się kogoś żal. Kolvar widocznie chciał tylko chronić swoje dziecko i wspierał go, jak potrafił, ale…

Twoja intuicja jest twoją największą zaletą. W negocjacjach czasem najważniejsze jest myśleć sercem.

Roy wypowiedział te słowa lata temu, gdy w tajemnicy przed ojcem zabrał ją na jedno z zebrań. Pamiętała, jak ostro sprzeciwił się jednemu z doradców, chociaż słowa mężczyzny brzmiały logiczniej niż te, które rzucił młody baron.

Malwa pomyślała o Lyrianie. O tym, jak była pewna, że reszta ją pokocha. O podekscytowanej Serune, wspierającym klepnięciu Zaine i pewności w głosie Irriel.

No właśnie. Irriel.

Malwa za nic nie mogła sobie wyobrazić, aby kobieta mogła postawić Serune w takiej sytuacji. Działać za kulisami, aby przypadkiem nie przytrafiło jej się jakieś nieszczęście.

Pamiętaj. Dla Kolvara nie jest najważniejsza karczma.

Może zdoła jeszcze jakoś to wszystko naprawić?

– Byłoby to nieeleganckie, gdybym się teraz wycofała – powtórzyła swoje słowa, unosząc w końcu wzrok. Nie wzdrygnęła się tym razem, gdy karczmarz ściągnął brwi, w niemym oburzeniu. – I niesprawiedliwe względem twojego syna, Kolvarze.

– Mało wiesz o Daelynie.

– Zgadza się. Nie będę udawać, że go znam, ale… Znam… Innych bardów. – Malwa poruszyła się niepewnie. – Nie wyobrażam sobie nie docenić pracy, jaką Daelyn włożył w swój występ, nie dając z siebie wszystkiego.

– Teraz nagle zaczniesz się tym przejmować? – syknął Kolvar. Uprzejmość zniknęła z jego głosu. W końcu Malwa zobaczyła w nim nie spokojnego karczmarza, tylko bardzo opiekuńczego ojca. Jak na ironię, ten widok dodał jej otuchy. – Wiesz, ile nerwów go to wszystko kosztuje?

– Słyszę to w nim, gdy śpiewa – przyznała spokojnie. Oboje spojrzeli za kotarę, gdzie Daelyn wirował, wciąż śpiewając mocnym, silnym głosem, jakby nabierając pewności siebie. – Kolvarze. Wybacz mi. Moja propozycja zapewne była na miejscu. W tamtym momencie myślałam o tej rywalizacji tylko jako o zabawie, czymś przyjemnym dla innych. Nie sądziłam, że sprawię ci tym tyle bólu. – Karczmarz uniósł brwi. Jednak gdy otworzył usta, Malwa nie dała mu wejść sobie w słowo. – Nie żałuję jednak tej decyzji.

– Nie?

Pokręciła głową. Pomyślała o Royu. O tym jak, gdy się potknęła w tańcu łapał ją i zamiast ją zatrzymać, ze śmiechem prowadził dalej.

Daelyn nigdy nie wystąpił poza Ferrengrove. Ona, dzięki bratu, owszem.

– Rozumiem, skąd twoje zachowanie. Opiekujesz się nie tylko Ferrengrove, ale przede wszystkim nim i jestem pewna, że jest ci za to wdzięczny. Ale… Gdyby… Moi bliscy tak mnie chronili, nigdy nie zobaczyłabym nic, poza własnym krajem. 

– Gdy go chronię, wiem, że jest szczęśliwy.

– A rozmawiałeś z nim o tym? – zapytała cicho Malwa. Po skrzywionym wyrazie twarzy, domyśliła się odpowiedzi. – Kolvarze, uwierz mi. Gdybym miała takiego ojca, jak ty, na pewno byłoby mi łatwiej. Kochasz go i widzę to nie tylko ja, ale też i większość wioski. Dlaczego nie pozwolisz, aby pokochano go w innych miejscach… Na jego własnych warunkach?

Nie miała pojęcia, skąd w niej taka odwaga, ale im dłużej mówiła, tym pewniejsza swoich słów była. Daelyn nie był jak ona. W dodatku przez większość czasu traktował ją z góry, ale… W tej chwili zwyczajnie było jej go szkoda.

– Sama wiesz, jaki jest Faerun. To wrażliwy chłopak. Ten świat go zmiażdży. – W głosie radnego czaił się teraz prawdziwy smutek. Malwa nie mogła powstrzymać się od współczującego uśmiechu. Odruchowo wyciągnęła ręce i delikatnie ścisnęła elfa za zaciśnięte dłonie.

– Wierzysz w niego?

– Ja…

– Bo jeśli tak, Kolvarze, to wiesz, że sobie poradzi. A on wie, że jeśli nie, będzie mógł przyjść do ciebie, prosząc o radę. Uwierz mi, niewielu ma ten przywilej. – Spuściła wzrok. To nie był czas, aby teraz roztkliwiała się nad sobą. – Miłość… bliskich to wspaniała rzecz. Ale wyobrażam sobie, że może ona także zdusić. Nie możesz go ciągle chronić. Inaczej, jak on ma dorosnąć? Sprawdzić się w tym, co kocha, jeśli odmawiasz mu nawet tego, aby zmierzył się z kimś na własnym gruncie?

Nie miała pojęcia, ile Daelyn miał lat, ale… Coś jej mówiło, że jego setka była już dawno temu.

– Nie wmówisz mi, Malwo, że przybyłaś tu by pozwolić mojemu synowi się rozwinąć – warknął karczmarz. Nie strącił jednak jej rąk, co bardka uznała za dobry znak. Pokręciła głową.

– Nie. Tak jak mówiłam, ja chciałam tylko podzielić się swoją muzyką… I pokazać wam, że nie jestem zagrożeniem. – Ścisnęła mocniej dłonie radnego. – Bo nie jestem. I nie chciałabym, aby ty, Daelyn, czy całe Ferrengrove tak na mnie patrzyli. – Uśmiechnęła się do mężczyzny. – Nie będę udawać, że mówię to wszystko, bo nagle zapałałam miłością do Daelyna, ale… Współczuję mu. Wiem, jak to jest, czuć się przytłoczonym i pragnąć czegoś więcej. – Zamknęła na chwilę oczy i zobaczyła filuterny uśmiech i roześmiane, czarne oczy. Niemal poczuła pstrykniecie w czoło. – I wiem, że każdy dobry rodzic, który wierzy w swoje dziecko, pozwala mu wylecieć z gniazda i wspiera je z daleka, pozwalając mu się potknąć. Bo to właśnie na swoich błędach najbardziej się uczymy, a gdy próbujemy nich uniknąć… I tak w nie wpadamy, tylko zupełnie nieprzygotowani. Gdyby Daelyn usłyszał, że się wycofałam… Myślisz, że by się ucieszył?

Kolvar otworzył usta. Zamknął je.

Oboje wsłuchiwali się w ostatnie takty pieśni.

Aż w końcu radny zaśmiał się smutno.

– Nie. – Pokręcił głową. – Oj nie…

Malwa skinęła, a na widowni rozbrzmiały oklaski. Mężczyzna ciężko westchnął.

– Widać, dlaczego Irriel tak cię lubi, kwiatuszku – powiedział. Daelyn na scenie spoważniał. Zaczął coś mówić, ale jego głos rozmył się pod głębokim tonem jego ojca. – Nie wiem, czy już dziś uda ci się odkręcić moje czyny, ale wiedz, że Irriel niedługo już nie będzie musiała martwić się o pacjentów. A twojej Lyrianie włos z głowy nie spadnie.

Malwa wstała wraz z nim i uprzejmie przed nim dygnęła.

– Nie mogłabym prosić o nic więcej.

Gdy elf położył jej ciężką dłoń na ramieniu, nawet się nie wzdrygnęła. Do jego złotych oczu zaczęły wracać ciepłe iskierki, podczas gdy po karczmie rozbrzmiały nuty prawdopodobnie ostatniej już pieśni. Tym razem, bardka zupełnie jej nie rozpoznawała, a sądząc po zaskoczonym wyrazie twarzy Kolvara, on chyba też nie. Czyżby znowu coś nowego? Nic dziwnego, że karczmarz tylko po raz ostatni uśmiechnął się do niej i ruszył w stronę drzwi. Jednak, zanim bard zaczął śpiewać, radny zatrzymał się na chwilę.

– Dobre z ciebie dziecko, Malwo. – Mrugnął do niej. – Daj tam z siebie wszystko. – I z tymi słowami, w końcu wyszedł.

A Malwa wyczerpana opadła na krzesło.

Miała ochotę się rozpłakać i śmiać się jednocześnie. Niemalże drżała od stóp do głów. W głowie jej się nie mieściło, że to zrobiła. Postawiła się radnemu w imię… Właściwie sama nie była pewna czego. Solidarności? Miłości? Nie miała pojęcia, ale… Najwyraźniej dobrze, że to zrobiła.

Nie żałowała ani jednego słowa. I tak, Kolvar miał rację. Może nie pałała wielkim uczuciem do Daelyna, ale… Cieszyła się. Szczerze cieszyła się, że być może coś się u niego zmieni.

Nawet jeśli był gnojkiem, nie zasługiwał na życie w fałszu.

Fałszu, z którym Malwa wkrótce będzie musiała się zmierzyć.

Mimo to, myśl o wyjściu przed mieszkańców Ferrengrove już jej tak nie denerwowała. Teraz, gdy wiedziała co się stało i że Kolvar przynajmniej naprawi reputację jej przyjaciółek, nie miała się czym przejmować. Niech obrzucą ją tymi jajkami, trudno. W sumie, nie miała jeszcze nigdy takiego doświadczenia. 

Wiedziała, że to uczucie jest krótkotrwałe i zapewne gdy wyjdzie na scenę, znów zacznie się denerwować. Koniec końców, mieszkańcy Ferrengrove, a teraz również i Daelyn zasługiwali na to, aby potraktowała ich poważnie. Wróciła na swoje miejsca za kotarą i wsłuchała się w pieśń barda. Melodia nareszcie wpadła w te melancholijne tony, których szukała przez większość występu a po karczmie rozbrzmiał delikatny śpiew:


Czy słyszeliście o Myth Drannor

O jego diabelstwach, wróżkach, chochlikach

O smokach, ruinach, płaczu i krzykach?

Nie wiem, czy godna go jest ma muzyka


Cormanthyru korona złota, 

Klejnot rzucony w omglony las, 

Ciągną ku niemu niczym piechota, 

Członkowie wszelkich niezwykłych ras,

Ku jego placom pełnym melodii, 

Ku jego murom, gdzie wszyscy zgodni,

Czy takie miasto mógłby zmóc czas?


Myth Drannor, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Wieże pieśni wznosi do chmur, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Świeci jasno pośród czarnych burz


Daelyn wyglądał na zamyślonego. Jego spojrzenie tym razem nie wędrowało po widowni; utkwił je w swojej lutni. Malwa z ciekawością przebiegła wzrokiem po zebranych elfach i zauważyła, że tym razem wszyscy ucichli. Nikt nie pił z kuflów, ani nie szeptał do sąsiada. 

Sama słyszała o Myth Drannor tylko plotki. Elfia stolica, która była klejnotem Cormanthyru przez lata i która upadła dwukrotnie, zostawiając za sobą zgliszcza wspaniałego, magicznego miasta. Sądząc po minach zebranych, najwyraźniej część z nich musiała żyć w czasach jego świetności.

Serce jej się ścisnęło na samą myśl.


Czy słyszeliście o Myth Drannor?

O armii której podłych knowań jad

W jego błyszczące mury się wkradł?

Nie chcąc, by ostał się tam nawet kat


Wojenne werble miast pieśni rozbrzmiały,

W powietrzu strzały jak struny zagrały, 

Taran uderzył do miasta bram, 

W serca mieszkańców wlał strach 

A wraz z nimi niebiosa płakały


Myth Drannor, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Wieże pieśni wznosi do chmur, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Jasne światło pośród czarnych burz!


Malwa zacisnęła palce na kotarze. Jej własne serce zaczęło drżeć, słysząc ból w głosie Daelyna. Czy on sam żył w tamtych czasach? Nie, był stanowczo na to za młody, przynajmniej na pierwszy upadek stolicy. Ale drugi… Czy nie wydarzył się zaledwie dwadzieścia lat temu? Dla elfów to musiała być chwila… 

Gdy Daelyn ciągnął dalej, w jego głosie dało się usłyszeć drżenie.


Czy słyszeliście o Myth Drannor?

O dzielnych obrońcach, co do walk stanęli,

I wroga oddziałów się nie zlęknęli?

Zalśniły miecze światłem spadłych gwiazd

“Za Myth Drannor!” - mężowie krzyknęli


Strzały elfickie frunęły wśród drzew,

Do walk zagrzewał bardowski śpiew

Zaklęcia tkali mądrzy magowie,

Aż nie pierzchli wszyscy wrogowie 

Poznali oni Myth Drannor gniew


Myth Drannor, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Wieże pieśni wznosi do chmur, 

Miasto bardów, miasto piękna, 

Świeci jasno pośród czarnych burz!


Część wioski po cichu zaczęła powtarzać refren wraz za Daelynem. Na ich twarzach malowały się różne emocje: rorzewnione uśmiechy mieszały się ze łzami na policzkach czy posępnymi minami. 

Malwa również chciała to zrobić, ale tylko schowała się bardziej za kotarą. Atmosfera wyraźnie się zmieniła. Miała wrażenie, jakby zwyczajnie obserwowała z boku czyjś pogrzeb, nie znając ani zmarłego, ani żałobników.

Mogła tylko stać i obserwować. Nie dla niej była ta pieśń.


Czy słyszeliście o Myth Drannor?

O wieżach wysokich niemal do nieba, 

Niejeden bard na ich cześć śpiewał,

Nie wiedząc, że w obłokach zło się skrada

Frunie w postaci miasta Myth Drannor zagłada


Na wieże spadły wieże, o mur uderzył mur, 

Padły piękne iglice zmiecione w szary gruz

Na nic krzyki, nic pieśni, na nic potoki łez, 

To niebo, chmurne niebo, przyniosło miastu kres


Myth Drannor

Miasto ruin, miasto ciszy

Gdzie magia rozpierzchła się w mig

Miasto ruin, miasto ciszy

Zgasł klejnot, zgubiony wśród burz


Miało się wrażenie, że każdy mieszkaniec Ferrengrove w tym momencie szukał wsparcia. Kilka osób obejmowało mocno jakiegoś starszego elfa. Matka przytuliła bliżej siebie swoje dziecko. Ze dwie lub trzy osoby przemknęło się w stronę Naifelrii, a ku zaskoczeniu Malwy, najbliżej niej stała Saila, trzymając jej rękę w pocieszającym uścisku. Wysoki elf, który zasłaniał bardce widok na przyjaciółki, odwrócił się, aby ścisnąć za rękę mężczyznę obok siebie, a Malwa dostrzegła, że Lyriana oparła właśnie głowę o ramię Irriel, która tuliła do siebie Serune.

Jak blisko było Ferrengrove z Myth Drannor? Malwa nie miała pojęcia, ale… Widząc te reakcje, nie musiała zgadywać. Melancholia wioski, ich żal i smutek był widoczny jak na dłoni, a ona czuła, że serce jej się kraje. Ile osób kogoś wtedy straciło? Ile serc miało po tej tragedii źle zabliźnione rany?

Chciałaby móc coś zrobić. Wejść między ludzi i ich pocieszyć, ale wiedziała, że w tym momencie nie byłoby to mile widziane. Więc po prostu objęła się, pozwalając łzom ciec z policzków, pozwalając, aby smutek mieszkańców udzielił się także jej.


Czy słyszeliście o Myth Drannor?

Gdzie echo rozmów na kamieniach ślad wybiło

Skąd stworów plaga po lesie się rozprzestrzeniła

Wabiąc tylko nikczeminków w bród


O Myth Drannor

Jego ludziach, jego sercach, jego duszach

Jego troskach, jego ślubach

Których już nie pozna żaden z nas, bo…


Myth Drannor

Miasto ruin, miasto ciszy

Gdzie magia rozpierzchła się w mig

Miasto ruin, miasto ciszy

Zgasł klejnot, zgubiony wśród burz


Daelyn zaczął po prostu cicho nucić. Wydawać się mogło, że w tej chwili widownia dla niego nie istniała. Malwa widziała po każdym oddechu, po każdym drżącym uderzeniu w struny, że jest od krok od płaczu, ale parł dalej. 

Pomimo zamglonego wzroku, nie umknęło jej, że przy zwrotce o potworach w lesie, Irriel rzuciła spojrzenie Naifelrii. Jednak żadna z kobiet nie spojrzała sobie w oczy. Naifelria tylko otarła kilka łez, a Serune akurat wtedy zacisnęła palce na sukni medyczki. Zaine coś szepnęła do Lyriany, gdy ta się wzdrygnęła.

Malwa zacisnęła usta.

Czy to w tamtych czasach odszedł Faelar?

Bogowie, jeśli tak… to Irriel była chyba najsilniejszą kobietą, jaką bardka miała zaszczyt poznać.

W głos Daelyna wkradła się nadzieja. Nareszcie uniósł spojrzenie na widownię i ciągnął dalej:


Wydawać się mogło, że to koniec już

W ostatnie struny uderzył bard

Lecz o Myth Drannor nie zapomni ten

Co chodź raz o niej pamięć miał


I gdy wejdziesz w las

Usłyszysz w drzewach szum:

Będziemy czuwać

Przez wartę naszą nie przebije się nikt

Aż Myth Drannor powstanie

Rozlegnie się feniksa krzyk


Acz drzewom jedno powiedzieć ktoś by mógł

Że nie tylko miasta strzegą, lecz i ludzi

Tych których śmierć jest w sercach zapisana

Osób, które na zewnątrz miały się obudzić


Spojrzenie bardki biegło od Irriel do Naifelrii, od Lyriany do kowala, od Zaine do Saili. Chociaż wciąż na twarzach wielu dopiero co wyschły łzy, po tym, jak ogromna część widowni po prostu trzymała się za ręce, dając sobie nawzajem oparcie, Malwa czuła, że mimo swoich różnic… To ich ze sobą łączyło. Na dobre czy na złe.

Na ustach Malwy pojawił się tylko smutny uśmiech. Po raz kolejny, zrozumiała, jak bardzo jest tutaj obca. Te elfy połączyło coś strasznego, coś, czego nikt nie powinien przechodzić. I pomimo różnic, trwali w tym razem. 

Zacisnęła palce na amulecie. Wszyscy tam byli połączeni tą samą żałobą, niezłomną miłością do tych, którzy odeszli. Nawet zimne światło magicznych lamp nie mogło ochłodzić ciepła, które biło od mieszkańców Ferrengrove.

A ona pozostała w ukryciu, za kotarą. Mogła tylko po cichu pomodlić się do gwiazd, aby zawsze miały ich w swojej opiece.


Życie wnet przerwano

A żywym na pocieszenie tylko pozostało

Marzenie, że spokoju bliskich już nikt nie zakłóci


Daelyn uderzył w ostatnie struny i zamilkł.

A na widowni wybuchły oklaski.

Były one o wiele głośniejsze i bardziej entuzjastyczne, niż te które rozbrzmiały po balladzie Malwy, ale bardki nawet to nie obruszyło. Sama klaskała tak mocno, że pokrótce bolały ją dłonie. Mieszkańcy Ferrengrove… po prostu potrzebowali tej pieśni.

A gdy Malwa zobaczyła jak Daelyn, ze łzami w oczach kłania się im, jeszcze bardziej stała się pewna swojej decyzji.

Jak mogłaby się poddać, widząc, ile serca bard włożył w ten występ? Sądząc po reakcji Kolvara, Daelyn po raz pierwszy wykonał tę balladę. Zasługiwała ona na to, aby Malwa dała z siebie wszystko. 

– Dziękuję. Bardzo dziękuję. Wam wszystkim – usłyszała wzruszony ton Daelyna, gdy oklaski po dłuższej chwili wreszcie ucichły. Zabrzmiało jeszcze kilka pogwizdywań, aż w końcu na widowni zapanowała cisza. Bard potarł sobie kark. – Mam nadzieję, że ta pieśń zostanie z wami jeszcze przez dłuższą chwilę. I, że… Tak jak ja, znajdziecie w niej ukojenie. – Uśmiechnął się, spuszczając wzrok. – I to chyba było tyle na dziś. Otrzyjcie łzy, napijcie się, a już za chwilę, powitajcie z entuzjazmem moją współzawodniczkę.

Na sali rozbrzmiały śmiechy, ale… Malwa, bez zaskoczenia usłyszała też buczenie. Zacisnęła powieki i odetchnęła głęboko. Cóż. Oto i skutki czynów Kolvara, chociaż… Po takiej pieśni należało się tego spodziewać.

Miała jednak zostać zaskoczona po raz drugi tej nocy.

– Mam nadzieję, że pozostaniecie sprawiedliwi i dacie jej szansę. 

Malwa otworzyła zaskoczona oczy. Daelyn stał wyprostowany na scenie, a wzrok wędrował mu w kilka miejsc. Nie mogła określić jego wyrazu twarzy; czy był wyzywający czy może zezłoszczony? Na pewno sprawił, że buczenie ucichło, a po chwili słychać było szuranie odsuwanych krzeseł.

Daelyn skłonił się po raz ostatni i ruszył w stronę kulis. Nie wyglądał na zaskoczonego, gdy dostrzegł Malwę tuż za kotarą.

– I co sądzisz, wielkomiejska bardko? – zapytał, zanim Malwa zdołała z siebie cokolwiek wykrztusić. Dziewczyna uniosła kącik ust w uśmiechu.

– To była przepiękna pieśń, Daelynie. Nie wiem, czy uda mi się ją przebić – odparła, stając nieco bliżej ściany. Zaśmiała się cicho, widząc jego zaskoczone spojrzenie.

– Myślałem, że nią wzgardzisz.

– Nigdy nie gardzę pieśniami pisanymi z… potrzeby serca. – Jej wzrok powędrował w stronę jego palców. Westchnęła i podeszła bliżej. – Widać, że nad nią ciężko pracowałeś i… Wybacz. Powinnam była zrobić to wcześniej. – To mówiąc, nagle chwyciła go za dłonie. Nie zważając na jego zaskoczony okrzyk, wyszeptała słowa zaklęcia. Na moment rozbłysło niebieskie światło, a gdy zgasło, Malwa natychmiast go puściła. Czuła na sobie zdumione spojrzenie Daelyna.

– Co… Dlaczego… – Chłopak wyprostował palce i utkwił dłonie w opuszkach. Prychnął. – Dlaczego nie zrobiłaś tego przed występem? To jakieś podziękowanie za to przed chwilą?

– Byłam zła. Przepraszam – odparła, wracając pod ścianę. Zacisnęła palce na nadgarstkach, zerkając przez kotarę na scenę. – Ale wciąż… Dzięki, że się za mną wstawiłeś.

Między nimi zapanowała cisza. Malwa kątem oka widziała, jak Daelyn opada na krzesło w podobny, ociężały sposób, co jego ojciec. Kącik ust jej drgnął.

– Jestem synem radnego. Należy ci się gościnność – wyszeptał bard. Uśmiech Malwy się poszerzył.

Na widowni słychać było szmer rozmów. Powoli wracały śmiechy, ale Malwa wiedziała, że czegokolwiek teraz nie zrobi, tak czy siak nie zjedna sobie publiczności tak, jakby chciała jeszcze chwilę temu. Obca, taka jak ona, nie miała szans z taką więzią, jaką mieli ze sobą mieszkańcy.

Westchnęła. Cóż. Tak czy siak, da z siebie wszystko. 

– Ej. – Spojrzała na Daelyna, unosząc brew. Chłopak potarł ręką kark. – Mam nadzieję, że nie myślisz o poddaniu się.

Jego wzrok był utkwiony w blacie stołu, ale Malwa dojrzała jak marszczy brwi. Czyżby coś podejrzewał wcześniej? Czy może naprawde tak się przejął tym buczeniem?

– Nie. Absolutnie tego nie zrobię. – Zapewniła go i uśmiechnęła się, widząc, jak spięte ramiona elfa się rozluźniają. – Nawet jeśli teraz obrzucą mnie jajami.

Głowa Daelyna się uniosła.

– Co masz na myśli?

– Ta twoja ostatnia ballada… Brzmiała, jakbyś ją pisał, czekając na odpowiedni moment. Jakbyś chciał się podzielić z innymi swoim bólem, oraz ukoić ból innych. Myth Drannor… Rozumiem, że mieliście z nimi bliskie relacje? – Daelyn skinął głową. Malwa westchnęła, zaciskając palce na naszyjniku. Dostrzegła jak Serune zaczęła coś szeptać do ucha Lyriany, przez co elfka zaczęła się śmiać. Irriel stuknęła córkę w nos. Coś w środku niej zadrżało. Gdy mówiła dalej, w jej głos wkradła się melancholijna nuta: – Nie mogę z tym rywalizować. Jestem obca. Nie przeżyłam tego, co wy wszyscy. Mogę ich zainteresować tylko sobą, a po takiej pieśni… Nie sądzę by ktokolwiek miał na to ochotę. – Odwróciła się do niego, posyłając mu przekorny uśmieszek. – Nie mówię tego, aby ci schlebić. Taka po prostu jest prawda.

Zgodnie z oczekiwaniami, Daelyn napuszył się jak paw. Tylko tym razem, zamiast się zirytować, Malwa uśmiechnęła się.

– Cóż… Wielkie dzięki, droga Malwo. – Chłopak przekrzywił głowę, a na jego ustach zatańczył uśmieszek. – Wiesz… Nie zamierzam przepraszać za tę pieśń…

– Nie powinieneś.

– …ale… Ech… – Daelyn rozłożył się bardziej na krześle, przewracając wymownie oczami. – Śmiem twierdzić, że kogoś na pewno zainteresujesz.

Malwa zaśmiała się, zaskoczona.

– Kto by się spodziewał, że przejdzie ci to przez usta.

– Może po prostu jestem wciąż wzruszony własną pieśnią. Nigdy się nie dowiesz. – Bard wzruszył ramionami. Tymczasem, Kolvar wszedł na scenę z widowni, a sala zaczęła cichnąć. Jego łagodny głos rozbrzmiał po karczmie. 

– No, moi drodzy. Mój syn zafundował nam dziś mnóstwo emocji. Jestem pewien, że ta pieśń zostanie z nami na długo. Na krótko za to może z nami zostać nasza piękna gościni, także… Otwórzcie i na nią serca. Tak jak powiedział Daelyn. Niech ta rywalizacja pozostanie sprawiedliwa. Dziewczyna na to zasługuje.

Daelyn drgnął. Skrzyżował spojrzenia z Malwą. Po jego przestraszonym spojrzeniu zrozumiała, że dostrzegł to, co ona na początku wieczoru.

 – Malwo, prze…

– Czas na mnie – przerwała mu. Zamierzała się odwrócić i odejść, ale Daelyn w mgnieniu oka zastąpił jej drogę. Już miała na niego prychnąć, ale widząc desperację w jego oczach pozwoliła mu się złapać za dłonie. 

– Malwa… Cholera, uwierz mi, to nie tak miało być. Ja… – Odwrócił wzrok, ale Malwa wciąż słyszała rozgoryczenie w jego głosie. Wbrew samej sobie, ścisnęło jej się serce. –  Posłuchaj… Jesteś obca. Co nie znaczy, że musisz taka pozostać. 

Bardka zamrugała zaskoczona. Część niej chciała zażartować, chociażby po to by ukryć własne zażenowanie, ale… Widząc jak Daelyn się w nią wpatruje, mogła tylko skinąć głową. Wyswobodziła dłonie z jego uścisku i ścisnęła elfa za ramię.

– Nie martw się. Koniec końców… – Sięgnęła po lutnię i mrugnęła do Daelyna. – To tylko zabawa, prawda?

I minęła go, wychodząc w końcu na scenę.


Komentarze

Popularne posty